17.11.2022, 18:38 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.11.2022, 18:39 przez Castiel Flint.)
Chyba potrzebował tej jednej łagodnej nuty w jej głosie aby "odetchnąć" ale tak wewnątrz siebie. Naprawdę chciał jej pomóc - nie powinna się z tym męczyć i tym stresować. Za każdym razem zalewała go krew kiedy uzmysławiał sobie, że niewiele może zrobić. To dlatego próbuje osiągnąć coś niemożliwego - nie tylko "leczyć" efekty klątwy ale całkowicie je niszczyć, doszczętnie, tak aby zostało po nich tylko blade wspomnienie.
- Zajmuję się tylko twoją klątwą - wiem, ale jeśli mógłbym jeszcze jakoś po... - zaciął się kiedy zdał sobie sprawę, że na wpół świadomie próbował wyjść z relacji służbowej i oferować "więcej" niż wymaga tego kodeks pracy. Uciekł wzrokiem i wyraźnie zrobiło mu się niezręcznie.
- Wybacz. - wydusił z siebie i miał nadzieję, że zgodnie oboje będą udawać, że te słowa nie miały miejsca. Castiel był bardzo czuły na punkcie konwenansów i tego co wypada robić a co nie. Zdecydowanie potrzebował rozrywki i ujrzenia drugiej twarzy świata gdzie można buntować się i być sobą bez patrzenia na zasady i maniery.
- Nie daj się zamknąć w sobie przez klątwę. Jesteś w stanie sobie z nią poradzić. Jesteś młoda, pełna energii i sił. Możesz to opanować do takiego stopnia, że jedynie herbata zabulgocze w twojej filiżance kiedy ktoś podniesie ci ciśnienie. Jestem pewien, że to w sobie wypracujesz. - złapał jeden oddech zanim kontynuował, a ta charakterystyczna pauza zdradzała obecnosć pewnego rodzaju napięcia w powietrzu.
- Mówisz, że jesteś uparta. Pokaż tej klątwie, że nie ma z tobą szans i nigdy więcej nad tobą nie zapanuje. - rzadko mógł wypowiedzieć takie słowa, bardzo rzadko. Wiele klątw było w stanie zniszczyć czyjeś życie bądź utrudnić je do stopnia wegetacji. W sytuacji Heather była szansa na zrównoważenie... póki nie zostanie odnaleziony ten posąg. Muszą dowiedzieć się czy jego zniszczenie faktycznie zakończy działanie wodnych klątw.
Poczuł na sobie jej intensywniejsze spojrzenie i nieświadomie wstrzymał oddech, ale nie odwzajemniał się tym samym bo po prostu nie umiał utrzymywać tak długo wzroku w czyichś tęczówkach. Kiedy zadrżał jej głos to musiał przyzna sam przed sobą, że cierpiące kobiety budziły w nim coś dziwnego - taką żądzę odnalezienia rozwiązania za wszelką cenę. W jego oczach kobiety były zdecydowanie delikatniejsze i bardziej kruche od mężczyzn. Tak został wychowany i tak je widział w kwestii fizyczności. Jeśli zaś chodzi o umysł i wolę to mogłyby zadziwić niejedną osobę.
- Nie będziesz zawsze "taka". - zmarszczył trochę brwi i powoli, bardzo ostrożnie zamknął książkę. - Będziesz lepsza niż teraz bo sobie z tym poradzisz, Heather. Ja wciąż będę szukał rozwiązania i jeśli znajdę chociażby pojedynczy schemat, który mógłby osłabić działanie tej klątwy to od razu wyślę do ciebie swojego patronusa, aby nie bawić się w papirologię. - zapewnił i powoli, niespiesznie schował tom do walizki, której wieko również zostało cicho zamknięte.
- Zajmuję się tylko twoją klątwą - wiem, ale jeśli mógłbym jeszcze jakoś po... - zaciął się kiedy zdał sobie sprawę, że na wpół świadomie próbował wyjść z relacji służbowej i oferować "więcej" niż wymaga tego kodeks pracy. Uciekł wzrokiem i wyraźnie zrobiło mu się niezręcznie.
- Wybacz. - wydusił z siebie i miał nadzieję, że zgodnie oboje będą udawać, że te słowa nie miały miejsca. Castiel był bardzo czuły na punkcie konwenansów i tego co wypada robić a co nie. Zdecydowanie potrzebował rozrywki i ujrzenia drugiej twarzy świata gdzie można buntować się i być sobą bez patrzenia na zasady i maniery.
- Nie daj się zamknąć w sobie przez klątwę. Jesteś w stanie sobie z nią poradzić. Jesteś młoda, pełna energii i sił. Możesz to opanować do takiego stopnia, że jedynie herbata zabulgocze w twojej filiżance kiedy ktoś podniesie ci ciśnienie. Jestem pewien, że to w sobie wypracujesz. - złapał jeden oddech zanim kontynuował, a ta charakterystyczna pauza zdradzała obecnosć pewnego rodzaju napięcia w powietrzu.
- Mówisz, że jesteś uparta. Pokaż tej klątwie, że nie ma z tobą szans i nigdy więcej nad tobą nie zapanuje. - rzadko mógł wypowiedzieć takie słowa, bardzo rzadko. Wiele klątw było w stanie zniszczyć czyjeś życie bądź utrudnić je do stopnia wegetacji. W sytuacji Heather była szansa na zrównoważenie... póki nie zostanie odnaleziony ten posąg. Muszą dowiedzieć się czy jego zniszczenie faktycznie zakończy działanie wodnych klątw.
Poczuł na sobie jej intensywniejsze spojrzenie i nieświadomie wstrzymał oddech, ale nie odwzajemniał się tym samym bo po prostu nie umiał utrzymywać tak długo wzroku w czyichś tęczówkach. Kiedy zadrżał jej głos to musiał przyzna sam przed sobą, że cierpiące kobiety budziły w nim coś dziwnego - taką żądzę odnalezienia rozwiązania za wszelką cenę. W jego oczach kobiety były zdecydowanie delikatniejsze i bardziej kruche od mężczyzn. Tak został wychowany i tak je widział w kwestii fizyczności. Jeśli zaś chodzi o umysł i wolę to mogłyby zadziwić niejedną osobę.
- Nie będziesz zawsze "taka". - zmarszczył trochę brwi i powoli, bardzo ostrożnie zamknął książkę. - Będziesz lepsza niż teraz bo sobie z tym poradzisz, Heather. Ja wciąż będę szukał rozwiązania i jeśli znajdę chociażby pojedynczy schemat, który mógłby osłabić działanie tej klątwy to od razu wyślę do ciebie swojego patronusa, aby nie bawić się w papirologię. - zapewnił i powoli, niespiesznie schował tom do walizki, której wieko również zostało cicho zamknięte.