27.11.2023, 22:45 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.12.2023, 21:53 przez Anthony Ian Borgin.)
Spojrzenie Simpsona zmieniło się, a jego ciało odrobinę rozluźniło na brzmienie głosu Anthonyego. Ojciec mógł go lać i mógł się z tym nie zgadzać, mógł twierdzić, że jego syn jest przypadkiem beznadziejnym w wielu dziedzinach, ale hipnoza go jeszcze nigdy nie zawiodła, gdy jej potrzebował. Może to dlatego, że sięgał po nią wtedy, gdy musiał? No, nie licząc okazjonalnych napadów złości i frustracji, które rozładowywał na mugolach, ale rzucanie na nich uroku było proste, jak zabranie dziecku zabawki. Mężczyzna przytaknął, a Anthony uśmiechnął się, prowadząc go do krzesła i sugerując, aby usiadł.
- Doskonale. - zaczął, samemu kierując się na krzesło. Upił kawy, gdy podsunął się na nim i oparł wygodnie, a potem przeniósł spojrzenie na mężczyznę, odszukując jego oczu. - Wplątał się Pan w długi u niewłaściwych osób, tak słyszałem? Ma Pan szczęście, trafiła się Panu doskonała okazja na pozbycie problemu. I wiem, że będzie Pan zadowolony i wdzięczny za taką możliwość.
Chciał czy nie chciał, Anthony mu przecież rozkazał. Przeniósł wzrok w dół, na pliczek pergaminów i szybkim ruchem odszukał właściwą kartkę, podsuwając ją pod nos jegomościowi. Następnie złapał za eleganckie pióro, którego koniec zamoczył w kałamarzu. Pismo prawiło o zrzeczeniu się praw do posiadłości w ramach spłaty zadłużenia bez możliwości odwołania, rozpisane tak, jakby miała jej zaniżona wartość pokrywać całość galeonów, które zalegał. W rzeczywistości było to dla niego niekorzystne, ale nikt mu nie kazał pożyczać od Śmierciożerców. Czy nie powinien być wdzięczny, że w ogóle żyje i zaoferowali mu coś tak wspaniałego? Wilk syty oraz owca cała, bo Voldemort zyska dostęp do olbrzymiego domu z ogrodami, który dziwnym trafem dostanie się w ręce jego popleczników, Pan Simpson nie będzie miał długów, a do tego będzie wdzięczny za to, jak Departament Skarbu wspaniałomyślnie mu pomógł rozwiązać problem długów.
- Podpisze to Pan. I będzie Pan wdzięczny, szczęśliwy, a my nie będziemy mieli żadnych nieprawidłowości. Gdy Pan to zrobi, będzie Pan człowiekiem wolnym od zadłużenia i cieszącym się życiem, proponuję wyskoczyć na dobrego drinka z tej okazji.
Mówił głosem spokojnym i pewnym, nieco niższym, cały czas utrzymując kontakt wzrokowy, który był niezbędny przy zachowaniu hipnozy oraz jej odpowiednim działaniu. Wręczył mężczyźnie pióro i wskazał palcem na miejsce, gdzie musiał znaleźć się jego podpis. Kilka dokumentów, które dotyczyło tej sprawy, owszem, było naciągniętych, ale wszystko mieściło się w normie. Dodatkowo jego wizyta w gabinecie komornika, wpisana przez Rose do kalendarza oraz fakt, jak będzie szczęśliwy, miały tylko urzeczywistnić sukces ten transakcji dla ich organizacji. Anthony uwielbiał się zabezpieczać na wszelkie możliwe sposoby, zawsze dbał o szczegóły. Simpson podpisał, nawet nie czytając i odłożył pióro, obdarzając Borgina uśmiechem. Przedstawiona przez czarodzieja oferta wydawała mu się nie do odrzucenia, jakby nie istniało inne rozwiązanie. Owszem, było, ale Tosiek po prostu nie uznał go za najlepsze. Odnosił wrażenie, że w obecnych czasach istniała prawdziwa moda na zabijanie - owszem, byli lepsi od szlam i innych wynalazków, ale czy oznaczało to konieczność zostawiania za sobą dywanu z trupów? Takie rzeczy dałyby możliwość aurorom lub innym dotrzeć do Voldemorta i jego popleczników, rozpalić podejrzenia, które wcale nie były czymś, czego potrzebowali. Brutalna siła i Avada Kedavra okraszone Crucatiusem nie zawsze były najlepszym sposobem. Liczyła się przebiegłość, inteligencja i przewidywanie. Nie bez przyczyny przedstawił słowa w hipnozie tak, jakby to był jego pomysł, który zmieniał życie. Nie bez powodu miał się pochwalić przed sekretarkom, ludźmi na korytarzu czy w pubie, w którym miał pić.
- Ah, Panie Borgin, jak cudownie być człowiekiem wolnym od problemów. Może ma Pan ochotę wyskoczyć ze mną na szkocką, aby to uczcić? - klepnął dłońmi w kolana, a Antek uśmiechnął się tylko pogodnie i spojrzał na odebrany papier, przyglądając się podpisowi — niepodrobionemu, uzyskanemu oficjalnie i przy świadkach. Doskonale.
- Bardzo się cieszę, że mogliśmy Panu pomóc. Proszę mi wybaczyć, mam jeszcze dużo pracy, ale zdecydowanie, musi Pan to odpowiednio celebrować.
- Rozumiem. Ah, ta biurokracja, naprawdę. Coś jeszcze mogę dla Pana zrobić?
- Nie, proszę się cieszyć z dobrego dnia. - wstał, a potem uścisnął mu dłoń i odprowadził do drzwi, wypuszczając ze swojego gabinetu po tym, jak mężczyzna mu odpowiedział. Ten jeszcze zaczepił Rose, cały w skowronkach, ciesząc się z nowego życia — bez problemów, a przynajmniej dopóki jego zapędy hazardowe lub inne nie wpędzą go w kolejne długi. Nie każda sprawa musiała kończyć się uciszeniem, czasem warto było przekształcić ogólne zasady, dawały więcej korzyści.
- Rose, poinformuj proszę szefa, że muszę dziś zostać dłużej i że licytacja odbędzie się zgodnie z planem.
Zamknął za sobą drzwi, znów przecierając oczy. Może powinien wrócić do biegania? Na razie jednak Anthony wrócić do siedzenia za biurkiem, co uwieńczył kawą oraz papierosem, za którego smakiem tak tęsknił. Dokończył też pracę nad papierami, uwieńczając podpisane przez Simpsona pismo pieczątką komorniczą, zatwierdzone i autoryzowane, trafiło do olbrzymiej, beżowej teczki, gdzie znajdowały się akty własności gotowych do przekazania domów. A zegar wciąż tykał, gdy zamoczył pióro w atramencie.
- Doskonale. - zaczął, samemu kierując się na krzesło. Upił kawy, gdy podsunął się na nim i oparł wygodnie, a potem przeniósł spojrzenie na mężczyznę, odszukując jego oczu. - Wplątał się Pan w długi u niewłaściwych osób, tak słyszałem? Ma Pan szczęście, trafiła się Panu doskonała okazja na pozbycie problemu. I wiem, że będzie Pan zadowolony i wdzięczny za taką możliwość.
Chciał czy nie chciał, Anthony mu przecież rozkazał. Przeniósł wzrok w dół, na pliczek pergaminów i szybkim ruchem odszukał właściwą kartkę, podsuwając ją pod nos jegomościowi. Następnie złapał za eleganckie pióro, którego koniec zamoczył w kałamarzu. Pismo prawiło o zrzeczeniu się praw do posiadłości w ramach spłaty zadłużenia bez możliwości odwołania, rozpisane tak, jakby miała jej zaniżona wartość pokrywać całość galeonów, które zalegał. W rzeczywistości było to dla niego niekorzystne, ale nikt mu nie kazał pożyczać od Śmierciożerców. Czy nie powinien być wdzięczny, że w ogóle żyje i zaoferowali mu coś tak wspaniałego? Wilk syty oraz owca cała, bo Voldemort zyska dostęp do olbrzymiego domu z ogrodami, który dziwnym trafem dostanie się w ręce jego popleczników, Pan Simpson nie będzie miał długów, a do tego będzie wdzięczny za to, jak Departament Skarbu wspaniałomyślnie mu pomógł rozwiązać problem długów.
- Podpisze to Pan. I będzie Pan wdzięczny, szczęśliwy, a my nie będziemy mieli żadnych nieprawidłowości. Gdy Pan to zrobi, będzie Pan człowiekiem wolnym od zadłużenia i cieszącym się życiem, proponuję wyskoczyć na dobrego drinka z tej okazji.
Mówił głosem spokojnym i pewnym, nieco niższym, cały czas utrzymując kontakt wzrokowy, który był niezbędny przy zachowaniu hipnozy oraz jej odpowiednim działaniu. Wręczył mężczyźnie pióro i wskazał palcem na miejsce, gdzie musiał znaleźć się jego podpis. Kilka dokumentów, które dotyczyło tej sprawy, owszem, było naciągniętych, ale wszystko mieściło się w normie. Dodatkowo jego wizyta w gabinecie komornika, wpisana przez Rose do kalendarza oraz fakt, jak będzie szczęśliwy, miały tylko urzeczywistnić sukces ten transakcji dla ich organizacji. Anthony uwielbiał się zabezpieczać na wszelkie możliwe sposoby, zawsze dbał o szczegóły. Simpson podpisał, nawet nie czytając i odłożył pióro, obdarzając Borgina uśmiechem. Przedstawiona przez czarodzieja oferta wydawała mu się nie do odrzucenia, jakby nie istniało inne rozwiązanie. Owszem, było, ale Tosiek po prostu nie uznał go za najlepsze. Odnosił wrażenie, że w obecnych czasach istniała prawdziwa moda na zabijanie - owszem, byli lepsi od szlam i innych wynalazków, ale czy oznaczało to konieczność zostawiania za sobą dywanu z trupów? Takie rzeczy dałyby możliwość aurorom lub innym dotrzeć do Voldemorta i jego popleczników, rozpalić podejrzenia, które wcale nie były czymś, czego potrzebowali. Brutalna siła i Avada Kedavra okraszone Crucatiusem nie zawsze były najlepszym sposobem. Liczyła się przebiegłość, inteligencja i przewidywanie. Nie bez przyczyny przedstawił słowa w hipnozie tak, jakby to był jego pomysł, który zmieniał życie. Nie bez powodu miał się pochwalić przed sekretarkom, ludźmi na korytarzu czy w pubie, w którym miał pić.
- Ah, Panie Borgin, jak cudownie być człowiekiem wolnym od problemów. Może ma Pan ochotę wyskoczyć ze mną na szkocką, aby to uczcić? - klepnął dłońmi w kolana, a Antek uśmiechnął się tylko pogodnie i spojrzał na odebrany papier, przyglądając się podpisowi — niepodrobionemu, uzyskanemu oficjalnie i przy świadkach. Doskonale.
- Bardzo się cieszę, że mogliśmy Panu pomóc. Proszę mi wybaczyć, mam jeszcze dużo pracy, ale zdecydowanie, musi Pan to odpowiednio celebrować.
- Rozumiem. Ah, ta biurokracja, naprawdę. Coś jeszcze mogę dla Pana zrobić?
- Nie, proszę się cieszyć z dobrego dnia. - wstał, a potem uścisnął mu dłoń i odprowadził do drzwi, wypuszczając ze swojego gabinetu po tym, jak mężczyzna mu odpowiedział. Ten jeszcze zaczepił Rose, cały w skowronkach, ciesząc się z nowego życia — bez problemów, a przynajmniej dopóki jego zapędy hazardowe lub inne nie wpędzą go w kolejne długi. Nie każda sprawa musiała kończyć się uciszeniem, czasem warto było przekształcić ogólne zasady, dawały więcej korzyści.
- Rose, poinformuj proszę szefa, że muszę dziś zostać dłużej i że licytacja odbędzie się zgodnie z planem.
Zamknął za sobą drzwi, znów przecierając oczy. Może powinien wrócić do biegania? Na razie jednak Anthony wrócić do siedzenia za biurkiem, co uwieńczył kawą oraz papierosem, za którego smakiem tak tęsknił. Dokończył też pracę nad papierami, uwieńczając podpisane przez Simpsona pismo pieczątką komorniczą, zatwierdzone i autoryzowane, trafiło do olbrzymiej, beżowej teczki, gdzie znajdowały się akty własności gotowych do przekazania domów. A zegar wciąż tykał, gdy zamoczył pióro w atramencie.
Koniec sesji