Flynn tłumów nie lubił, do tego naprawdę sądził, że Ministerstwo Magii wysłało Caina i innych Aurorów na śmierć z rąk Śmierciożerców, więc do koncepcji pójścia z kimś na Lithę podchodził odrobinę sceptycznie... Nie do końca rozumiał, dlaczego Eugenia w ogóle wydała na to pozwolenie, ale kiedy przybyli pod Stonehenge zrozumiał, że to były wydarzenia innej rangi. To nie był wielki sabat w Dolinie, brakowało tu taśm policyjnych, to był taki pomniejszy zlot religijnych oszołomów i losowych ludzi, którzy wyczaili w tym okazję do napicia się gorzałki, tańcząc na zgliszczach straconego świata.
Upicie się w wianku, a późniejsze całowanie się z kimś za wielkim kamulcem należało do czynności, które napełniały go życiem, więc ostatecznie nie pożałował, że przystał na propozycję Fiery. No, tylko to wciąż była Fiery.
- No zajebiście kolorowo stara - odburknął Edge, patrząc na siostrę z ukosa, bo japierdole - on od ponad 30 lat widział monochromatycznie. Okej, połowę życia spędził w podziemiu, ale ostatnie cztery lata trzymał się ich na tyle blisko, że mogłaby o tym pamiętać. Wianki to był dobry przystanek - wianek był niezbędnym elementem upicia się w wianku, dodawał też odrobiny egzotyki do całowania się za wielkim kamieniem, więc od razu ruszył w tamtym kierunku, ale... ooo słodycze. - To weź mi taką dużą, a ja pójdę nam po picie - zaoferował i nie czekając na odpowiedź, zaczął szukać czegoś fajnego, na jeszcze większą osłodę dnia. A kiedy wrócił, zobaczył jak ta jebana kleptomanka znowu wpada w kłopoty. Wiedział, że musiał zareagować szybko i odjebać jakiś teatrzyk, więc udał, że idzie prosto, ale omal nie potyka się o losowe dziecko, lądując prosto na klacie Chestera Rookwooda.
- Ojoj - jęknął, widząc, jak ulało mu się z kubka trochę piwa, prosto na jego koszulę - wybacz słodziaku, wytrzeć? - Zapytał najbardziej przerysowanie flirciarskim głosem, jaki udało mu z siebie wykrzesać w takim tłumie ludzi. Ubrany był ordynarnie - w obcisłe, skórzane spodnie opuszczone tak nisko, że aż wulgarnie, na górze ewidentnie mugolska koszulka, jakaś taka przykrótka, odsłaniająca wyrzeźbiony brzuch (zakładam, że pan Prawa Ręka nie wie, czym jest crop top...). Do tego piękne loczki upięte gumką, ale kilka z nich zdążyło już wyplątać się z niej i opadały na jego twarz w takim artystycznym nieładzie. Można było mieć o nim różne opinie - od dna społecznego i szlamy, po ślicznego chłoptasia idealnego do ogrzania drugiej strony pustego łóżka, no ale nie kiedy jest się tu z żoną i dziećmi.
Kokieteria I ;*** a co do precyzyjnego upadku - mam AF na PO i pracuję w cyrku (Występowanie I), niech to szanowna mistrzyni weźmie pod uwagę, buzi
Upicie się w wianku, a późniejsze całowanie się z kimś za wielkim kamulcem należało do czynności, które napełniały go życiem, więc ostatecznie nie pożałował, że przystał na propozycję Fiery. No, tylko to wciąż była Fiery.
- No zajebiście kolorowo stara - odburknął Edge, patrząc na siostrę z ukosa, bo japierdole - on od ponad 30 lat widział monochromatycznie. Okej, połowę życia spędził w podziemiu, ale ostatnie cztery lata trzymał się ich na tyle blisko, że mogłaby o tym pamiętać. Wianki to był dobry przystanek - wianek był niezbędnym elementem upicia się w wianku, dodawał też odrobiny egzotyki do całowania się za wielkim kamieniem, więc od razu ruszył w tamtym kierunku, ale... ooo słodycze. - To weź mi taką dużą, a ja pójdę nam po picie - zaoferował i nie czekając na odpowiedź, zaczął szukać czegoś fajnego, na jeszcze większą osłodę dnia. A kiedy wrócił, zobaczył jak ta jebana kleptomanka znowu wpada w kłopoty. Wiedział, że musiał zareagować szybko i odjebać jakiś teatrzyk, więc udał, że idzie prosto, ale omal nie potyka się o losowe dziecko, lądując prosto na klacie Chestera Rookwooda.
- Ojoj - jęknął, widząc, jak ulało mu się z kubka trochę piwa, prosto na jego koszulę - wybacz słodziaku, wytrzeć? - Zapytał najbardziej przerysowanie flirciarskim głosem, jaki udało mu z siebie wykrzesać w takim tłumie ludzi. Ubrany był ordynarnie - w obcisłe, skórzane spodnie opuszczone tak nisko, że aż wulgarnie, na górze ewidentnie mugolska koszulka, jakaś taka przykrótka, odsłaniająca wyrzeźbiony brzuch (zakładam, że pan Prawa Ręka nie wie, czym jest crop top...). Do tego piękne loczki upięte gumką, ale kilka z nich zdążyło już wyplątać się z niej i opadały na jego twarz w takim artystycznym nieładzie. Można było mieć o nim różne opinie - od dna społecznego i szlamy, po ślicznego chłoptasia idealnego do ogrzania drugiej strony pustego łóżka, no ale nie kiedy jest się tu z żoną i dziećmi.
Kokieteria I ;*** a co do precyzyjnego upadku - mam AF na PO i pracuję w cyrku (Występowanie I), niech to szanowna mistrzyni weźmie pod uwagę, buzi
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.