28.11.2023, 12:21 ✶
Spojrzał na Bellatrix poważnie. Wiedział, co o tym sądzi, ale jednak jego praca wymagała bezbłędnej analizy i metodologii, a gdyby nie Robert, to wyniki byłyby niewiarygodne - wtedy dopiero ktoś by to zauważył i podważył jego wiarygodność, a do tego nie mógł dopuścić. Rolph pokręcił głową i sięgnął po szklankę. Pił małymi łykami, czując jak powoli się rozluźnia - zarówno jego umysł, jak i ciało.
- Na tym to polega, Trixie. Na wytykaniu błędów, żeby ich nie popełnić po drodze, by wyniki były wiarygodne i by nikt nie mógł ich podważyć - odpowiedział, a gdy wspomniała o ministerstwie, westchnął. Och, Bella... Czasem była tak słodko naiwna, że wewnętrznie się rozpływał. Nie mógł się powstrzymać: nachylił się i musnął lekko jej usta swoimi, składając na nich czuły pocałunek. - Ministerstwo celowo kieruje badaniami tak, by wyszło na ich. Fałszuje je. O to chodzi, by działać poza ich zasięgiem, by nie mieli nad tym kontroli. Naprawdę myślisz, że Minister Magii wyda zgodę na porywanie i torturowanie sporej społeczności mugoli, charłaków, szlam i czarodziejów czystej krwi, by po badaniach ich uśmiercić?
Zadał to pytanie wprost, pewne rzeczy musiały być wypowiedziane, żeby mogły zostać właściwie zrozumiane. On znał odpowiedź, ale miał wrażenie, że Bellatrix nie do końca zdawała sobie sprawę z tego, o jaką stawkę toczyła się gra i jak bardzo Ministerstwo było skorumpowane, zepsute. On wiedział o tym, wiedział też więcej o Robercie, niż Bellatrix. Pogładził narzeczoną po policzku, wzrok zawieszając gdzieś ponad jej czarnymi lokami.
- Nie robimy tego dla Ministerstwa. Robię to dla naszej sprawy, Trixie. Jeżeli Robert zdezerteruje pod koniec, osobiście go zabiję. Wątpię jednak, by tak się stało - mamy wspólny cel, którym jest wykazanie, że krzyżowanie się jak krowy w oborze z mugolami nie tylko rozrzedza krew, ale także trwale uszkadza mózg. Robert pracował nad tym już lata wcześniej, zanim Mulciberowie nie odeszli z Ministerstwa, zabierając badania. Bez niego utknąłbym w martwym punkcie lub, co gorsza, się pomylił. Rozumiesz więc już, dlaczego musimy być ostrożni? Zarówno ja, jak i on. I teraz także ty.
- Na tym to polega, Trixie. Na wytykaniu błędów, żeby ich nie popełnić po drodze, by wyniki były wiarygodne i by nikt nie mógł ich podważyć - odpowiedział, a gdy wspomniała o ministerstwie, westchnął. Och, Bella... Czasem była tak słodko naiwna, że wewnętrznie się rozpływał. Nie mógł się powstrzymać: nachylił się i musnął lekko jej usta swoimi, składając na nich czuły pocałunek. - Ministerstwo celowo kieruje badaniami tak, by wyszło na ich. Fałszuje je. O to chodzi, by działać poza ich zasięgiem, by nie mieli nad tym kontroli. Naprawdę myślisz, że Minister Magii wyda zgodę na porywanie i torturowanie sporej społeczności mugoli, charłaków, szlam i czarodziejów czystej krwi, by po badaniach ich uśmiercić?
Zadał to pytanie wprost, pewne rzeczy musiały być wypowiedziane, żeby mogły zostać właściwie zrozumiane. On znał odpowiedź, ale miał wrażenie, że Bellatrix nie do końca zdawała sobie sprawę z tego, o jaką stawkę toczyła się gra i jak bardzo Ministerstwo było skorumpowane, zepsute. On wiedział o tym, wiedział też więcej o Robercie, niż Bellatrix. Pogładził narzeczoną po policzku, wzrok zawieszając gdzieś ponad jej czarnymi lokami.
- Nie robimy tego dla Ministerstwa. Robię to dla naszej sprawy, Trixie. Jeżeli Robert zdezerteruje pod koniec, osobiście go zabiję. Wątpię jednak, by tak się stało - mamy wspólny cel, którym jest wykazanie, że krzyżowanie się jak krowy w oborze z mugolami nie tylko rozrzedza krew, ale także trwale uszkadza mózg. Robert pracował nad tym już lata wcześniej, zanim Mulciberowie nie odeszli z Ministerstwa, zabierając badania. Bez niego utknąłbym w martwym punkcie lub, co gorsza, się pomylił. Rozumiesz więc już, dlaczego musimy być ostrożni? Zarówno ja, jak i on. I teraz także ty.