Miłość miała przeróżne wymiary i Cain był zarówno pierwszą jak i ostatnią osobą do jej oceniania. Czego tu jednak brakowało to różu. Oni nie promienieli wobec siebie różem. A jednak nie było chęci zaprzeczenia, że to wcale nie była żadna randka. Te emocje grały im na nosie i na razie, jego zdaniem, róż był po prostu przykryty czerwienią. Nie było niby takiej skali, która mogłaby emocje zważyć, tak jak nie podlegały one ocenie. Żadnego Trolla czy Wybitnego, tutaj mieliśmy całe abecadło doznań, a nawet dziwaczne wzory wykraczające poza znane litery. To, że róż się między nimi nie plątał nie znaczyło jeszcze, że nie miał się dopiero pojawić. Szczególnie, kiedy przyjaźń miesza się z pożądaniem. A to, moi mili, był częsty widok u małżeństw trwających już chwilę czasu, co go bardzo rozbawiło. Mniej bawiło go już to, że może i róż się nie plątał MIĘDZY nimi, ale na pewno bił jego blaskiem sam Leon. Może go potem o to zapyta, a może nie zapyta wcale. Będzie tylko się w niego wpatrywał z uśmieszkiem i standardowe stanie się pytanie "a co u twojej dziewczyny?". W pyskówce zawsze mogło paść zdanie: "ja przynajmniej jakąś mam". I wtedy Cain udawałby, że jego to bardzo zabolało, że trafiło w jego serduszko i ojojo - teraz taki poszkodowany! Uśmiechnął się weselej, tak lekko i radośnie. Koniec końców wyglądali razem przesłodko, jak dzieci, które miały okazję pochodzić za ręce i gotowe były się zawstydzić, że je przyłapano.
- O, na pewno wielu rzeczy jeszcze o nim nie wiesz. - Odparł spokojnie, żeby i ona mogła być spokojna, że to nie było żadne przesłuchanie pana aurora, nawet jeśli pokazał się tutaj w garniturze służbowym. I służbowo. W tym czasie niech inni się uganiają za jakimiś podejrzanymi typami, on będzie poważnym człowiekiem na poważnym wydarzeniu, jakim były pląsy wokół ognisk, plecenie wianków i pożeranie lodów, które... wyglądały apetycznie. - Cain. Ale spokojnie, Leon to nie mój brat, więc go nie zabiję. - Klepnął lekko kuzyna w ramię, jakby to miało cokolwiek potwierdzać, albo naprawdę uspakajać. Uspokoiło? Wszelkie prawa i prawidła zachowań społecznych sugerowały, że takie żarty nie były na miejscu, to nie tak, że Cain nie miał tego wyczucia. Miał je, miał go bardzo dużo. Po prostu je perfidnie ignorował. - Niby nie dama, a królewskie pokłony. Brawo. - Klasnął dwa razy nawet w dłonie. A żeby to zrobić to coś musiał też zrobić z tym wiankiem, więc koniec końców - włożył go na głowę. I to był moment, w którym miał wrażenie, że jego mózg zaczął pracować na aż zbyt wysokich obrotach. Jednocześnie obrotach, które mógł swobodnie kontrolować. Niebezpieczne. Te przeklęte wianki, wszystkie po kolei, były niebezpieczne! Sięgnął znów po ten wianek, obejrzał go w dłoniach, wsadził na głowę jeszcze raz... no tak. Ewidentnie był to efekt wianka. - Gdzie można tu dorwać te lody? Jest poza nimi coś ciekawego do zobaczenia? - Zagaił, chociaż rzeczywiście - nie zamierzał im zajmować dużo czasu. Skoro byli na tej randce to niech się pobawią, nie będzie tutaj siary kuzynowi robić. Szczególnie, że jego partnerka ewidentnie potrzebowała upuścić trochę energii. A Cain miałby na to przynajmniej jeden pomysł i nie zawierał on w sobie osób trzecich. Leon raczej też nie potrzebował skrzydłowego w swoich podbojach. Ewidentnie świetnie sobie radził. A z Caina był taki skrzydłowy, że kobiety prędzej uciekały niż cokolwiek innego.