17.11.2022, 12:49 ✶
Rozczarowanie było przemożne. Gdyby chociaż Marta wyjaśniła, co znaczy to „dalej”! Gdyby mógł się dowiedzieć więcej o tym, dlaczego duchy wracając i co zobaczyły tam, na końcu drogi… może ta cała rozmowa byłaby coś warta.
Oczywiście, nie obwiniał siostry. Ta z pewnością została niecnie oszukana przez Martę, która udawała interesującego ducha, a w rzeczywistości po prostu zemdlała w łazience, umierając na jakąś trudną do zidentyfikowania chorobę. Miał nawet już oznajmić, że „wzywają ich sprawy niecierpiące zwłoki” – bo Darcy zazwyczaj nie był niemiły. Nie bez powodu przynajmniej. (I nie wynikało to nawet z dobrego charakteru, wręcz przeciwnie. Nauczył się, że więcej ugra, zachowując się sympatycznie. Chyba że akurat stał w gronie kolegów czystej krwi i napatoczył się jakiś mugolak, wtedy wspomnienie coś cicho o smrodzie szlamu zapewniało dodatkowego punkty.)
Rzecz jasna jej zachowanie niezbyt go zaskoczyło. Znał Daisy całe swoje życie, niewiele rzeczy mogłoby go zaskoczyć w jej przypadku. Jako osobnik dość jednak zaślepiony, w pewnym sensie widzący w siostrze własne odbicie, nie potrafił dopatrzeć się w nim niczego nagannego… wszak miała prawo być rozczarowana! On też był rozczarowany. Nic dziwnego, że się zezłościła i powiedziała kilka słów prawdy…
- Em, tak, Daisy, chyba pora już iść… - mruknął, podnosząc się i chwytając siostrę za rękę, aby pociągnąć ją w górę. Głównie dlatego, że łzy spływające po twarzy Marty, jej mina, zwiastowały faktycznie wybuch i wcale nie był pewien, czy chce być jego świadkiem…
- AAAAAAGRH! – wrzasnęła Marta, ni to w okrzyku złości, ni to rozpaczy, aż odbiło się to echem w opustoszałej łazience. – Jesteście okropni!!! Okropni!!! Mam nadzieję, że umrzecie jutro w łazience!!! – zawyła, a potem, zgodnie z przewidywaniami Daisy, z niezwykłą prędkością przeleciała ku jednej z kabin, przenikając przez nią. Rozległo się pryśnięcie wody, odgłos jej puszczania… Darcy jednak nie czekał, aż woda zacznie się wylewać, zaleje podłogę, a może i ich: wypadł z łazienki, starając się wyciągnąć za sobą także bliźniaczkę…
– O Merlinie – jęknął, podpierając się o ścianę. – Ona jest niezrównoważona! Kompletnie niezrównoważona! Ciekawe, czy za życia też taka była, czy jej odbiło dopiero po śmierci? A może ktoś ją utopił w tym sedesie, tylko nie chciała się przyznać? I dlatego tak teraz w nim nurkuje…?
Rozejrzał się nerwowo, chcąc upewnić się, że nikt nie widział, jak wychodzi z damskiej łazienki. Chyba nie przetrwałby takiego wstydu…
Oczywiście, nie obwiniał siostry. Ta z pewnością została niecnie oszukana przez Martę, która udawała interesującego ducha, a w rzeczywistości po prostu zemdlała w łazience, umierając na jakąś trudną do zidentyfikowania chorobę. Miał nawet już oznajmić, że „wzywają ich sprawy niecierpiące zwłoki” – bo Darcy zazwyczaj nie był niemiły. Nie bez powodu przynajmniej. (I nie wynikało to nawet z dobrego charakteru, wręcz przeciwnie. Nauczył się, że więcej ugra, zachowując się sympatycznie. Chyba że akurat stał w gronie kolegów czystej krwi i napatoczył się jakiś mugolak, wtedy wspomnienie coś cicho o smrodzie szlamu zapewniało dodatkowego punkty.)
Rzecz jasna jej zachowanie niezbyt go zaskoczyło. Znał Daisy całe swoje życie, niewiele rzeczy mogłoby go zaskoczyć w jej przypadku. Jako osobnik dość jednak zaślepiony, w pewnym sensie widzący w siostrze własne odbicie, nie potrafił dopatrzeć się w nim niczego nagannego… wszak miała prawo być rozczarowana! On też był rozczarowany. Nic dziwnego, że się zezłościła i powiedziała kilka słów prawdy…
- Em, tak, Daisy, chyba pora już iść… - mruknął, podnosząc się i chwytając siostrę za rękę, aby pociągnąć ją w górę. Głównie dlatego, że łzy spływające po twarzy Marty, jej mina, zwiastowały faktycznie wybuch i wcale nie był pewien, czy chce być jego świadkiem…
- AAAAAAGRH! – wrzasnęła Marta, ni to w okrzyku złości, ni to rozpaczy, aż odbiło się to echem w opustoszałej łazience. – Jesteście okropni!!! Okropni!!! Mam nadzieję, że umrzecie jutro w łazience!!! – zawyła, a potem, zgodnie z przewidywaniami Daisy, z niezwykłą prędkością przeleciała ku jednej z kabin, przenikając przez nią. Rozległo się pryśnięcie wody, odgłos jej puszczania… Darcy jednak nie czekał, aż woda zacznie się wylewać, zaleje podłogę, a może i ich: wypadł z łazienki, starając się wyciągnąć za sobą także bliźniaczkę…
– O Merlinie – jęknął, podpierając się o ścianę. – Ona jest niezrównoważona! Kompletnie niezrównoważona! Ciekawe, czy za życia też taka była, czy jej odbiło dopiero po śmierci? A może ktoś ją utopił w tym sedesie, tylko nie chciała się przyznać? I dlatego tak teraz w nim nurkuje…?
Rozejrzał się nerwowo, chcąc upewnić się, że nikt nie widział, jak wychodzi z damskiej łazienki. Chyba nie przetrwałby takiego wstydu…