Przybrany w czerń, z krawatem pod szyją i srebrną klamrą wyglądał jak bardzo poważny człowiek. W końcu bardzo poważnym człowiekiem był. Okulary przeciwsłoneczne na nosie, za które połowa Śmierciożerczej społeczności wybiłaby mu zęby, żeby upodobnił się do Alastora, chroniły jego oczy przed światłem, które paliło jak sam skurwysyn. Każdy miał swoją pracę, a chociaż główną pracą Brygadzistów była ochrona imprez takich jak to, tak Cain wolał mieć na wszystko oko. A nawet i dwoje oczu. Parę szarych ocząt skrytych za czarnymi szkłami awiatorek, którymi nawet nieszczególnie uważnie śledził wszystko wokół. Dozować bodźce - uczył się tego chyba od dziecka.
Leniwym krokiem przemierzył polanę zastanawiając się, jak w takich warunkach w ogóle czarodzieje potrafili palić tytoń. A zastanawiało go to tym bardziej, że Fleamont palił wręcz nałogowo. Moda na papierosy była w dniu codziennym, ale nie brakowało cygar czy fajeczek w dłoniach dżentelmenów. Chyba. Jakoś tak wychodziło, że niekoniecznie obracał się wśród tej górnej gawiedzi, czy też "śmietanki towarzyskiej" jak ją zwali. Podwinął rękawy koszuli i poluzował krawat, mając już po dziurki w nosie jego zaciśnięcia. Przynajmniej takiego luźnego. Wytrzymał jakieś pięć minut, wystarczy. Nie miał ochoty się tu dusić. Odpiął dwa górne guziki i od razu zrobiło się lepiej. Nawet wśród bawiącej się gawiedzi, która naprawdę tłumnie się tu pojawiła.
Odebrał chętnie wianek z dłoni uroczej kobietki i obejrzał go w dłoniach z ciekawością, mając nadzieję, że nie pierdolnie go tak, jak niespodzianką było to, co zaczęło się dziać po samym Beltane. Jakoś człowiek stawał się "trochę" uprzedzony i mniej ufny do takich rzeczy po tamtym święcie. Przynajmniej on. Ale może po prostu miał krew Moodych za mocno podbitą w żyłach i rodzinnie dopadała go nieufność do wszystkiego. Żeby nie nazwać to wręcz paranoją. Uniósł spojrzenie na otoczenie i mignęła mu znajoma twarz wśród ludzi.
- Cześć kuzynie. - Odezwał się do Leona, wyciągając na powitanie dłoń w jego kierunku, ale już jego oczy sfokusowane były na Olivii, która mu towarzyszyła. - Witam damę. Mam nadzieję, że randka się układa, a mój kuzyn się zbyt nie naprzykrza? - Zapytał uśmiechając się sympatycznie.
Na aurowidzenie i nici powiązań Leona i Olivii
Sukces!
Sukces!
!wianki