28.11.2023, 11:12 ✶
Gdy włożyła wianek na głowę, poczuła że wszelkie myśli o Beltane i tym, co się stało, przestają być ważne. Dzisiejszy dzień będzie inny, lepszy. Na pewno - była tu z jednym z jej najlepszych przyjaciół, najpewniej po drodze jeszcze na kogoś wpadną, a jeśli nie: to tym lepiej. Będą mieli czas, by nacieszyć się sobą.
- Lody to zawsze dobry pomysł. Jak ci źle i smutno, to lody są odpowiedzią na wszystkie troski - powiedziała swoją mądrość, mrugając do Leona. Bo tak naprawdę wcale się nie pomyliła za dużo - jedzenie sprawiało, że człowiek czuł, że żyje. A dobre jedzenie potrafiło przynieść ukojenie w bólu czy skutecznie poprawiało nastrój. Olivia była osobą aktywną, na swoje szczęście, dzięki czemu nie musiała odmawiać sobie przyjemności z jedzenia. I chociaż w większości preferowała dobre obiady czy słone śniadania, tak w jej żołądkowym menu było dużo miejsca na słodycze.
Stanęła w kolejce i wsparła się na ramieniu Leona, wydymając lekko usta w zamyśleniu.
- Żeby się lody roztopiły? - rzuciła mu ostrzegawcze spojrzenie. Jeżeli ktokolwiek próbowałby wejść pomiędzy Quirke a jedzenie, to musiałby się liczyć z tym, że dostanie z liścia. Albo Olivia kopnie go w kostkę. Leon, tak jak i część jej przyjaciół, miał pewną taryfę ulgową, ale bez przesady. - Myślisz, że zobaczysz w nich coś ciekawego? Ja pewnie nic nie zobaczę, jestem tak wrażliwa na te duchowe sprawy, jak buchorożec pędzący w stado... sosen.
Zmarszczyła brwi. Coś jej metafora nie poszła, tak, jak chciała, ale chyba Leon zrozumiał, co miała na myśli. Zapłaciła za nich oboje zanim Leon zdążył sięgnąć po pieniądze. Bo taki miała kaprys, bo mogła i chciała.
- Następne kupisz, bo są tak pyszne, że chyba na jednych się nie skończy - odsunęła się nieco, robiąc miejsce dzieciakom. Się pchały, jakby miał zaraz nastąpić koniec świata. - Poza ogniskiem chcesz coś jeszcze zobaczyć? Ja bym poszła poszukać ziół albo roślin, może mają coś ciekawego.
Zrobiła mądrą minę, ale Leon widział, że wzrok Olivii uciekał w stronę kramów ze świecidełkami. Pewnie jak zwykle nic nie kupi, ale obejrzy każdą rzecz dokładnie i zmaca, żeby pod koniec dnia marudzić, że powinna była brać, póki było.
- Lody to zawsze dobry pomysł. Jak ci źle i smutno, to lody są odpowiedzią na wszystkie troski - powiedziała swoją mądrość, mrugając do Leona. Bo tak naprawdę wcale się nie pomyliła za dużo - jedzenie sprawiało, że człowiek czuł, że żyje. A dobre jedzenie potrafiło przynieść ukojenie w bólu czy skutecznie poprawiało nastrój. Olivia była osobą aktywną, na swoje szczęście, dzięki czemu nie musiała odmawiać sobie przyjemności z jedzenia. I chociaż w większości preferowała dobre obiady czy słone śniadania, tak w jej żołądkowym menu było dużo miejsca na słodycze.
Stanęła w kolejce i wsparła się na ramieniu Leona, wydymając lekko usta w zamyśleniu.
- Żeby się lody roztopiły? - rzuciła mu ostrzegawcze spojrzenie. Jeżeli ktokolwiek próbowałby wejść pomiędzy Quirke a jedzenie, to musiałby się liczyć z tym, że dostanie z liścia. Albo Olivia kopnie go w kostkę. Leon, tak jak i część jej przyjaciół, miał pewną taryfę ulgową, ale bez przesady. - Myślisz, że zobaczysz w nich coś ciekawego? Ja pewnie nic nie zobaczę, jestem tak wrażliwa na te duchowe sprawy, jak buchorożec pędzący w stado... sosen.
Zmarszczyła brwi. Coś jej metafora nie poszła, tak, jak chciała, ale chyba Leon zrozumiał, co miała na myśli. Zapłaciła za nich oboje zanim Leon zdążył sięgnąć po pieniądze. Bo taki miała kaprys, bo mogła i chciała.
- Następne kupisz, bo są tak pyszne, że chyba na jednych się nie skończy - odsunęła się nieco, robiąc miejsce dzieciakom. Się pchały, jakby miał zaraz nastąpić koniec świata. - Poza ogniskiem chcesz coś jeszcze zobaczyć? Ja bym poszła poszukać ziół albo roślin, może mają coś ciekawego.
Zrobiła mądrą minę, ale Leon widział, że wzrok Olivii uciekał w stronę kramów ze świecidełkami. Pewnie jak zwykle nic nie kupi, ale obejrzy każdą rzecz dokładnie i zmaca, żeby pod koniec dnia marudzić, że powinna była brać, póki było.