27.11.2023, 22:26 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.11.2023, 10:37 przez Olivia Quirke.)
Słuchała, tak jak jej obiecała. Była przy niej, głaskała i przytulała, gdy Avelina tego potrzebowała. A gdy w końcu poczuła, że ta da jej dojść do słowa, westchnęła cicho i zgasiła papierosa w metalowej, brzydkiej popielniczce.
- Jest dupkiem i moim zdaniem powinnaś wyjebać go z życia raz, a dobrze - powiedziała spokojnie, wprawiając okrężnym ruchem whisky w drżenie. Chwilę wpatrywała się w płyn, a potem przeniosła spojrzenie na Paxton. - Może kocha was obie. Ale posłuchaj samej siebie - najpierw ci obiecuje, że z tobą ucieknie, a potem że jednak nagle kocha żonę. Nie uciekłby. Ma wygodny układ, piękną i chętną kobietę, majątek i dzieci. Nigdy nie był osobą, która stroniła od wygód, zresztą kto z nas by zostawił tak przyjemne życie, nawet dla miłości?
Zaczęła powoli, starając się tak dobierać, słowa, by nie zranić Aveliny. Ale czasem miała wrażenie, że przyjaciółka też potrzebuje solidnego kopa w tyłek. Quirke odpaliła kolejnego papierosa.
- Dziewczyno, on cię zniszczy. Zabawi się tobą, poromansuje na boku a potem cię zgniecie lub, co gorsza, zostawi z tak połamanym sercem, że nigdy nikomu nie zaufasz. Kochasz tylko swoje wyobrażenie o nim, a nie jego samego. Podam ci przykład - odchrząknęła, zastanawiając się jak powiedzieć o tym, co się stało całkiem niedawno u niej samej. Tak, żeby Avelina nie domyśliła się, że to chodzi o nią. - Dajmy na to Mery poznaje lata temu czarującego mężczyznę. Ich drogi się splatają i rozplatają, związek jest burzliwy i pełen emocji. Odkąd go zobaczyła po raz pierwszy, nie mogła przestać o nim myśleć. W końcu dopięła swego i go posiadła, ale okazało się, że nie jest on typem mężczyzny, który da się uwiązać do jednej osoby. Mery była zdruzgotana, zraniona tak bardzo, że odcięła się od wszystkich... A potem prawie umarła. Cudem ją odratowali. Dla cielesnej i być może emocjonalnej przyjemności zniszczył ją, chociaż nie świadomie. Ale wiesz - o to chodzi. On to zrobił Mery nieświadomie, to dobry chłopak był, mówił dzień dobry i takie tam. Kochała to, jaki był w jej oczach. A nie tym, kim był naprawdę, ze wszystkimi wadami, bo przecież niewierność to wada, przynajmniej dla mn... Mery. A Augustus dobrym chłopakiem nigdy nie był. Czy uważasz, że odpuści? Jest uparty, wiesz o tym. Bywa gwałtowny, zaborczy. Co zrobisz, jak się tobą znudzi? A może do końca życia będziesz musiała patrzeć, jak publicznie mizdrzy się do swojej żony i podrzuca dzieci, z każdym kolejnym dniem wyrywając ci kawałek serca?
Spojrzała na przyjaciółkę uważnie. Mimo ostrych i prostych słów miała przyjazny, ciepły ton głosu. Olivia uśmiechnęła się smutno i zaczesała rude włosy za ucho.
- Mery się pogodziła z rozstaniem, bo jej na to pozwolił, a ona zrozumiała pewne rzeczy, gdy zaczęła czytać o nim, co wyprawia i z kim. Ale nadal jej serce krwawi. Kto wie, czy się zrośnie? W twoim przypadku jednak mam wrażenie, że to nie serce będzie krwawić, a ciało - mruknęła. Nie znała Rockwooda na tyle dobrze, by posądzać go o agresję, ale wiedziała, że bywał cholernie nieprzewidywalny. I wybuchowy. Może nie uderzył, ale być może zacznie? A może im się uda pozostać przyjaciółmi? Nie. Olivia potrząsnęła głową. - Kurwa, Ave, naprawdę chcesz przyjaźnić się z kimś, kto ma żonę i chce cię pieprzyć na boku? Przecież to... złe!
Huknęła szklanką whisky o stolik, gdy nieco zbyt mocno odstawiła naczynie na blat. Dolała sobie i Avelinie alkoholu, machnięciem ręki zbyła kilka ciekawskich spojrzeń, które posłali im stali bywalcy. A niech spierdalają, teraz panie rozmawiają.
- Ja wiem, że łatwo mówić. Bo serce jest durne, uwierz mi wiem coś na ten temat. Ale czasem trzeba pocierpieć w samotności, żeby odciąć się od tego wyidealizowanego wyobrażenia o facecie. Daj sobie czas, możemy go sprawdzić. Bo skoro ciebie próbuje namówić na romans, to kogo jeszcze po kątach macał? Myślałaś o tym, co robił przez te wszystkie lata?
- Jest dupkiem i moim zdaniem powinnaś wyjebać go z życia raz, a dobrze - powiedziała spokojnie, wprawiając okrężnym ruchem whisky w drżenie. Chwilę wpatrywała się w płyn, a potem przeniosła spojrzenie na Paxton. - Może kocha was obie. Ale posłuchaj samej siebie - najpierw ci obiecuje, że z tobą ucieknie, a potem że jednak nagle kocha żonę. Nie uciekłby. Ma wygodny układ, piękną i chętną kobietę, majątek i dzieci. Nigdy nie był osobą, która stroniła od wygód, zresztą kto z nas by zostawił tak przyjemne życie, nawet dla miłości?
Zaczęła powoli, starając się tak dobierać, słowa, by nie zranić Aveliny. Ale czasem miała wrażenie, że przyjaciółka też potrzebuje solidnego kopa w tyłek. Quirke odpaliła kolejnego papierosa.
- Dziewczyno, on cię zniszczy. Zabawi się tobą, poromansuje na boku a potem cię zgniecie lub, co gorsza, zostawi z tak połamanym sercem, że nigdy nikomu nie zaufasz. Kochasz tylko swoje wyobrażenie o nim, a nie jego samego. Podam ci przykład - odchrząknęła, zastanawiając się jak powiedzieć o tym, co się stało całkiem niedawno u niej samej. Tak, żeby Avelina nie domyśliła się, że to chodzi o nią. - Dajmy na to Mery poznaje lata temu czarującego mężczyznę. Ich drogi się splatają i rozplatają, związek jest burzliwy i pełen emocji. Odkąd go zobaczyła po raz pierwszy, nie mogła przestać o nim myśleć. W końcu dopięła swego i go posiadła, ale okazało się, że nie jest on typem mężczyzny, który da się uwiązać do jednej osoby. Mery była zdruzgotana, zraniona tak bardzo, że odcięła się od wszystkich... A potem prawie umarła. Cudem ją odratowali. Dla cielesnej i być może emocjonalnej przyjemności zniszczył ją, chociaż nie świadomie. Ale wiesz - o to chodzi. On to zrobił Mery nieświadomie, to dobry chłopak był, mówił dzień dobry i takie tam. Kochała to, jaki był w jej oczach. A nie tym, kim był naprawdę, ze wszystkimi wadami, bo przecież niewierność to wada, przynajmniej dla mn... Mery. A Augustus dobrym chłopakiem nigdy nie był. Czy uważasz, że odpuści? Jest uparty, wiesz o tym. Bywa gwałtowny, zaborczy. Co zrobisz, jak się tobą znudzi? A może do końca życia będziesz musiała patrzeć, jak publicznie mizdrzy się do swojej żony i podrzuca dzieci, z każdym kolejnym dniem wyrywając ci kawałek serca?
Spojrzała na przyjaciółkę uważnie. Mimo ostrych i prostych słów miała przyjazny, ciepły ton głosu. Olivia uśmiechnęła się smutno i zaczesała rude włosy za ucho.
- Mery się pogodziła z rozstaniem, bo jej na to pozwolił, a ona zrozumiała pewne rzeczy, gdy zaczęła czytać o nim, co wyprawia i z kim. Ale nadal jej serce krwawi. Kto wie, czy się zrośnie? W twoim przypadku jednak mam wrażenie, że to nie serce będzie krwawić, a ciało - mruknęła. Nie znała Rockwooda na tyle dobrze, by posądzać go o agresję, ale wiedziała, że bywał cholernie nieprzewidywalny. I wybuchowy. Może nie uderzył, ale być może zacznie? A może im się uda pozostać przyjaciółmi? Nie. Olivia potrząsnęła głową. - Kurwa, Ave, naprawdę chcesz przyjaźnić się z kimś, kto ma żonę i chce cię pieprzyć na boku? Przecież to... złe!
Huknęła szklanką whisky o stolik, gdy nieco zbyt mocno odstawiła naczynie na blat. Dolała sobie i Avelinie alkoholu, machnięciem ręki zbyła kilka ciekawskich spojrzeń, które posłali im stali bywalcy. A niech spierdalają, teraz panie rozmawiają.
- Ja wiem, że łatwo mówić. Bo serce jest durne, uwierz mi wiem coś na ten temat. Ale czasem trzeba pocierpieć w samotności, żeby odciąć się od tego wyidealizowanego wyobrażenia o facecie. Daj sobie czas, możemy go sprawdzić. Bo skoro ciebie próbuje namówić na romans, to kogo jeszcze po kątach macał? Myślałaś o tym, co robił przez te wszystkie lata?