Dawniej, uważała się Brenna jest na tym punkcie nieco przewrażliwiona. W jej oczach było to zboczenie zawodowe, ale szanowała to; dało się przyzwyczaić do tego, że za każdym razem kiedy została poczęstowana jakimiś słodyczami pochodzącymi spoza Nory Norki, bardzo podejrzliwie im się przyglądała, nim wzięła pierwszego gryza. Teraz zaczynała rozumieć, co kierowało jej kuzynką.
Kiwnęła głową, najpierw bardzo powoli, jakby rozważała wszelkie za i przeciw tego, co zostało jej zaproponowane. W rzeczywistości, przetrawiała słowa Brenny. Istniał ruch oporu. A ona otrzymała właśnie szansę, by zrobić coś więcej; nawet, jeżeli mogło się to wiązać z bardzo wieloma, niekoniecznie przyjemnymi konsekwencjami. Ile można było czekać bezczynnie? Jak mogła wycofać się, dbając wyłącznie o swój komfort, udawać że problem jej nie dotyczy? Koniec końców, była Longbottom - mimo, że Tiara zagrała jej na nosie i zdecydowała inaczej, drzemało w niej coś, czego nie dało się zignorować.
- Pomogę Wam. Dokładnie tak, jak dotychczas pomagałam Tobie. Bez informowania personelu Mungo - odpowiedziała poważnie, posyłając spojrzenie kuzynce. Mimo, że jej twarz była blada a oczy podkrążone, można było dostrzec w nich coś, co po ostatnim sabacie znacznie przygasło. Iskrę determinacji i zawziętości, typową dla nazwiska, jakie nosiła. W jej głowie pojawiło się pytanie, którego jednak nie mogła zachować dla siebie - Myślisz, że to dlatego tata został zabity? - zapytała otwarcie i mimo trudnego tematu, jej słowa brzmiały spokojnie, wręcz neutralnie, jakby zadawała pytanie o pogodę czy o to, jak jej minął dzień w pracy.
Kiwnęła głową ponownie. Wiedziała, że coś się dzieje - Nie zdradzaliście szczegółów, więc nie dopytywałam - odpowiedziała, a kącik jej ust uniósł się lekko. Mimo, że teoretycznie powinna czuć się wykluczona, ani przez moment nie miała swoim bliskim tego za złe. W przeciwieństwie do nich, nie była aurorem ani brygadzistką. Nie miała na co dzień do czynienia ze złem, a jej życie nie było zagrożone. Ale teraz, po tym co wydarzyło się na Sabacie? Teraz już nikt nie był bezpieczny. A ona nie mogła już dłużej siedzieć bezczynnie - To on jest odpowiedzialny... za ten ruch oporu? - zapytała, celowo przeciągając zdanie, jakby zawahała się i w międzyczasie szukała odpowiedniego słowa, jakim mogłaby to określić.
beauty and terror
just keep going
no feeling is final