28.11.2023, 10:42 ✶
Felix poczuł, jakby wstąpiły w niego nowe siły. Miał wrażenie, że mógłby przenosić góry - że nic ani nikt mu nie zaszkodzi, że wszystko pójdzie tak, jak zaplanował. Gdy więc zobaczył Elaine w wianku, tak piękną jak jeszcze nigdy, pochwycił ją w pasie i uniósł jakby przyjaciółka nic nie ważyła.
- A ty... zawsze będziesz na pierwszym miejscu! - roześmiał się, wieńcząc zdanie krótkim całusem w jej rozgrzany policzek. Odstawił dziewczynę na ziemię, podejrzewając że ta i tak zaraz zacznie mu się wyrywać, a potem pochwycił jej dłoń z szelmowskim uśmiechem. Jego oczy błyszczały niewypowiedzianym szczęściem. - Chodź, "kupię ci" cokolwiek będziesz chciała.
Co prawda miał przy sobie trochę pieniędzy, ale po co wydawać monety, jak można nie? Pociągnął Elaine za sobą w stronę straganów. Wiedział, że kochała sukienki, ale nie samymi sukienkami człowiek żyje, prawda? Podejrzewał, że tutaj nie da rady zwędzić czegoś zapierającego dech w piersiach, co ma tak duże rozmiary, ale coś mniejszego... Zaczął kluczyć między tłumem, bo nagle jakby wszyscy czarodzieje z okolicy się zeszli. Co nie było złe przecież, bo im większy tłum, tym łatwiej o kradzież, ale bał się zgubić swoją towarzyszkę. W tłumie mignęła mu the beast, ale szybko ją zgubił. Machnął ręką - nie będzie teraz się bujał z cyrkiem, chciał pobyć z lisicą sam na sam chociaż przez krótką chwilę.
- Na pewno jedzenie nie umywa się do twojego, ale może jesteś głodna? Patrz, tam mają jakieś słodycze! - wskazał ręką na stoisko, oblegane głównie przez dzieciaki. Biedny czarodziej, uwijał się jak w ukropie i na dodatek musiał wysłuchiwać utyskiwań roszczeniowych matek. - O, a to wisiorki!
Zmienił kierunek i wskazał Elaine na stoisko z pierścionkami, wisiorkami i inną biżuterią. Każda wyglądałaby na niej pięknie, ale nie każda była godna tego, by zdobić jej szyję czy palce. Zerkał przy tym, czy cokolwiek wpadnie Elaine w oko.
- A ty... zawsze będziesz na pierwszym miejscu! - roześmiał się, wieńcząc zdanie krótkim całusem w jej rozgrzany policzek. Odstawił dziewczynę na ziemię, podejrzewając że ta i tak zaraz zacznie mu się wyrywać, a potem pochwycił jej dłoń z szelmowskim uśmiechem. Jego oczy błyszczały niewypowiedzianym szczęściem. - Chodź, "kupię ci" cokolwiek będziesz chciała.
Co prawda miał przy sobie trochę pieniędzy, ale po co wydawać monety, jak można nie? Pociągnął Elaine za sobą w stronę straganów. Wiedział, że kochała sukienki, ale nie samymi sukienkami człowiek żyje, prawda? Podejrzewał, że tutaj nie da rady zwędzić czegoś zapierającego dech w piersiach, co ma tak duże rozmiary, ale coś mniejszego... Zaczął kluczyć między tłumem, bo nagle jakby wszyscy czarodzieje z okolicy się zeszli. Co nie było złe przecież, bo im większy tłum, tym łatwiej o kradzież, ale bał się zgubić swoją towarzyszkę. W tłumie mignęła mu the beast, ale szybko ją zgubił. Machnął ręką - nie będzie teraz się bujał z cyrkiem, chciał pobyć z lisicą sam na sam chociaż przez krótką chwilę.
- Na pewno jedzenie nie umywa się do twojego, ale może jesteś głodna? Patrz, tam mają jakieś słodycze! - wskazał ręką na stoisko, oblegane głównie przez dzieciaki. Biedny czarodziej, uwijał się jak w ukropie i na dodatek musiał wysłuchiwać utyskiwań roszczeniowych matek. - O, a to wisiorki!
Zmienił kierunek i wskazał Elaine na stoisko z pierścionkami, wisiorkami i inną biżuterią. Każda wyglądałaby na niej pięknie, ale nie każda była godna tego, by zdobić jej szyję czy palce. Zerkał przy tym, czy cokolwiek wpadnie Elaine w oko.