29.11.2023, 01:28 ✶
To chyba nie świadczyło o nim jak najlepiej, że spoglądając w płomienie poczuł radosne podekscytowanie. Ulysses zamrugał. Na jego wargach pojawił się bardzo rzadko goszczący tam uśmiech. Niemal się odprężył. Uczucie było tak niespodziewane, że przez kilka sekund nie odgadł, że wiązało się z magią Lithy, z płomieniami i z tym, co w nich… dostrzegł?
Może rzeczywiście chodziło o zerwane zaręczyny z Eunice Malfoy. A może o krótki bunt przeciwko postanowieniom ojca, o to że podjął jakąś znaczącą decyzję zupełnie samodzielnie, że ojciec o niej wiedział i musiał ją zaakceptować (nawet jeśli, gdyby się zastanowić, Chester sam zrezygnowałby z mariażu na wieść o ciąży Vespery). Może to właśnie wydarzenie miało mu w przyszłości dać siłę na podjęcie kolejnej samodzielnej decyzji, nawet jeśli w tej chwili jeszcze wcale nie wiedział, jaka ona miałaby być, ale czuł że będzie właściwa. Albo spotka tu dzisiaj Danielle a był w takim nastroju, że pewnie nawet spróbowałby ją pocałować.
Oderwał wzrok od ognia i posłał krzywe spojrzenie Lecie. Smutna prawda wyglądała tak, że w życiu nie zaprosiłby ani jej, ani Cathala na ślub, który wymusiłby na nim jego ojciec. Starał się ich trzymać tak daleko od Czarnego Pana i Śmierciożerców, jak tylko było to możliwe. A na jego weselu z pewnością tamci byliby obecni.
Kiwnął głową, ale nie tyle dla kolejnej paplaniny Lety, ile dla pytania, które zadali.
- Tak. Decyzję podjąłem sam – potwierdził, pomijając, że bardzo pomogła mu w tym siostra. – Tak po prostu było trzeba. – Kolejne słowa ugrzęzły mu w gardle. Bo i jak miałby im powiedzieć, że za chwilę, najwyżej za dwie chwile, ojciec zacznie mu szukać kolejnej czystokrwistej kandydatki na żonę? Przy czym czystokrwista było w tym przypadku najważniejszą cechą? A Ulyssesowi krążyła po głowie myśl, że czystokrwiste to są konie arabskie a do jego małżeństwa ojciec podchodził jak do zakupu rasowego konia. Byleby miał dobry rodowód. – Szkoda. Szkoda, że nie jesteś kobietą – podsumował, spoglądając na Cathala, a potem przeniósł wzrok na Letę. – Albo, że ty nie jesteś młodsza.
Gotów był ruszyć z nimi w dalszą drogę między straganami.
Może rzeczywiście chodziło o zerwane zaręczyny z Eunice Malfoy. A może o krótki bunt przeciwko postanowieniom ojca, o to że podjął jakąś znaczącą decyzję zupełnie samodzielnie, że ojciec o niej wiedział i musiał ją zaakceptować (nawet jeśli, gdyby się zastanowić, Chester sam zrezygnowałby z mariażu na wieść o ciąży Vespery). Może to właśnie wydarzenie miało mu w przyszłości dać siłę na podjęcie kolejnej samodzielnej decyzji, nawet jeśli w tej chwili jeszcze wcale nie wiedział, jaka ona miałaby być, ale czuł że będzie właściwa. Albo spotka tu dzisiaj Danielle a był w takim nastroju, że pewnie nawet spróbowałby ją pocałować.
Oderwał wzrok od ognia i posłał krzywe spojrzenie Lecie. Smutna prawda wyglądała tak, że w życiu nie zaprosiłby ani jej, ani Cathala na ślub, który wymusiłby na nim jego ojciec. Starał się ich trzymać tak daleko od Czarnego Pana i Śmierciożerców, jak tylko było to możliwe. A na jego weselu z pewnością tamci byliby obecni.
Kiwnął głową, ale nie tyle dla kolejnej paplaniny Lety, ile dla pytania, które zadali.
- Tak. Decyzję podjąłem sam – potwierdził, pomijając, że bardzo pomogła mu w tym siostra. – Tak po prostu było trzeba. – Kolejne słowa ugrzęzły mu w gardle. Bo i jak miałby im powiedzieć, że za chwilę, najwyżej za dwie chwile, ojciec zacznie mu szukać kolejnej czystokrwistej kandydatki na żonę? Przy czym czystokrwista było w tym przypadku najważniejszą cechą? A Ulyssesowi krążyła po głowie myśl, że czystokrwiste to są konie arabskie a do jego małżeństwa ojciec podchodził jak do zakupu rasowego konia. Byleby miał dobry rodowód. – Szkoda. Szkoda, że nie jesteś kobietą – podsumował, spoglądając na Cathala, a potem przeniósł wzrok na Letę. – Albo, że ty nie jesteś młodsza.
Gotów był ruszyć z nimi w dalszą drogę między straganami.