• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[11.07.1972] Nie Laurent tylko Laura | Laurent & Victoria

[11.07.1972] Nie Laurent tylko Laura | Laurent & Victoria
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#16
02.12.2023, 15:44  ✶  

Niestety to dosłowne rozwiązanie problemu z drugą osobą działało chyba tylko wtedy, jeśli nic cię z tą drugą osobą nie łączyło. Albo jeśli łączyło wszystko. Wszystko pomiędzy, wszystkie większe znajomości i przyjaźnie potrafiły się od tego momentu mocno pokomplikować, niekoniecznie w tą dobrą stronę, choć to też zależało od tych osób i ich intencji. Tak przecież zaczęła się ta dorosła, nie szkolna, znajomość Laurenta i Victorii – ale nic ich wtedy nie łączyło, więc nie miało co się zepsuć. A potem to po prostu sobie… ewoluowało i miało szansę się nie schrzanić, bo ta przyjaźń nie miała nic wspólnego ze związkiem i żadne z nich tego nie oczekiwało. Laurent niczego nie był jej winien, w ogóle nie tak patrzyła na ich relację. Nie upatrywała w niej żadnych wymiernych korzyści i nie uważała, by musiała tutaj następować jakaś równowarta wymiana. Cieszyła się, jeśli mogła Laurentowi jakoś pomóc i jak zawsze – daleka była od oceniania, bo ten świat nie był czarno-biały. Swoich bliskich ludzi naprawdę rzadko oceniała, zwykle starała się znaleźć jakieś logiczne wytłumaczenie na różne decyzje, zwłaszcza te, które były błędne i powodowały tylko więcej problemów. Chyba nie dała mu nigdy powodu, by mógł sądzić, że nie zostałby zaakceptowany? Albo że kazałaby mu sobie pójść? Choć rzecz jasna mnóstwa rzeczy nie wiedziała.

Mężczyznom czerwień nie pasowała, potrafili wyglądać wtedy jak klaunowie, ale kobiety to co innego; mogły dobrać do tego śliczne dodatki, ułożyć włosy, pomalować się i nie wyglądały ani trochę śmiesznie. Wiele zależało od kroju ubioru tak naprawdę, a spodnie i garnitur w męskim wydaniu wyglądały po prostu… jakby coś było nie tak. Może to przez buty jakie nosili. Przez koszule, jakie były pod spodem? Przez brak odpowiedniego odcienia różu na policzkach? Coś w tym po prostu było. A taka blondyneczka, jaką teraz był Laurent, naprawdę nie będzie źle w czerwieni wyglądać, była o tym przekonana. Będzie się rzucać w oczy nie tylko ze względu na wzrost… Co powodowało, że musieli wybrać nieco dłuższą sukienkę, by nie wyglądał groteskowo i być może cos będzie trzeba poprawić zaklęciem, by dopasować to do sylwetki Laurenta; Victoria miała chyba większe wcięcie w talii, ale prawdę mówiąc to pod obecną koszulą Laurenta trudno jej to było odpowiednio ocenić.

Wiedziała, że nawet jeśli dotychczas Laurent tego nie zauważył, zaaferowany wszystkim co mu się przytrafiło, kombinujący by zobaczyć na własnej skórze jak to jest być faktycznie kobietą (ciekawość zabiła kota…), to gdy teraz podsunęła mu praktycznie pod nos swoje dłonie, to w końcu to zauważy. Dotrze do niego. Zauważy brak czegoś, co nosiła przez ten czas od Beltane, co właściwie było jej kotwicą, gdy w Limbo jej dusza była rozrywana na kawałki tak, że nie wiedziała, gdzie jest jej początek, a koniec duszy, która wciągnęła ją w wir. To ten cholerny pierścionek na palcu przypominał jej, że ma do czego wracać, że nie powinna tam zostać, że musi odwrócić ten cykl. Na pewien sposób Sauriel uratował jej życie, choć nie miał o tym zielonego pojęcia. Może powinna mu o tym powiedzieć. Zupełnie nie myślała też co zrobić z tym pierścionkiem. Zwrócić mu? Chyba powinna. Nie wiedziała…

– Wiem – powiedziała, chociaż to, co miała na myśli, to „musi być, musi”. Bardzo chciała, żeby było lepiej. Westchnęła tylko dość ciężko, gdy delikatna, teraz kobieca, dłoń Laurenta pogładziła ją po policzku. Czemu nie napisała? Bo tuż po tej kłótni stulecia wylądowała w pubie i siedziała tam z Saurielem, a potem po nocy się szlajali bez sensu po Londynie, bo wampir zażyczył sobie lodów, a ona bardzo nie chciała wracać do domu – wiec nie wróciła, a jej sowa właśnie tutaj była. Kolejnego dnia poszła do pracy, umiała myśleć tylko o tym, że musi zacząć się przenosić do Londynu pod nosem matki, bo ta gotowa ją jednym rozkazem zostawić w Dolinie, a nie chciała. A potem była zresztą zaaferowana tym, by do końca dopiąć dla tego cholernego wampira możliwość wyjścia na słońce choć raz. I jeszcze po drodze miała spotkanie z Rosierem… Cały ten czas odsuwała to wszystko od siebie, dlatego nie napisała. Zesztą nie wiedziała nawet co napisać; „hej, znowu jestem wolna”? To by od razu mogło coś sugerować, a naprawdę jej życie i uczucia nie kręciły się wokół spraw łóżkowych i absolutnie nie chciała by to tak wyglądało pomiędzy nią a Laurentem – żeby pomyślał, że ona coś od niego chce. Nie było tak. Miała mu napisać „zostałam przeklęta na dwa miesiące i tydzień”? Bo dokładnie tyle trwało jej narzeczeństwo z Rosierem i tyle trwało narzeczeństwo z Saurielem. Co do, kurwa, dnia. „Rzucił mnie”? Po prostu nie umiała znaleźć na to odpowiednich słów, nie zastanowiła się nad tym. I tak pozwoliła by minęły trzy dni. A teraz układankę Laurent układał sam, zresztą nie było to nazbyt trudne, wystarczyło zadać dwa odpowiednie pytania i już widać było, że coś jest mocno nie tak.

– Nie jest tam tak źle. Ale na pewno przyda się wymienić trochę rzeczy – przyznała. Może właściwie powinna się tym zająć teraz, póki całkiem się tam nie przeniosła? Jakoś o tym nie pomyślała… I kiedy tak stała przed Laurentem, kiedy pytał, czy chciałaby mu o tym opowiedzieć… miała wrażenie, że znowu coś w niej pęka, choć nie w takim stopniu jak z matką. Po prostu wyciągnęła do niego ręce, żeby przylgnąć do niego, swoim zimnym ciałem, przytulić się. Westchnęła kilka razy. – To mieszkanie jest w Londynie, kupiłam je już dawno w sumie, raczej na zasadzie, że aaa może się kiedyś przyda i tak sobie stało nieużywane. Czasami tam wpadałam, jak za bardzo popiłam na Pokątnej i to tyle w zasadzie. Więc dobrze się stało, że jest, nie muszę się teraz tym zajmować – to nie było docelowe miejsce, w którym chciałaby mieszkać na stałe, jednak nie dało się ukryć, że kamienica na Pokątnej to naprawdę wspaniała miejscówka, bo wszędzie było blisko i było tam też całkiem bezpiecznie, patrole na Pokątnej były regularne. – A to wszystko to pokłosie… wiesz zresztą czego. Widziałam się od tamtego czasu z Saurielem kilka razy – puściła w końcu Laurenta i odsunęła się trochę, a w końcu podeszła do stolika by posłodzić swoją herbatę w filiżance i się napić. Łatwo było dojrzeć, że temat trochę ją stresował. – Nie jest z nim dobrze, wręcz jest bardzo źle. Zamknął się w sobie i jakby mu pozwolić, to nic by nie robił – jej to wyglądało jak depresja. Jakby w końcu cos się w nim przełączyło i cały syf ostatnich lat spłynął na niego, nie mógł go już dźwignąć i… I dlatego wczoraj była go wyciągnąć na łąkę. – Nie wiem co zrobił i co powiedział ojcu, ale to oni zerwali zaręczyny – a może pogroził mu, że znowu spróbuje się zabić? Już raz go tknęło, że może tak całkowicie stracić syna, to może to było karta przetargową? Nie wiedziała. Wiedziała tylko jaki był efekt i skutek. – Matka nie przyjęła tego dobrze. Wyrzuciła mi, że do niczego się nie nadaję. Że to moja wina i wszystko psuję. I… inne takie – chociaż Victoria nie była jej dłużna, bo nie widziała w tym swojej winy. Zresztą ten jeden raz wykrzyczała matce, że to ona całe życie mówiła jej że jej rolą jest urodzić dziecko, a potem zaręczają ją z wampirem, a potem to do niej ma pretensje i zastrzeżenia. Zresztą wylewanie żali zaczęło się wtedy ogólne i o wszystko. – Ojciec wyczuł, że będzie grubo, więc zabrał Olivkę. Widziała początek kłótni, kiedy jeszcze nie było krzyków – może też dlatego Isabella nie miała zahamowań. I co prawda nie rzuciła na córkę żadnego Crucio, jak to Eryk miał w zwyczaju karać Sauriela, to działy się inne rzeczy.  Ale Victoria nie zamierzała nadstawiać policzka, tym bardziej ze cała sprawa ją też dotykała. Wyglądało to tak, jak w jej głowie, kiedy jej matka i babka stoczyły podobną kłótnie i walkę w domu. Tyle, że tym razem nikt nie miał czego komu zabrać. Victoria podejrzewała, że cała wściekłość Isabelli brała się z tego, że to nie ona rozdała te karty, to nie ona zerwała zaręczyny, a druga strona. Że nie było tak, jak chciała. – Nie chcę, żeby matka się zorientowała co robię, bo jeszcze mi powie, że mam zostać, a ja wtedy nie będę miała odwagi i jak kretynka się posłucham – czy wypalą ją z tego powodu z rodzinnego gobelinu?

Nie chciała. Była dumną przedstawicielką swojego rodu, nie chciała być wydziedziczona. Bo co będzie wtedy znaczyła? Ile będzie warta? Tyle, ile ktoś byłby w stanie za nią dać – czyli nic, jak powiedziała Laurentowi 2 tygodnie temu.

Nie powiedziała mu szczegółów, jakie zaklęcia leciały z jednej i drugiej strony, bo wiedziała, że Laurent nie lubił przemocy. Jej policzek był za to namacalnym dowodem, można się było zresztą domyśleć, że nie poleciał tylko jeden talerz.

– Nie rozmawiamy teraz ze sobą. Ja i matka. Unika mnie, ja jej, co mi trochę ułatwia sprawę, ale nie wiem jak długo to potrwa – nie wiedziała też kiedy dokładnie ostatecznie się wynieść. Ani czy poinformować matkę listownie, czy jednak znajdzie w sobie odwagę by jej powiedzieć w twarz, ze się wyprowadza. Odwlekała to trochę… ze strachu. Trochę o Olivię, chociaż to była tylko wymówka. Bardziej bała się o siebie. O konsekwencje, jakie będzie musiała na siebie wziąć.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Laurent Prewett (8535), Victoria Lestrange (9292)




Wiadomości w tym wątku
[11.07.1972] Nie Laurent tylko Laura | Laurent & Victoria - przez Laurent Prewett - 29.11.2023, 16:03
RE: [11.07.1972] Nie Laurent tylko Lucy | Laurent & Victoria - przez Victoria Lestrange - 29.11.2023, 23:49
RE: [11.07.1972] Nie Laurent tylko Lucy | Laurent & Victoria - przez Laurent Prewett - 30.11.2023, 00:44
RE: [11.07.1972] Nie Laurent tylko Lucy | Laurent & Victoria - przez Victoria Lestrange - 30.11.2023, 01:32
RE: [11.07.1972] Nie Laurent tylko Lucy | Laurent & Victoria - przez Laurent Prewett - 30.11.2023, 02:27
RE: [11.07.1972] Nie Laurent tylko Lucy | Laurent & Victoria - przez Victoria Lestrange - 30.11.2023, 13:51
RE: [11.07.1972] Nie Laurent tylko Lucy | Laurent & Victoria - przez Laurent Prewett - 30.11.2023, 15:05
RE: [11.07.1972] Nie Laurent tylko Lucy | Laurent & Victoria - przez Victoria Lestrange - 30.11.2023, 19:32
RE: [11.07.1972] Nie Laurent tylko Lucy | Laurent & Victoria - przez Laurent Prewett - 30.11.2023, 20:44
RE: [11.07.1972] Nie Laurent tylko Lucy | Laurent & Victoria - przez Victoria Lestrange - 30.11.2023, 23:14
RE: [11.07.1972] Nie Laurent tylko Lucy | Laurent & Victoria - przez Laurent Prewett - 01.12.2023, 00:22
RE: [11.07.1972] Nie Laurent tylko Laura | Laurent & Victoria - przez Victoria Lestrange - 01.12.2023, 02:18
RE: [11.07.1972] Nie Laurent tylko Laura | Laurent & Victoria - przez Laurent Prewett - 01.12.2023, 23:21
RE: [11.07.1972] Nie Laurent tylko Laura | Laurent & Victoria - przez Victoria Lestrange - 02.12.2023, 01:26
RE: [11.07.1972] Nie Laurent tylko Laura | Laurent & Victoria - przez Laurent Prewett - 02.12.2023, 12:37
RE: [11.07.1972] Nie Laurent tylko Laura | Laurent & Victoria - przez Victoria Lestrange - 02.12.2023, 15:44
RE: [11.07.1972] Nie Laurent tylko Laura | Laurent & Victoria - przez Laurent Prewett - 02.12.2023, 19:06
RE: [11.07.1972] Nie Laurent tylko Laura | Laurent & Victoria - przez Victoria Lestrange - 02.12.2023, 21:00
RE: [11.07.1972] Nie Laurent tylko Laura | Laurent & Victoria - przez Laurent Prewett - 02.12.2023, 21:44
RE: [11.07.1972] Nie Laurent tylko Laura | Laurent & Victoria - przez Victoria Lestrange - 02.12.2023, 23:02
RE: [11.07.1972] Nie Laurent tylko Laura | Laurent & Victoria - przez Laurent Prewett - 04.12.2023, 13:28
RE: [11.07.1972] Nie Laurent tylko Laura | Laurent & Victoria - przez Victoria Lestrange - 04.12.2023, 21:03
RE: [11.07.1972] Nie Laurent tylko Laura | Laurent & Victoria - przez Laurent Prewett - 04.12.2023, 23:43

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa