— Po co się ograniczać, nie? Po prostu powiedz, że marzy Ci się noc poślubna w tak młodym wieku — powiedział, jak gdyby nigdy nic.
Chociaż wesele brzmiało wspaniale, tak można było brać w takowym udział wiele razy. Noc poślubna była zaś czymś o wiele bardziej wyjątkowym. Zdarzała się rzadziej. Zazwyczaj, bo czasami mogła więcej. Jeśli poprzedni związek małżeński się nie udał. Cóż, tak też bywało w życiu. Przynajmniej można było zatrzeć traumatyczne wspomnienia po poprzedniej miłostce.
O chuj mi chodzi, zaczął się zastanawiać Lupin, powoli gubiąc się w swoich własnych myślach. W jednej chwili miał wrażenie, że wyprzedzał swój proces względnie-logicznego myślenia, a czasami sądził, że na nim nie nadążał. Eh, to zdecydowanie był jeden z tych dni, gdy lepiej było nie kwestionować zarówno swoich przemyśleń, jak i działań. Lepiej było po prostu płynąć z prądem.
— To się lepiej, kurwa, postaraj, bo drugiej szansy możesz nie dostać! — krzyknął, starając się nie pozwolić, aby wada wymowy wpłynęła na jego mowę. Jakoś tak magicznie, akurat, gdy musiał skrzyczeć Rudą, to wszystko działało, jak należy. Szok. Szkoda tylko, że nie trwało to znowuż tak długo.
Spojrzał z załzawionymi oczami na Charliego, jakby ten właśnie mu powiedział, że go nienawidzi i zamierzał zostawić na pastwę ptactwa zamieszkującego okolice tego parku. Otworzył usta raz, potem drugi, aż koniec końców spuścił głowę w dół, wbijając wzrok w chodnik.
— J-j-jak m-możesz być taki p-p-podły! — wyjąkał Cameron, który nagle zrobił się nad wyraz emocjonalny pod wpływem traumatycznych zdarzeń jakie miały miejsce w parku. Ton głosu przyjaciela sprawiał, że miał ochotę się rozpłakać nad swoją niemocą. Przecież to nie była jego wina, że ta przerośnięta kaczka była taka zręczna i ruchliwa. Na stażu, gdy musiał leczyć ludzi, to zazwyczaj nie byli tak ruchliwi i łatwiej się nimi zajmowało. To zwierzę wymykało się jednak podobnym stereotypom. — P-p-próbowałem w-w-was r-ratować, a-a Ty mi m-m-mówisz t-takie rzeczy!
Spojrzał ze strachem na swoją dłoń, jakby nie dowierzał słowom Charliego. Jak to dwa?! Jakim prawem?! Jak on teraz będę pracował bez dwóch palców? Czy to znaczy, że będą musieli rzucać dwa razy zaklęcie, żeby zszyć to cholerstwo? Słabo mi, pomyślał były uczeń Ravenclawu, starając się zachować jednak minimalną jasność umysłu, co było wyjątkowo trudne, biorąc pod uwagę, jak bardzo pogrążona w mroku była jego pusta głowa.
— P-p-przyjaciele d-dzielą się w-wszystkim, nie słyszałeś? — mruknął, bo w tej chwili był to najbardziej logiczny wniosek, na jaki było go stać. Ponownie skupił wzrok na swojej ręce, starając się zrozumieć, co tak naprawdę zaszło.
Dopiero odgłosy plusków wody sprawiły, że poderwał wzrok w kierunku Rudej, jak gdyby dopiero teraz zdał sobie sprawę z tego, że dalej tu jest i wciąż walczy z ptactwem o przetrwanie. Otworzył szerzej oczy, nachylając się do przodu, co by lepiej widzieć. Ciężko mu było się zgodzić z komentarzem Rookwooda, jednak musiał przyznać, że ta nowa rewelacja była dosyć niepokojąca.
— M-m-może w ten sposób chce z-zdobyć dominację — podrzucił na wszelki wypadek, odpełzając kawałek w bok. Kto wie, jaki będzie kolejny krok Heather w celu ujarzmienia tego niestandardowego rumaka.
Rzut na percepcję.
Rzut pozytywny: Cameron dostrzega błąd Charliego i cieszy się z tego, że jednak nie jest w tak złym stanie, jak pierwotnie zakładał
Rzut negatywny: Cameron sądzi, że gęś faktycznie odgryzła mu oba palce
Akcja nieudana