U Fiery wszystkie sabaty wzbudzały ogromne zainteresowanie. Nie było to coś, co znała, w końcu nie wychowała się w Anglii. Zawsze więc chętnie przyglądała się temu, jak lokalni czarodzieje obchodzą swoje święta. Nie, żeby czuła jakąś wielką duchowość, ale zachwycały ją te kolory i różnorodność, którą można było tutaj zaobserwować. Nie powinno więc nikogo dziwić, że pojawiła się i na tym. Nie chciała iść sama, co to w ogóle za atrakakcja pojawiać się w takich miejscach bez towarzystwa? No żadna. Nie mogła zabrać ze sobą braci, bo przypuszczała, że towarzystwo może nie zaakcpetować dwóch lwów ze skrzydłami, które spacerowałyby w tym tłumie, postanowiła więc zabrać ze sobą innego brata, tego z innej matki i ojca. To wcale nie oznaczało, że był gorszy od tych standardowych, aktualnie nawet nieco przewyższał ich w hierarchii bo można się było z nim pokazać publicznie (powiedzmy) i nawet zamienić słowo.
Sama Bestia odstawiła się dzisiaj niczym szczur na otwarcie kanału. Oczywiście jak na siebie. Założyła kolorową suknię, która mieniła się różnymi barwami tęczy. Słyszała bowiem, że ponoć wypada nieco odświętnie się wystroić. Obwiesiła się również różnymi koralikami, niczym choinka.
- Zobacz, jak tu kolorowo Flynn, podejdziemy do tego kramu z kwiatkami, da? Może dają coś za darmo skoro jest tam tyle ludzi. - Widziała, że wzbudził ogromne zainteresowanie wśród większości czarodziejów, a ona nie chciała być gorsza. - Chociaż niet, chodź no tam, wata cukrowa! Postanowiła jednak udać się w stronę żarcia, bo tak pięknie mienił się ten cukier w promieniach słońca.
Nie czekała na protesty, po prostu ruszyła w stronę stoiska z jedzeniem. Tak się złożyło, że stanęła w kolejce za Chesterem Rookwoodem. Z niektórymi przyzwyczajeniami nie da się wygrać, zupełnie przypadkowo postanowiła poszukać jego portfela, przy spodniach, w takim tłumie nie powinien w ogóle zauważyć, że go dotknęła. Ludzie pchali się na siebie, wiec mogło go to zmylić.
rzucam na aktywność fizyczną, czy uda mi się obrobić Chestera Rookwooda?
Sukces!