Gdyby Felix zdzielił ją w głowę dostałby koszykiem gdziekolwiek, ale tego nie zrobił, więc był bezpieczny i mógł zajadać się kanapkami spod jej ręki. Czuła się przyjemnie rozluźniona, gdy chłopak był obok niej. Gdzieś w serduszku uważała go za bardzo istotną osobę w swoim życiu, ale była tak skupiona na tym, aby tej przyjaźni nie zepsuć, że starała się nie zauważać tego jak na niego działała ubierając się w te wszystkie śliczne sukienki, jak robiła te wszystkie gesty, pozwalała się mu obejmować, prowadzić za rękę, czy też pozwalać mu spać u niej w przyczepie. Nie miała nawet problemu z tym, że kładł się do niej do łóżka, bo chciała, aby był przy niej na zawsze, bo był dla niej ważny.
– Hej – oburzyła się i spojrzała na niego mrużąc oczy. Jak on mógł w ogóle pomyśleć, że Elaine Bell chciałaby ich zostawić. – Po pierwsze, nigdy was nie zostawię, po drugie ty i piec to raczej złe połączenie, a po trzecie, po prostu czuję się ciężarem, że muszę was wszystkich ciągnąć do czytania mi listów, pisania ich i jeszcze czytania przepisów. Chciałabym sama móc wysłać do kogoś list i sama go przeczytać – obruszyła się, po chwili ich drogę zastąpiło niewielki staw, przy którym była mała plaża. Uśmiechnęła się szeroko.
– Jesteśmy na miejscu – wyszczerzyła się szeroko i postawiła koszyk na ziemi. Kucnęła przy nim i zaczęła wyciągać z jego dna kocyk, który podała Felixowi, aby go rozścielił, wyjęła jedzenie i napoje, które wcześniej przygotowała, a nawet znalazł się pojemnik z ciastem truskawkowym. – Chcesz najpierw zjeść, a potem popływać, czy najpierw popływamy? – klęknęła na kocyku rozstawiając wszystko na nim, wyrzucając również poduszki, które miała tam jeszcze od pikniku z Laurentem.