Wolała nie mieszać, kiedy nie znała całej sytuacji. Zrobiła, co mogła, żeby ostrzec Rolpha, miała nadzieję, że nawet przez chwilę nie przestanie być czujny. Nie chciała wysnuwać wniosków, które mogły okazać się nieprawdziwe, miała zamiar nieco bardziej zainteresować się sprawą, może trochę powęszyć, popytać najbliższych sobie śmierciożerców, może wtedy uda jej się złożyć informacje, które posiadała w całość. Nie powinno to być takie trudne. Nie chciała też się kłócić z narzeczonym o decyzje, które podjął w przeszłości. Zadecydował o tym kilka lat temu, jej gadanie nic już nie zmieni, nie w tym momencie. To nie miało żadnego sensu, szczególnie, że ten dzień dał im się we znaki. Miała wrażenie, że ostatnio fortuna nie do końca im sprzyja.
- To prawda, Ministerstwo od dawna ma problemy, ale nie ma się czemu dziwić, skoro jest pełne szlam. - Uważała, że odpowiedzialni za ten chaos byli muglacy, którzy zaczęli zajmować wysokie stanowiska. Nie mieli żadnego doświadczenia w tym, jak działa czarodziejski świat, siali zamęt, doprowadzali do jego zagłady. Na całe szczęście byli jeszcze na świecie ludzie tacy jak oni, którzy zamierzali przywrócić stary porządek.
- Zdaję sobie sprawę, że musi to być dla ciebie bardzo trudne i bolesne, ten cały bałagan. Patrząc na twoje przyzwyczajenia i upodobania nawet nie potrafię sobie wyobrazić twojej irytacji. - Rolph lubił porządek, nie miałaby oporów przed tym, żeby określić go pedantem.
Czuła, że alkohol zaczyna krążyć jej w żyłach. Nie wypiła może zbyt wielkiej ilości, jednak dla osoby, jak ona, która raczej unikała takich trunków było to dostrzegalne. Rodolphus wyciągnął kieliszek z jej dłoni, nie spodziewała się jednak tego, co zrobił później.
Jednym, zgrabnym ruchem spowodował, że znalazła się pod nim, oparta o kanapę, można by rzec, że w potrzasku. Mógł dostrzec na jej twarzy zaskoczenie, spowodowane jego postępowaniem. Odpowiadało jej jednak to, że jej posłuchał. Czas najwyższy odejść od tych niewygodnych tematów i zająć się bardziej przyjemnymi rzeczami.
Wpatrywała się w te jego stalowe tęczówki, spojrzenie, które mogłoby zamrażać, ale było zupełnie przeciwnie, nie było tu żadnego chłodu. Czuła ciepło jego dłoni, którą położył na jej policzku. Uśmiechnęła się przy tym ciepło. Był zawsze taki delikatny, i ją zaczęło palić gdzieś w środku, gdy jego palce zaczęły wędrówkę po jej ciele. Bardzo dobrze wiedział, jak odwrócić uwagę Trixie od problemów, jak te, które były istotne chociaż chwilę temu. Skupiła swoją całą uwagę na Rolphie, nic innego nie miało jej zawracać głowy. Była prawdziwą szczęściarą, że ich rodzice zadecydowali o tym, że to właśnie ze sobą spędzą resztę życia. Z początku nieco sceptycznie była nastawiona do tego, że chcą ją oddać, jak jakieś zwierzę. Zmieniło się to jednak, kiedy dowiedziała się o tym, kogo wybrali jej na przyszłego męża. Rodolphus od zawsze był blisko, pełen tego uroku osobistego, wiedziała, że miał wiele adoratorek, obgadywali je zresztą z Rabastanem. Widzieli, jak się nimi bawi, bała się trochę na początku, że ją też kiedyś rzuci w kąt, jednak bardzo szybko rozwiał jej obawy. Dbał o nią, jak nikt inny dotąd, poświęcał jej dużo uwagi i pozwalał na wiele, nie chciał jej ograniczać, co było dla Trixie bardzo istotne. Myślała o tym wszystkim, gdy wpatrywała się w jego oczy, kiedy jego twarz znajdowała się tuż przed jej.
Poczuła jego palce, które zacisnęły się na jej biodrze, sama zaś prawą rękę zawiesiła mu na szyi, żeby zbliżyć się do niego jeszcze bardziej. - Już niedługo. - Zbliżał się moment, w którym staną się czymś więcej niż narzeczeństwem, nie panikowała wcale z tego powodu, wręcz przeciwnie. Gdy zostanie żoną Rolpha będzie pewna, że spędzą razem resztę życia, zaręczyny zawsze można było zerwać. Nie, żeby im to groziło. Ciągnęło ją do niego, jak ćmę do światła.
Nagły pocałunek palił niczym ogień. Zaskoczenie szczypało, jednak bardzo szybko przeszło w coś zupełnie przeciwnego, przyjemnego. Czuła pożądanie, które zaczęło powoli wypełniać jej ciało. Kiedyś pewnie walczyłaby z tym uczuciem, trudno jej było pogodzić się z tym, że nie jest w stanie do końca nad sobą panować, że tak trudno było jej się zachowywać właściwie. Może jednak o to właśnie chodziło, żeby znalazła się taka osoba, która byłaby w stanie rozpalić coś, co siedziało bardzo głęboko. Przyciągnęła go do siebie jeszcze bardziej, chciała mieć pewność, że jej nigdzie nie ucieknie.