27.11.2023, 22:43 ✶
- Co ja i piec to złe połączenie! - obruszył się, prychnął i zabrał dłoń z dłoni Elaine. Zmarszczył brwi groźnie i wydął usta, a potem obrócił głowę. - Ty mnie nie doceniasz, jak wy wszyscy! Po prostu nie potraficie poznać się na PRAWDZIWYM geniuszu. Kto chociaż raz nie wysadził czegoś podczas eksperymentów, to jest trąba, a nie magik!
Zamachał rękami w udawanym oburzeniu, bo w gruncie rzeczy to dziewczyna miała rację. On i piec to było beznadziejne połączenie, ale hej - kto nie próbuje, ten nie je kanapek z jej koszyka, prawda? Felix by jeszcze długo ciągnął ten żart, gdyby nie słowa, które przyjaciółka wypowiedziała. Ponownie złapał ją za rękę, tylko tym razem mocniej, tak by ją zatrzymać w miejscu. Przeniósł dłonie na jej policzki. Z uwagą spojrzał w jej piękne oczy, w których tak często się gubił podczas rozmów z nią. Zerknął na usta, z których tak łapczywie spijał kolejne słowa, gdy tylko postanowiła się odezwać.
- Ty jesteś jakaś głupia chyba, jeśli myślisz, że dla kogokolwiek z nas jesteś ciężarem, mała - powiedział poważnie. Jak nigdy. Felix często udawał poważnego, jednak Elaine znała go na tyle, że odróżniała te momenty, w których naprawdę był poważny. Tak, jak teraz. - Do kogo chciałabyś słać listy?
Teraz wyglądał na naprawdę zaskoczonego, ale nie drążył. Nie była jego własnością ani córką, żeby mu się spowiadać ze wszystkiego, co robiła. Nachylił się więc i lekko ucałował ją w czoło - to był jedyny czuły gest, na który się odważył, na tyle niewinny, by odebrała go jako wyraz troski, a nie zachętę do czegoś więcej.
Puścił ją w końcu, mając nadzieję, że coś do tej ślicznej główki dotarło. Poszedł za nią, jak ten posłuszny piesek, tylko zerkając do zamkniętego koszyka, czy może cośtam się nie poluzowalo i czy mógłby zerknąć, co tam jeszcze przyjaciółka przygotowała. Ale nic z tego. Prychnął niezadowolony, ale skoro tak, to tak, niech ma te swoje kulinarne tajemnice!
- Nie można pływać zaraz po jedzeniu, mała, bo dostanie się kolki i się utopisz - powiedział mądrym głosem, ściągając koszulkę. Rzucił ją na koc tuż obok Elaine i posłał jej szelmowski uśmiech. - A ty zawsze przygotowana, myślałem że będziemy jeść na drzewie.
Kilkoma szybkimi ruchami zrzucił buty i spodnie, a potem wskoczył do wody, jak ten ostatni kretyn nie sprawdzając, jak bardzo płytko było. Na jego szczęście jezioro było dość głębokie, a on sam odbił się na tyle mocno, że nie złamał kręgosłupa, bo trochę bliżej brzegu i by wylądował w Mungu.
- Kurwa, jaka zimna!
Zamachał rękami w udawanym oburzeniu, bo w gruncie rzeczy to dziewczyna miała rację. On i piec to było beznadziejne połączenie, ale hej - kto nie próbuje, ten nie je kanapek z jej koszyka, prawda? Felix by jeszcze długo ciągnął ten żart, gdyby nie słowa, które przyjaciółka wypowiedziała. Ponownie złapał ją za rękę, tylko tym razem mocniej, tak by ją zatrzymać w miejscu. Przeniósł dłonie na jej policzki. Z uwagą spojrzał w jej piękne oczy, w których tak często się gubił podczas rozmów z nią. Zerknął na usta, z których tak łapczywie spijał kolejne słowa, gdy tylko postanowiła się odezwać.
- Ty jesteś jakaś głupia chyba, jeśli myślisz, że dla kogokolwiek z nas jesteś ciężarem, mała - powiedział poważnie. Jak nigdy. Felix często udawał poważnego, jednak Elaine znała go na tyle, że odróżniała te momenty, w których naprawdę był poważny. Tak, jak teraz. - Do kogo chciałabyś słać listy?
Teraz wyglądał na naprawdę zaskoczonego, ale nie drążył. Nie była jego własnością ani córką, żeby mu się spowiadać ze wszystkiego, co robiła. Nachylił się więc i lekko ucałował ją w czoło - to był jedyny czuły gest, na który się odważył, na tyle niewinny, by odebrała go jako wyraz troski, a nie zachętę do czegoś więcej.
Puścił ją w końcu, mając nadzieję, że coś do tej ślicznej główki dotarło. Poszedł za nią, jak ten posłuszny piesek, tylko zerkając do zamkniętego koszyka, czy może cośtam się nie poluzowalo i czy mógłby zerknąć, co tam jeszcze przyjaciółka przygotowała. Ale nic z tego. Prychnął niezadowolony, ale skoro tak, to tak, niech ma te swoje kulinarne tajemnice!
- Nie można pływać zaraz po jedzeniu, mała, bo dostanie się kolki i się utopisz - powiedział mądrym głosem, ściągając koszulkę. Rzucił ją na koc tuż obok Elaine i posłał jej szelmowski uśmiech. - A ty zawsze przygotowana, myślałem że będziemy jeść na drzewie.
Kilkoma szybkimi ruchami zrzucił buty i spodnie, a potem wskoczył do wody, jak ten ostatni kretyn nie sprawdzając, jak bardzo płytko było. Na jego szczęście jezioro było dość głębokie, a on sam odbił się na tyle mocno, że nie złamał kręgosłupa, bo trochę bliżej brzegu i by wylądował w Mungu.
- Kurwa, jaka zimna!