- Myślisz, że smoki lubią słodycze? Miałam wrażenie, że preferują jednak mięso. - Zapytała całkiem poważnie, a na jej twarzy mógł zauważyć moment zawieszenia, chyba faktycznie zaczęła się zastanawiać nad smoczą dietą. Po chwili jednak zamrugała i wróciła do kuchni. Nie był to powód, dla którego Thomas się tutaj pojawił.
Cóż, Norka potrafiła zaskakiwać. Jak widać nawet swojego brata. Miała bardzo dużo znajomości w najróżniejszych kręgach, wiele osób jej ufało, co ciekawe też ceniło jej umiejętności, które zawsze wydawały się jej znikome. Może faktycznie niewiele osób potrafiło stworzyć tak perfekcyjne eliksiry, jak ona. Wiedziała, że wiele z nich może przydać się w tej walce, która miała się rozpocząć. Cieszyło ją nawet to, że będzie mogła się zaangażować w ten sposób, tak naprawdę jedyny, jaki znała. Nie nadawała się do czynnej walki, nie ma co się oszukiwać nie była nie wiadomo jak wspaniałym adeptem magii, nie wszyscy musieli świetnie władać zaklęciami i stać na pierwszej linii walki.
- Należę od wczoraj. Mam nadzieję, że mnie z niej nie wyrzucą za to, że ci o tym wspomniałam. - Uśmiechnęła się serdecznie do brata. Powinni się spodziewać tego, że podzieli się z nim tą informacją. Zresztą wiedziała, że ma poglądy takie same jak ona. Nic tu nie mogło pójść nie tak.
- Nie musisz mnie pilnować, pamiętaj o tym. Jestem już duża. - Nie chciała, żeby robił coś przeciwko sobie, tylko dlatego, że przyszło się jej w to zaangażować. - Nie będę też przecież latać za tymi oszołomami, nie nadaję się do tego. - Wiedziała, gdzie jest jej miejsce. - Cieszy mnie to, że jest to taki ekspresowy kop, żeby zabrać się do pracy. - Tego się nie spodziewała, nie miała również pojęcia, co tam kombinuje, ale cieszyło ją to, że również chce działać.