Moje życie mogło wydawać się znacznie wygodniejszym, ale nie było takim z mojego własnego wyboru. Przynajmniej nie do końca. Pod pewnymi względami, zawsze miałem mniej swobody niż Geraldine. Rodzice mieli plany względem każdego z nas. Kiedy okazało się, że mam do tego odpowiednie predyspozycje, moim zadaniem stało się zdobycie ciepłej posadki w ministerstwie, a jeśli z czasem dam radę dotrzeć na jedno spośród kierowniczych stanowisk - będzie to odebrane jako spory sukces. Dzięki temu mógłbym w jeszcze większym stopniu wspierać rodzinne interesy. Bo właśnie tym miałem się zajmować. Po cichu, na boku. Ojciec nie będzie zadowolony, kiedy dotrze do niego informacja o tym, że zostałem przeniesiony karnie do biura łączników. Starałem się jednak nie myśleć o tym zbyt wiele. Będzie co będzie; będzie co przyniesie przyszłość.
- Bywało gorzej. - Odpowiadam na zadane pytanie. Chyba musiałoby mi urwać rękę, żebym przyznał się do tego, że coś mnie bolało. A i w takiej sytuacji bym zapewne bagatelizował sprawę. Mimo tego zajmuje się jednak oparzoną dłonią. Robię to przy pomocy magii, tych kilku opanowanych zaklęć, które teraz były jak znalazł. Nie tracę czasu na wizytę w łazience czy też kuchni, gdzie byłbym w stanie dostać się do zimnej wody. Po prostu organizuje ją sobie tutaj, po czym odkładam różdżkę na stół.
Zwlekam z udzieleniem odpowiedzi na jej pytanie. Niby zajęty doprowadzaniem dłoni do ładu, choć na to nie potrzebowałem zbyt wiele czasu. Ostatecznie decyduje się to pytanie całkowicie zignorować. Raz już padło z moich ust, żeby się stąd wynosiła. Ponownie tego mówić nie było trzeba. Rozmowa biegnie więc dalej. O ile to coś można nazwać rozmową. Na pewno nie jest łatwa, na pewno brakuje tutaj wymiany jasnych, konkretnych informacji. Ale przecież nie powiem tego, co Geraldine wydaje się, że chce ode mnie usłyszeć - że od niedawna jestem pełnoprawnym Śmierciożercą, że za swoje zaangażowanie otrzymałem mroczny znak. Nie powinna się tym interesować. Zwłaszcza, jeśli sama nie zamierza się w to angażować. Nigdy nie przejawiała zainteresowania. Inaczej patrzyliśmy na te sprawy. Za coś innego chcieliśmy walczyć.
Czy kiedyś faktycznie postawi nas to po przeciwnych stronach barykady?
- Mówisz tak, jakbyś planowała się w to zaangażować. - Zauważam. - Pewnie to ten Twój pies kładzie Ci do głowy takie durne pomysły. - Oczywiście wiadomo, że mianem psa określam współpracownika swojej siostry, to żadna nowość. Odkąd pamiętam Theseus zdaje się wiernie trzymać jej nogi. Brakuje tylko tego, żeby mężczyzna sam sobie założył smycz, obrożę, a następnie postawił jeszcze budę. - Powinnaś się dobrze zastanowić, Geraldine. Przecież nie jesteś głupia. Wiesz, że za tym wszystkim stoją ludzie, którzy łatwo nie odpuszczą. I nie umknie ich uwadze, jeśli wybierzesz inną stronę. Niewłaściwą...
Obydwoje dobrze wiedzieliśmy, kto za tym stał. Jakiego rodzaju ludzie popierali Czarnegom Pana. Do czego byli zdolni. Nie trzeba było szukać przykładów szczególnie daleko. Takowy mieliśmy wśród krewnych matki. W posiadłości, gdzie zasuszone trupie głowy zwisają z sufitu, nie bez powodu nie wspomina się imienia Susanne Crawley - imienia kobiety, która odważyła się zdradzić własną krew.