– Oh, już nie udawaj takiej cnotki! – krzyknęła do niego oddając mu znowu chlapnięciem wodą. Zaśmiała się wesoło, przecież Elaine nie raz się przy nim przebierała, nie raz występowała w strojach, które opinały się na jej ciele prawie udając drugą skórę, nie raz tańczyła tylko dla niego, aby zaprezentować swoje umiejętności, czy nowe układy, aby je ocenił. Wiedziała, że mógł wstydzić się patrzenia na jej ciało, ale ona na tym zarabiała, a przed Felixem niczego się nie wstydziła, nie chciała się przed nim wstydzić, bo wtedy oznaczałoby to, że nie mogłaby być przy nim w pełni sobą, że nie mogłaby mu ufać jako swojej najbliższej osobie. Czuła się zawsze niekomfortowo, gdy obleśni, starsi mężczyźni patrzyli na nią jak lwy na kawałek mięsa, ale od Felixa tego nigdy nie uświadczyła, więc była przy nim zdecydowanie odważniejsza. Laurent też w ten sposób na nią nie patrzył, więc jemu też zaufała.
– Ja jestem zawsze przygotowana, nie to co ty – prychnęła z szelmowskim uśmiechem. – Spróbujemy rozpalić ognisko – wyszczerzyła się szeroko. Popłynęła do niego marszcząc zaczepnie nos i uśmiechając się łobuzersko. – Oh, czyżbyś się bał, że będę mieć więcej przyjaciół niż tylko ciebie? – pacnęła go wodą patrząc mu w oczy. – Dobrze wiesz, że będziesz tym jedynym do końca naszych cyrkowych dni! – wyszczerzyła się szeroko i zanurkowała.