27.11.2023, 21:08 ✶
Podrapałem się po głowie tą nieużywaną stroną łyżki, po czym wróciłem do dalszego łopatkowania zupy. Nie omieszkałem również skorzystać z dodatkowej bułki, szczególnie że była świeżutka i mięciutka. Właściwie, to wciąż ciepła.
- Ja z kolei kiepski jestem w nigdy przenigdy, ale okeeej... Może być - odparłem, po czym spojrzałem na Flynna. Nie sądziłem, bym mógł się czegoś jeszcze zaskakującego o nim dowiedzieć, ale kto wie? Pewnie z tym swoim poznaniem świata, jak nam tu zarzuci zdanie, to ciężko będzie nie osiwieć z oryginalności...? A może wręcz będzie naturalnie, miło i cieplutko, bo wszystko będzie oczywistą oczywistością...? Choć wciąż trapiła mnie osoba nieznajomego blondyna, który odwiedził Flynna klika dni temu. Flynn nic o nim nie mówił, tylko wpadł na chwilę uprzedzić, że na chwilę idzie pogadać, trochę go nie było, a potem cisza, jak gdyby nigdy nic. Sam nie chciałem naciskać na rozmowę, ale jednak to do mnie wracało. I ja wciąż to zbywałem, podobnie jak teraz. Tak, lepiej było skupić się na jedzeniu zupy, a zaraz też na babeczkach, bo już poszły do piekarnika.
Przegryzłem ostatni kęs bułki, wypiłem do dna z miski zupy i odetchnąłem z lubością. O tak. Tego potrzebowałem do szczęścia, więc odłożyłem naczynie i rozpostarłem się luźniej na krześle elkowym.
- Nie mam pomysłu, więc to wy zacznijcie, a ja chwilę odetchnę i pozbieram myśli, bo to prawdziwa pyszność pyszności ta twoja zupa gulaszowa, Elka. Tak - powtórzyłem to jeszcze raz, głośno. Nie miałem pojęcia, jakie tutaj ciekawe spostrzeżenie mogłem wystosować w tej zabawie, więc postanowiłem zebrać myśli, a że mój wzrok ponownie przemknął po Flynnie, naburmuszonym, że musi jeść zupę, to odruchowo położyłem mu rękę na ramieniu, a palcami zacząłem bawić się jednym z jego loków na szyi.
- Może nigdy przenigdy nie pracowałem w restauracji - odparłem. Mogło być, co nie? Wzruszyłem ramionami i pożałowałem, że nie można było zrobić wersji z alkoholem. Byłem jednakże odpowiedzialnym człowiekiem i najbliższe dni zamierzałem spędzić całkowicie na trzeźwo w każdej sekundzie życia.
@The Edge @The Little Fox
- Ja z kolei kiepski jestem w nigdy przenigdy, ale okeeej... Może być - odparłem, po czym spojrzałem na Flynna. Nie sądziłem, bym mógł się czegoś jeszcze zaskakującego o nim dowiedzieć, ale kto wie? Pewnie z tym swoim poznaniem świata, jak nam tu zarzuci zdanie, to ciężko będzie nie osiwieć z oryginalności...? A może wręcz będzie naturalnie, miło i cieplutko, bo wszystko będzie oczywistą oczywistością...? Choć wciąż trapiła mnie osoba nieznajomego blondyna, który odwiedził Flynna klika dni temu. Flynn nic o nim nie mówił, tylko wpadł na chwilę uprzedzić, że na chwilę idzie pogadać, trochę go nie było, a potem cisza, jak gdyby nigdy nic. Sam nie chciałem naciskać na rozmowę, ale jednak to do mnie wracało. I ja wciąż to zbywałem, podobnie jak teraz. Tak, lepiej było skupić się na jedzeniu zupy, a zaraz też na babeczkach, bo już poszły do piekarnika.
Przegryzłem ostatni kęs bułki, wypiłem do dna z miski zupy i odetchnąłem z lubością. O tak. Tego potrzebowałem do szczęścia, więc odłożyłem naczynie i rozpostarłem się luźniej na krześle elkowym.
- Nie mam pomysłu, więc to wy zacznijcie, a ja chwilę odetchnę i pozbieram myśli, bo to prawdziwa pyszność pyszności ta twoja zupa gulaszowa, Elka. Tak - powtórzyłem to jeszcze raz, głośno. Nie miałem pojęcia, jakie tutaj ciekawe spostrzeżenie mogłem wystosować w tej zabawie, więc postanowiłem zebrać myśli, a że mój wzrok ponownie przemknął po Flynnie, naburmuszonym, że musi jeść zupę, to odruchowo położyłem mu rękę na ramieniu, a palcami zacząłem bawić się jednym z jego loków na szyi.
- Może nigdy przenigdy nie pracowałem w restauracji - odparłem. Mogło być, co nie? Wzruszyłem ramionami i pożałowałem, że nie można było zrobić wersji z alkoholem. Byłem jednakże odpowiedzialnym człowiekiem i najbliższe dni zamierzałem spędzić całkowicie na trzeźwo w każdej sekundzie życia.
@The Edge @The Little Fox