29.11.2023, 01:09 ✶
Była ślicznie nieperfekcyjna. Te drobne mankamenty w jej mniemaniu sprawiały, że Anthony miewał chwile, gdy wgapiał się w nią ukradkiem znad książki w pokoju wspólnym, tak, aby Louvain tego nie zauważył. Największą zaletą był fakt, że miała ciemne włosy, bo Tosiek szczerze blondynek nie lubił, one były w guście Stanleya. Jemu wydawały się jakieś sztuczne, nazbyt przypominające greckie posągi lub postacie z obrazów w muzeum. Miał też głupie, chłopięce przeświadczenie, że blondynki stanowiły po prostu mniejsze wyzwanie i miały słabsze charaktery, a on lubił adrenalinę i wysiłek. Nie było sztuką poderwać jakieś dziewczyny, żeby spędzić z nią kilka chwil w schowku, sztuką było zyskanie uwagi takiej, dla której musiał się postarać. Która była nagrodą w swojego rodzaju polowaniu, a przynajmniej tak to czasem określali z chłopkami podczas spotkań Bandy Borgina. Lorretta była nieprzewidywalna, była wyzwaniem. I dlatego miał tak niewiele cierpliwości, gdy prowokowała.
I wiedział, że robiła to świadomie i z premedytacją, celowo przeciągała strunę, badając jego granice. Wahał się, bo jej bliźniak był jego najlepszym przyjacielem, ale wcale nie znaczyło to, że jej nie chciał. Że nie pożerał ja wzrokiem, nawet jeśli była w szkolnym mundurku w łazience martwej dziewczyny z wątpliwym pochodzeniem, a nie w sali bankietowej. Tam musiała dopiero lawirować, odziana w jedwabie i satyny, przyozdobiona klejnotami. Rodzice zawsze idealizowali obraz swoich dzieci, chcieli, aby te były na językach całego społeczeństwa magicznego, ale często nie było to tym, czego sama młodzież chciała.
Zgodnie z sugestią ducha, po której nastąpiło westchnięcie, zacisnął na niej dłonie, zamykając ją w uścisku. Delikatnym ale i stanowczym, badając zachłannie słodycz warg uczennicy, zadziornie przygryzając dolną z nich. Uwielbiał się całować, to był jego słaby punkt i był mile zaskoczony tym, że dziewczyna nie uciekła, nie odsunęła się od niego, a wręcz splotła swój własny oddech z Antkowym, nadając im jeden rytm. Zrobiło mu się cieplej, a woń bergamotki sprawiła, że zawirowało mu w głowie. Duch chyba coś piszczał i chichotał pod nosem, przyglądając się im z pewną dozą nieprzyzwoitości. Nie mógł tego przeciągać, bo wiedział, że by nie wytrzymał i przekroczył granicę. I jej palce na karku, paznokcie pozostawiające na skórze ślady — wcale mu nie pomagały, ba, dyktowały jego własnym palcom to, jak snuły się po jej ciele. Zostawiła na jego skórze dreszcz, co zrobiło chyba na nastolatku największe wrażenie.
- Jestem gentlemanem, ale Ty Lestrange, Ty mogłabyś sprawić, że bym przestał. - zauważył zadziornie, szeptem prosto w jej usta, odgarniając kosmyk włosów z jej drobnej buzi. Sam był zarumieniony, oddychał nieco szybciej. Zwiększył dzielącą ich odległość, przyglądając się lustru, które rozbił wcześniej. Miał chyba nieco zaczerwienione, wciąż ciepłe usta, po których przesunął palcem.
- To dobrze, że zdążyłaś się całować, zanim umarłaś. Właściwie Marto, to jak umarłaś? Wnioskuję po szatach, że byłaś uczennicą jakieś... Piętnaście, dwadzieścia lat temu? - zapytał, odwracając się w jej stronę. Zlustrował ją błyszczącymi oczami, posyłając ładny uśmiech, tak, aby zachęcić do mówienia. Każdy wiedział, że Marta lubiła przystojnych chłopców.
- Hmm? - odwrócił się w stronę Loretty, lustrując ją wzrokiem. Wiedział, że rysowała, ale nie na tym pytaniu skupiła się jego uwaga. Zaśmiał się, przekręcając głowę na bok. - To był tylko wstęp do nieeleganckich rzeczy. Możesz, jak dostanę coś za bycie modelem. Co sądzisz Marto, to dobry układ?
Skrzyżował ręce na piersiach, zapominając już o zakrwawionych pięściach i wcześniejszej wściekłości, skupiony głównie na Lestrange.
I wiedział, że robiła to świadomie i z premedytacją, celowo przeciągała strunę, badając jego granice. Wahał się, bo jej bliźniak był jego najlepszym przyjacielem, ale wcale nie znaczyło to, że jej nie chciał. Że nie pożerał ja wzrokiem, nawet jeśli była w szkolnym mundurku w łazience martwej dziewczyny z wątpliwym pochodzeniem, a nie w sali bankietowej. Tam musiała dopiero lawirować, odziana w jedwabie i satyny, przyozdobiona klejnotami. Rodzice zawsze idealizowali obraz swoich dzieci, chcieli, aby te były na językach całego społeczeństwa magicznego, ale często nie było to tym, czego sama młodzież chciała.
Zgodnie z sugestią ducha, po której nastąpiło westchnięcie, zacisnął na niej dłonie, zamykając ją w uścisku. Delikatnym ale i stanowczym, badając zachłannie słodycz warg uczennicy, zadziornie przygryzając dolną z nich. Uwielbiał się całować, to był jego słaby punkt i był mile zaskoczony tym, że dziewczyna nie uciekła, nie odsunęła się od niego, a wręcz splotła swój własny oddech z Antkowym, nadając im jeden rytm. Zrobiło mu się cieplej, a woń bergamotki sprawiła, że zawirowało mu w głowie. Duch chyba coś piszczał i chichotał pod nosem, przyglądając się im z pewną dozą nieprzyzwoitości. Nie mógł tego przeciągać, bo wiedział, że by nie wytrzymał i przekroczył granicę. I jej palce na karku, paznokcie pozostawiające na skórze ślady — wcale mu nie pomagały, ba, dyktowały jego własnym palcom to, jak snuły się po jej ciele. Zostawiła na jego skórze dreszcz, co zrobiło chyba na nastolatku największe wrażenie.
- Jestem gentlemanem, ale Ty Lestrange, Ty mogłabyś sprawić, że bym przestał. - zauważył zadziornie, szeptem prosto w jej usta, odgarniając kosmyk włosów z jej drobnej buzi. Sam był zarumieniony, oddychał nieco szybciej. Zwiększył dzielącą ich odległość, przyglądając się lustru, które rozbił wcześniej. Miał chyba nieco zaczerwienione, wciąż ciepłe usta, po których przesunął palcem.
- To dobrze, że zdążyłaś się całować, zanim umarłaś. Właściwie Marto, to jak umarłaś? Wnioskuję po szatach, że byłaś uczennicą jakieś... Piętnaście, dwadzieścia lat temu? - zapytał, odwracając się w jej stronę. Zlustrował ją błyszczącymi oczami, posyłając ładny uśmiech, tak, aby zachęcić do mówienia. Każdy wiedział, że Marta lubiła przystojnych chłopców.
- Hmm? - odwrócił się w stronę Loretty, lustrując ją wzrokiem. Wiedział, że rysowała, ale nie na tym pytaniu skupiła się jego uwaga. Zaśmiał się, przekręcając głowę na bok. - To był tylko wstęp do nieeleganckich rzeczy. Możesz, jak dostanę coś za bycie modelem. Co sądzisz Marto, to dobry układ?
Skrzyżował ręce na piersiach, zapominając już o zakrwawionych pięściach i wcześniejszej wściekłości, skupiony głównie na Lestrange.