01.12.2023, 10:08 ✶
Brenna była pod pewnymi względami narwana, nadmiernie energiczna i przez to ktoś, kto blisko z nią nie współpracował, nie podejrzewałby jej pewnie o coś takiego jak zapobiegliwość. W istocie jednak lubiła spodziewać się wszystkiego - i na wszystko się przygotować, a jej paranoja tylko narastała. Depozyt gotówki w mugolskim schowku, trochę złota w Szwajcarskim banku, plany zakupu kamienicy mugolskimi środkami - choćby po to, by Kanclerz Skarbu nie mógł w dowolnej chwili prześledzić całego jej majątku. I to mimo tego, że Kanclerza Skarbu całkiem lubiła i miała wielką nadzieję, że ten nie współpracuje ze śmierciożercami. Głupio wysłać własnego brata na kolację ze sługą Voldemorta.
- Nie bardziej niż inni, maj jest po prostu dość pracowity. I dziś przecież na taką idę - stwierdziła lekkim tonem, chociaż kawa była w istocie dwoma - w - jednym, bo miała odebrać od Nory zapasy dla Zakonu. Ciężko było stwierdzić, czy absolutnie nie zrozumiała aluzji, czy po prostu ją zbyła, bo u Brenny obie wersje były równie prawdopodobne. Owszem, widywało się ją w towarzystwie mężczyzn, ale to zawsze byli wyłącznie koledzy i przyjaciele, istniała więc bardzo duża szansa, że faktycznie takich zaproszeń po prostu nie dostrzega.
Ale równie dobrze mogła go zbywać, bo był... cóż, Borginem.
Jej było trochę szkoda Gregory’ego. Ale też coś takiego nie miało jej powstrzymać, a poza tym, chociaż próbowała pomagać każdemu, kto o tę pomoc poprosił – już dawno nauczyła się, że dla niektórych jest za późno. Dla niego było. Jeżeli nie w chwili, w której przehulał pieniądze na używki, to na pewno w momencie, w którym zaczął ciskać na prawo i lewo morderczymi zaklęciami. Mamrotała formułkę aresztowania, z której z pewnością nie rozumiał ani słowa, kiedy krzyczał, wyzywał i szarpał się w jej uścisku. Gdy zacisnęła na jego nadgarstkach kajdanki, rozpłakał się w dodatku, i to było jeszcze gorsze.
– Michael, weź jego różdżkę i leć po Apolla, trzeba tego pana przetransportować od aresztu – westchnęła, spoglądając na Brygadzistę. Nie miała pretensji, że jego tarcza nie zadziałała, bo nie tak dawno temu czar rozpraszający w bardzo podobny sposób nie zadziałał i w jej wykonaniu. Magia, niestety, bywała kapryśna, a wściekłość i nienawiść Gregory’ego nie ułatwiały sprawy. – Przepraszamy za zniszczenia, wystaw mi rachunek. Jeśli pan Gregory będzie musiał zostać w areszcie, prześlę informację odnośnie spisania listy jego rzeczy i opróżnienia z nich mieszkania – rzuciła jeszcze do Anthony’ego, odnośnie nadpalonej framugi, a potem popchnęła nieszczęsnego dłużnika ku wyjściu. Dureń. Gdyby wyszedł dobrowolnie i zabrał swoje rzeczy, miałby nawet szansę na jakiś lokal zastępczy, wprawdzie zrujnowany, ale zawsze. A teraz? Po ataku na komorników, miotaniu zaklęciami ogniowymi, stawianiu oporu po aresztowaniu?
– Dzięki – skwitowała jeszcze jego życzenia dobrej zabawy, nim ruszyła wraz z Sadwickiem i panem Gregorym do wyjścia. Co zabawne, mogła nawet uwierzyć do pewnego stopnia w jego szczerość: w końcu nawet jeżeli było jasne, że nie ma w nosie całą tę ideologię czystej krwi, to już słów „należy do Zakonu” nie wypisano na jej czole. Anthony mógł zwyczajnie nie być świadomy, że powinna być jednym z głównych obiektów niechęci dla tych najbardziej konserwatywnych rodów czystej krwi. Może nawet bardziej niż mugolaki. – No już, zaiwaniaj do Ministerstwa, Michael, potem czeka cię jeszcze pisanie raportu, bo ja mam rendez vous z trupami w Little Hangleton…
- Nie bardziej niż inni, maj jest po prostu dość pracowity. I dziś przecież na taką idę - stwierdziła lekkim tonem, chociaż kawa była w istocie dwoma - w - jednym, bo miała odebrać od Nory zapasy dla Zakonu. Ciężko było stwierdzić, czy absolutnie nie zrozumiała aluzji, czy po prostu ją zbyła, bo u Brenny obie wersje były równie prawdopodobne. Owszem, widywało się ją w towarzystwie mężczyzn, ale to zawsze byli wyłącznie koledzy i przyjaciele, istniała więc bardzo duża szansa, że faktycznie takich zaproszeń po prostu nie dostrzega.
Ale równie dobrze mogła go zbywać, bo był... cóż, Borginem.
Jej było trochę szkoda Gregory’ego. Ale też coś takiego nie miało jej powstrzymać, a poza tym, chociaż próbowała pomagać każdemu, kto o tę pomoc poprosił – już dawno nauczyła się, że dla niektórych jest za późno. Dla niego było. Jeżeli nie w chwili, w której przehulał pieniądze na używki, to na pewno w momencie, w którym zaczął ciskać na prawo i lewo morderczymi zaklęciami. Mamrotała formułkę aresztowania, z której z pewnością nie rozumiał ani słowa, kiedy krzyczał, wyzywał i szarpał się w jej uścisku. Gdy zacisnęła na jego nadgarstkach kajdanki, rozpłakał się w dodatku, i to było jeszcze gorsze.
– Michael, weź jego różdżkę i leć po Apolla, trzeba tego pana przetransportować od aresztu – westchnęła, spoglądając na Brygadzistę. Nie miała pretensji, że jego tarcza nie zadziałała, bo nie tak dawno temu czar rozpraszający w bardzo podobny sposób nie zadziałał i w jej wykonaniu. Magia, niestety, bywała kapryśna, a wściekłość i nienawiść Gregory’ego nie ułatwiały sprawy. – Przepraszamy za zniszczenia, wystaw mi rachunek. Jeśli pan Gregory będzie musiał zostać w areszcie, prześlę informację odnośnie spisania listy jego rzeczy i opróżnienia z nich mieszkania – rzuciła jeszcze do Anthony’ego, odnośnie nadpalonej framugi, a potem popchnęła nieszczęsnego dłużnika ku wyjściu. Dureń. Gdyby wyszedł dobrowolnie i zabrał swoje rzeczy, miałby nawet szansę na jakiś lokal zastępczy, wprawdzie zrujnowany, ale zawsze. A teraz? Po ataku na komorników, miotaniu zaklęciami ogniowymi, stawianiu oporu po aresztowaniu?
– Dzięki – skwitowała jeszcze jego życzenia dobrej zabawy, nim ruszyła wraz z Sadwickiem i panem Gregorym do wyjścia. Co zabawne, mogła nawet uwierzyć do pewnego stopnia w jego szczerość: w końcu nawet jeżeli było jasne, że nie ma w nosie całą tę ideologię czystej krwi, to już słów „należy do Zakonu” nie wypisano na jej czole. Anthony mógł zwyczajnie nie być świadomy, że powinna być jednym z głównych obiektów niechęci dla tych najbardziej konserwatywnych rodów czystej krwi. Może nawet bardziej niż mugolaki. – No już, zaiwaniaj do Ministerstwa, Michael, potem czeka cię jeszcze pisanie raportu, bo ja mam rendez vous z trupami w Little Hangleton…
Koniec sesji
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.