28.11.2023, 09:46 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.11.2023, 09:52 przez Garrick Ollivander.)
Nie przeszkadzałoby mu wcale, gdyby rozmawiali o tym dłużej, jednakże był świadom ciężaru słów, jakie mogłyby pomiędzy nimi paść, gdyby w to brnęli. Atmosfera była już wystarczająco dobijająca - miesiąc temu w podobnym miejscu zginęli niewinni ludzie - nawet jeżeli wierzył w sens tego buntu przeciwko agresji, dostrzegał znaczenie trzymania głowy wysoko, to... No właśnie - to nie znaczyło, że nie wierzył też w siłę świętego spokoju, a Septima wydawała mu się być dzisiaj rozdrażniona.
- Aaaah, ślicznie w nim wyglądasz - skomplementował ją, w taki ciepły, ojcowski sposób. To był komplement całkowicie szczery, nie wybrzmiał w nim nawet cień fałszu, ale Garrick zdawał sobie sprawę z tego, że takie rzeczy uderzały w człowieka inaczej, kiedy przekazywał nam je tata. Mimo wszystko żyła w nim jakaś nadzieja, że jego córka się chociaż delikatnie uśmiechnie, bo do chwili założenia na głowę sosnowego wianka wyglądała na zwyczajnie smutną. Czy powinien ją o to zapytać? Nawet jeżeli, to przecież nie przy Larrym. Z całą sympatią do niego (a o jej pokłady naprawdę nie trzeba było się martwić), nie był członkiem ich rodziny, nie dzielił z nimi wszystkich tych historii i bolączek, wypytywanie się córki o nastrój w towarzystwie kogoś po tych wszystkich latach niemalże obcego byłoby czymś naprawdę niezręcznym. Nie zależało mu na tylu rzeczach spędzających sen z powiek innych - tej kobiecie, która bez powodu nazywała przypadkowego czarodzieja menelem (nie chodziło tu już nawet o to, że był to on, a o sam poziom wypowiedzi) pewnie podstawiłby w wyobraźni nogę, ale celowe, bezmyślne wprawienie córki w zakłopotanie odkładał na bok, nie wpisując się w przynajmniej ten stereotyp troskliwego ojca. O przypadkach niecelowych lepiej nie mówić.
Słysząc jego wypowiedzi Garrick zaśmiał się w lekko zmieszany sposób. Następnie zaprosił ich gestem do dalszego spaceru. Było miło. I on też wyglądał zdaniem Garricka dobrze, ale ewidentnie nie przywykli jeszcze do swojej obecności.
- Zostawię ten przywilej komuś młodszemu... - powiedział z uśmiechem, mając nadzieję, że ten facet w wianku z paproci* tego nie słyszał. Oczywiście kiedy go minęli zrobił do córki głupkowatą minę i zakrył usta dłonią, zupełnie jakby dziadzio dopuścił się zdrady na miarę wejścia w kapciach do meczetu.
- Muszę przyznać, że Stonehenge - podjął się jakiegoś tematu, żeby już tak sobie nie słodzili w miejscu publicznym - robi na mnie wrażenie za każdym razem, kiedy je widzę, ale nie wiem czy to nie przez te wszystkie legendy. W gruncie rzeczy czym ono różni się od innych kamiennych kręgów?
* - chodzi mi ofc o pana prawego dzbana
- Aaaah, ślicznie w nim wyglądasz - skomplementował ją, w taki ciepły, ojcowski sposób. To był komplement całkowicie szczery, nie wybrzmiał w nim nawet cień fałszu, ale Garrick zdawał sobie sprawę z tego, że takie rzeczy uderzały w człowieka inaczej, kiedy przekazywał nam je tata. Mimo wszystko żyła w nim jakaś nadzieja, że jego córka się chociaż delikatnie uśmiechnie, bo do chwili założenia na głowę sosnowego wianka wyglądała na zwyczajnie smutną. Czy powinien ją o to zapytać? Nawet jeżeli, to przecież nie przy Larrym. Z całą sympatią do niego (a o jej pokłady naprawdę nie trzeba było się martwić), nie był członkiem ich rodziny, nie dzielił z nimi wszystkich tych historii i bolączek, wypytywanie się córki o nastrój w towarzystwie kogoś po tych wszystkich latach niemalże obcego byłoby czymś naprawdę niezręcznym. Nie zależało mu na tylu rzeczach spędzających sen z powiek innych - tej kobiecie, która bez powodu nazywała przypadkowego czarodzieja menelem (nie chodziło tu już nawet o to, że był to on, a o sam poziom wypowiedzi) pewnie podstawiłby w wyobraźni nogę, ale celowe, bezmyślne wprawienie córki w zakłopotanie odkładał na bok, nie wpisując się w przynajmniej ten stereotyp troskliwego ojca. O przypadkach niecelowych lepiej nie mówić.
Słysząc jego wypowiedzi Garrick zaśmiał się w lekko zmieszany sposób. Następnie zaprosił ich gestem do dalszego spaceru. Było miło. I on też wyglądał zdaniem Garricka dobrze, ale ewidentnie nie przywykli jeszcze do swojej obecności.
- Zostawię ten przywilej komuś młodszemu... - powiedział z uśmiechem, mając nadzieję, że ten facet w wianku z paproci* tego nie słyszał. Oczywiście kiedy go minęli zrobił do córki głupkowatą minę i zakrył usta dłonią, zupełnie jakby dziadzio dopuścił się zdrady na miarę wejścia w kapciach do meczetu.
- Muszę przyznać, że Stonehenge - podjął się jakiegoś tematu, żeby już tak sobie nie słodzili w miejscu publicznym - robi na mnie wrażenie za każdym razem, kiedy je widzę, ale nie wiem czy to nie przez te wszystkie legendy. W gruncie rzeczy czym ono różni się od innych kamiennych kręgów?
* - chodzi mi ofc o pana prawego dzbana
no rain,
no flowers.
no flowers.