29.11.2023, 23:08 ✶
Dochodziła czternasta, gdy wiatr zakołysał pokrytymi śniegiem drzewami, a świst teleportacyjny zlał się z nim i został niezauważony, podobnie jak to, co ze sobą przywiódł.. No prawie, bo brunetki w limonkowo zielonej kurtce i białej czapce z pomponem trudno było nie zauważyć wśród zasp. Chwilę trwało, zanim odzyskała równowagę, a w głowie przestało się jej kręcić i wtedy uniosła powieki, spoglądając na znajomą kuźnię. Uśmiechnęła się pod nosem, widocznie zachwycona faktem, że udało się jej znaleźć chwilę pomiędzy pracami, które podejmowała i mogła Hjalmara odwiedzić. Jak to Pandora, nie przyszła z pustymi rękoma — w dłoniach miała dwie ogromne torby papierowe, wypełnione kanapkami z kawiarni oraz gorącymi napojami i deserem. Miała może dwie godziny, zanim będzie musiała wrócić do Londynu i dostarczyć jednej Czarownicy naprawiony magiczny zegar. Ruszyła więc do budynku, chcąc wejść do środka, zanim, znów rozpada się śnieg. Tegoroczny grudzień był naprawdę ładny.
Dzwonek przy drzwiach oznajmił jej przybycie, a fala ciepła omiotła jej ciało na tyle przyjemnie, że mruknęła cicho, przymykając oczy. Było mroźnie, nawet mając grubą kurtkę. Dziewczyna otrzepała buty, zanim weszła w głąb izby i podeszła do drewnianej lady, kładąc na niej przekąski, ściągając z głowy czapkę. - Hjalmar? - zawołała na przywitanie, żeby nie brać go z zaskoczenia, bo sądziła, że tego nie lubił. Rozpięła kurtkę, wpychając w jej rękaw nakrycie głowy i rzuciła na krzesło, a potem, gdy już go zauważyła i upewniła się, że nie ma w rękach niczego, co mogłoby ją przebić na pół lub uszkodzić i doprowadzić go do ataku furii, podeszła, przytulając go na przywitanie i dając buziaka w polik, do czego musiała wspiąć się na palce. - Pomyślałam, że jak zwykle za dużo pracujesz, a do tego dawno Cię nie widziałam, więc pomyślałam, że zjemy razem lunch. - wytłumaczyła ze wzruszeniem ramion, a odsuwając się nieco. Przy białym swetrze tkwiła broszka, którą jej zrobił — ten był luźny i miękki, kontrastował z czarnymi spodniami i wysokimi, zimowymi butami. Przysunęła sobie stołeczek, siadając i przyciągając do siebie torby. Cały proces nie trwał długo, bo bała się, że jak będzie zbyt wolna, to jej powie, że jest zajęty. Musiała więc atakować dalej. - Mam kawę, herbatę i gorącą czekoladę — wszystko z oferty zimowej. Są kanapki z mięsem, pastą jajeczna, jakieś z szynką i tuńczykiem. A na deser wzięłam szarlotkę z przyprawami korzennymi, dwie bułeczki cynamonowe i jeszcze takie małe, urocze ciasta czekoladowe z piernikowym ludzikiem. - wykładała wszystko na blat, zasypując go zapakowanymi oddzielnie produktami, a potem wbiła w niego spojrzenie, uśmiechając się pogodnie. W ręku został jej nowy numer proroka. Był niepokojący, a z okładki spogląda przystojna, ale dość mroczna i niepokojąca twarz. Popularność — jeśli można to tak nazwać — Czarnoksiężnika zaczęła rosnąć w niepokojącym tempie. Martwiło ją to. Przeniosła wzrok na gazetę z ciężkim westchnieniem, odkładając ją na blat, Wszystko to, co mówił o ludziach mugolskiego pochodzenia, o ustawie tajności.. Najchętniej, to złamałaby mu nos, ewentualnie dała Marze go skopać, może by zmądrzał. - Mogę o coś zapytać? Bo właściwie mogłabym poszukać sama, ale lepiej dowiedzieć się u źródła. No i nie chcę, żebyś źle zrozumiał moje pytanie. - rzuciła w końcu, wlepiając w niego ciemne oczy. Sięgnęła po kubek z mocną kawą, potrzebowała energii, więc kofeinę wlewała w siebie litrami, równie chętnie, co eliksiry. Nie miała mleka, nie miała cukru — po co, skoro miała przegryźć bułeczką. - Pani w kawiarni powiedziała, że jak się podgrzeje te z mięsem, to są naprawdę dobre. - wyjaśniła, podsuwając mu pod nos jedzenie. Ciężko pracował, a do tego zawsze był przecież głodny. Zrobiła łyka, a mocny aromat ziaren wdarł się do nozdrzy, wzbudzając przyjemne dreszcze. Gorąca kawa, dobre przekąski, cynamonowe bułeczki lub szarlotka, a do tego Hjalmar — sama przed sobą musiała przyznać, że to był doskonały sposób na naładowanie baterii i spędzenie popołudnia. Prawda była jednak taka, że pytanie, które chciała mu zadać, nie mogło czekać. Ten cały Voldemort nie dawał jej spokoju, a przypadków ataków jego fanatyków, którzy przebierali się, jak tchórzliwi członkowie sekty zdarzały się coraz częściej. Co gorsza, pewna część społeczeństwa ich popierała.
Dzwonek przy drzwiach oznajmił jej przybycie, a fala ciepła omiotła jej ciało na tyle przyjemnie, że mruknęła cicho, przymykając oczy. Było mroźnie, nawet mając grubą kurtkę. Dziewczyna otrzepała buty, zanim weszła w głąb izby i podeszła do drewnianej lady, kładąc na niej przekąski, ściągając z głowy czapkę. - Hjalmar? - zawołała na przywitanie, żeby nie brać go z zaskoczenia, bo sądziła, że tego nie lubił. Rozpięła kurtkę, wpychając w jej rękaw nakrycie głowy i rzuciła na krzesło, a potem, gdy już go zauważyła i upewniła się, że nie ma w rękach niczego, co mogłoby ją przebić na pół lub uszkodzić i doprowadzić go do ataku furii, podeszła, przytulając go na przywitanie i dając buziaka w polik, do czego musiała wspiąć się na palce. - Pomyślałam, że jak zwykle za dużo pracujesz, a do tego dawno Cię nie widziałam, więc pomyślałam, że zjemy razem lunch. - wytłumaczyła ze wzruszeniem ramion, a odsuwając się nieco. Przy białym swetrze tkwiła broszka, którą jej zrobił — ten był luźny i miękki, kontrastował z czarnymi spodniami i wysokimi, zimowymi butami. Przysunęła sobie stołeczek, siadając i przyciągając do siebie torby. Cały proces nie trwał długo, bo bała się, że jak będzie zbyt wolna, to jej powie, że jest zajęty. Musiała więc atakować dalej. - Mam kawę, herbatę i gorącą czekoladę — wszystko z oferty zimowej. Są kanapki z mięsem, pastą jajeczna, jakieś z szynką i tuńczykiem. A na deser wzięłam szarlotkę z przyprawami korzennymi, dwie bułeczki cynamonowe i jeszcze takie małe, urocze ciasta czekoladowe z piernikowym ludzikiem. - wykładała wszystko na blat, zasypując go zapakowanymi oddzielnie produktami, a potem wbiła w niego spojrzenie, uśmiechając się pogodnie. W ręku został jej nowy numer proroka. Był niepokojący, a z okładki spogląda przystojna, ale dość mroczna i niepokojąca twarz. Popularność — jeśli można to tak nazwać — Czarnoksiężnika zaczęła rosnąć w niepokojącym tempie. Martwiło ją to. Przeniosła wzrok na gazetę z ciężkim westchnieniem, odkładając ją na blat, Wszystko to, co mówił o ludziach mugolskiego pochodzenia, o ustawie tajności.. Najchętniej, to złamałaby mu nos, ewentualnie dała Marze go skopać, może by zmądrzał. - Mogę o coś zapytać? Bo właściwie mogłabym poszukać sama, ale lepiej dowiedzieć się u źródła. No i nie chcę, żebyś źle zrozumiał moje pytanie. - rzuciła w końcu, wlepiając w niego ciemne oczy. Sięgnęła po kubek z mocną kawą, potrzebowała energii, więc kofeinę wlewała w siebie litrami, równie chętnie, co eliksiry. Nie miała mleka, nie miała cukru — po co, skoro miała przegryźć bułeczką. - Pani w kawiarni powiedziała, że jak się podgrzeje te z mięsem, to są naprawdę dobre. - wyjaśniła, podsuwając mu pod nos jedzenie. Ciężko pracował, a do tego zawsze był przecież głodny. Zrobiła łyka, a mocny aromat ziaren wdarł się do nozdrzy, wzbudzając przyjemne dreszcze. Gorąca kawa, dobre przekąski, cynamonowe bułeczki lub szarlotka, a do tego Hjalmar — sama przed sobą musiała przyznać, że to był doskonały sposób na naładowanie baterii i spędzenie popołudnia. Prawda była jednak taka, że pytanie, które chciała mu zadać, nie mogło czekać. Ten cały Voldemort nie dawał jej spokoju, a przypadków ataków jego fanatyków, którzy przebierali się, jak tchórzliwi członkowie sekty zdarzały się coraz częściej. Co gorsza, pewna część społeczeństwa ich popierała.