Felix i Elaine mieli inny start w swoim życiu. Jemu udało się iść do szkoły, poznać innych ludzi, którzy nie byli cyrkowcami. Elaine pamięta, że od zawsze musiała kraść, aby przetrwać. Nie pamiętała swoich rodziców, ale doskonale pamiętała jak nieumiejętnie podwędzała bułki ze sklepów, czy innych miejsc, bo burczało jej w brzuchu, jak grzebała w śmietniku w poszukiwaniu czegokolwiek. Wszystko się zmieniło, gdy pojawił się Alex wraz z Tullym i zabrali ją do cyrku. Czuła się jak dzikie zwierzę, gdy dano jej świeżą bułkę, która nie była nadgnita. Potem robiła wszystko, aby sprawić, by ludzie w cyrku czuli, że dobrze zrobili zgarniając ją do tego miejsca, że nie jest ciężarem.
Gdy Felixowi udało się ukraść wisiorki Elka przeprosiła sprzedawcę i powiedziała, że wróci tu z koleżankami, aby coś razem wybrać, bo naprawdę świetnie wyglądają te naszyjniki i byłoby grzech coś nie kupić. Odsunęła się, a potem złapała Felixa pod ramie, gdy już weszli w tłum ludzi. Jakiś rosły mężczyzna trącił akrobatkę i jej piękny wianek z lawendy spadł na ziemię, a inna osoba go zdeptała.
– O nie! – zawołała widząc podeptane kwiatki. – Mój wianek – zrobiło się jej naprawdę smutno, nawet ukradzione wisiorki nie były w stanie jej ucieszyć, ale założyła je z przyjemnością na szyję i nadgarstek. – Idziemy po nowy wianek? – zapytała i spojrzała na swojego towarzysza z uśmiechem. Chciała pasować do Felixa i mieć też swój wianek.