28.11.2023, 02:46 ✶
Na Beltane pojawił się tylko dlatego, że zmusiły go do tego rozkazy Czarnego Pana. Decyzję o przybyciu na Lithę podjął sam. I chociaż w pierwszej kolejności powiedziałby, że skłoniła go do niej obecność Cathala i Lety, sporo wpływu również miała chęć spotkania tu Danielle. Oczywiście, nie miał pojęcia, czy młoda kobieta pojawi się tutaj, ale jakaś jego część liczyła na dostrzeżenie jej głowy w tłumie innych świętujących.
Teraz, gdy szedł obok Shafiqa i paplającej (jak zwykle) Crouch powoli godził się ze świadomością, że Danielle jednak nie świętowała. To chyba było za wcześnie. Za wcześnie, by mogła przeboleć stratę ojca, za wcześnie by zapomniała o wydarzeniach z Beltane, za wcześnie by mogła oddać się świętowaniu.
Ubrany był jak na siebie bardzo typowo: ciemny garnitur, biała koszula (tylko z jakiegoś powodu bez krawatu, jakby krawat trafił niespodziewany szlag), wypastowane buty. Wyglądał raczej nieodpowiednio do okazji, chociaż bardzo się starał wyglądać odpowiednio. Ale miałby założyć koszulkę z krótkim rękawem? W takich się spało. I to tylko w lecie.
Zmarszczył brwi, gdy Leta przerwała na moment swoją paplaninę. To była dobra chwila, żeby wreszcie powiedział im o tym, że już nie miał narzeczonej. Ale nie zdążył powiedzieć im nawet, że przez chwilę ją miał. Relacje towarzyskie były jednak dość trudne i właśnie znalazł się w jednej z takich trudnych sytuacji, bo w sumie – chyba – nie musiał im nic mówić. Ale mogli przeczytać w gazecie o zaręczynach. Szafiq pewnie wyszedł z założenia, że Ulysses sam im wszystko powie w stosownym czasie. A Leta? Na razie była zajęta rantowaniem Ministerstwa Magii. Może nie czytała prasy? Ona miałaby jej nie czytać?
Mówić? Nie mówić? Chyba mówić. O takich rzeczach chyba należało mówić. Na pewno bliskim.
- Zerwałem zaręczyny z Eunice – powiedział wreszcie, stając przy obydwojgu.
Wcale nie chciał poznawać przyszłości. Unikał wróżbitów, jasnowidzów, nawet szarlatanów. Bał się, że przepowiedzą mu coś, czego nie chciał wiedzieć: że ojciec umrze, że kogoś innego z jego rodziny spotka nieszczęście, wreszcie, że nie ma żadnego wpływu na własny los. A jednak przystanął obok Cathala i Lety. Jego wzrok ślizgał się po ciałach tańczących kapłanek. Celowo unikał spoglądania w ogień. Ale i tak wreszcie spojrzał w ognisko i w płomienie.
!płomienie
Teraz, gdy szedł obok Shafiqa i paplającej (jak zwykle) Crouch powoli godził się ze świadomością, że Danielle jednak nie świętowała. To chyba było za wcześnie. Za wcześnie, by mogła przeboleć stratę ojca, za wcześnie by zapomniała o wydarzeniach z Beltane, za wcześnie by mogła oddać się świętowaniu.
Ubrany był jak na siebie bardzo typowo: ciemny garnitur, biała koszula (tylko z jakiegoś powodu bez krawatu, jakby krawat trafił niespodziewany szlag), wypastowane buty. Wyglądał raczej nieodpowiednio do okazji, chociaż bardzo się starał wyglądać odpowiednio. Ale miałby założyć koszulkę z krótkim rękawem? W takich się spało. I to tylko w lecie.
Zmarszczył brwi, gdy Leta przerwała na moment swoją paplaninę. To była dobra chwila, żeby wreszcie powiedział im o tym, że już nie miał narzeczonej. Ale nie zdążył powiedzieć im nawet, że przez chwilę ją miał. Relacje towarzyskie były jednak dość trudne i właśnie znalazł się w jednej z takich trudnych sytuacji, bo w sumie – chyba – nie musiał im nic mówić. Ale mogli przeczytać w gazecie o zaręczynach. Szafiq pewnie wyszedł z założenia, że Ulysses sam im wszystko powie w stosownym czasie. A Leta? Na razie była zajęta rantowaniem Ministerstwa Magii. Może nie czytała prasy? Ona miałaby jej nie czytać?
Mówić? Nie mówić? Chyba mówić. O takich rzeczach chyba należało mówić. Na pewno bliskim.
- Zerwałem zaręczyny z Eunice – powiedział wreszcie, stając przy obydwojgu.
Wcale nie chciał poznawać przyszłości. Unikał wróżbitów, jasnowidzów, nawet szarlatanów. Bał się, że przepowiedzą mu coś, czego nie chciał wiedzieć: że ojciec umrze, że kogoś innego z jego rodziny spotka nieszczęście, wreszcie, że nie ma żadnego wpływu na własny los. A jednak przystanął obok Cathala i Lety. Jego wzrok ślizgał się po ciałach tańczących kapłanek. Celowo unikał spoglądania w ogień. Ale i tak wreszcie spojrzał w ognisko i w płomienie.
!płomienie