02.12.2023, 16:59 ✶
Jego oczy były dziwne - co idealnie się składało, bo doskonale współgrały z jego charakterem i zamiłowaniem do gierek oraz wywoływania dyskomfortu u innych. W przypadku Bellatrix jednak było inaczej. Tu nie było miejsca na gierki czy nawet na ich próby. Sam nie wiedział, kto miał większy wpływ na to, jak zaczął traktować kobiety: czy matka, której związek z ojcem obserwował, czy sam ojciec. A może to sama Bellatrix, którą przecież dobrze znał, przyjaźnił się nawet, a gdy rodziny dały im zielone światło, pokochał? Czy gdyby padło na inną kobietę, to czy zachowywałby się tak samo, czy może raniłby ją przy każdym spotkaniu? To były dobre pytania, celne, ale nikt nie znał na nie odpowiedzi.
W jego oczach rzadko kiedy można było dostrzec ciepło, jednak teraz stalowe tęczówki błyszczały. Nie wiedział, czy był w stanie odczuwać miłość, lecz gdy tylko patrzył na Bellatrix, gdy mógł opuścić gardę, wzrok mu łagodniał, podobnie jak rozluźniały się mięśnie twarzy. Uśmiechy, którymi ją obdarzał, były szczere i pochodziły z głębi serca. Czy to była definicja miłości? Nie miał pojęcia, ale według książek chyba tak. Czy byłby zdolny poświęcić się dla niej? Tego też nie wiedział, wiedział jednak, że gdyby tylko poprosiła, spaliłby cały świat. Na razie jednak czuł, jakby sam spalał się od środka. Czuł jak emocje powoli wypływają na wierzch, gdy patrzył w jej zaskoczone oczy, gdy czuł pod palcami jej ciepłą skórę. Westchnął, gdy oparła dłoń na jego karku. Czy ona w ogóle zdawała sobie sprawę z tego, jak na niego działała? Jak bardzo musiał się pilnować, gdy byli gdzieś razem, gdy ktoś przypadkiem ją dotknął, gdy niechcący potrącił?
Byli dla siebie stworzeni. Los ich połączył w tym a nie innym momencie. Gdyby zadecydowano o tym wcześniej, najpewniej by się nie udało. Gdyby później - mogłoby być za późno, by oboje zaczęli pałać do siebie tak silnym uczuciem. Jednak przeznaczenie zadecydowało o tym konkretnym dniu, o konkretnym roku. Gdyby nie byli sobie pisani, coś poszłoby po drodze nie tak, jak powinno. Rodolphus przesunął głowę i musnął rozgrzaną skórę na szyi Bellatrix. Znaczył ją pocałunkami, coraz bardziej niecierpliwymi, dłoń wsuwając głębiej pod sukienkę. Nigdzie się nie wybierał - ani teraz, ani nigdy. Była tylko jego. Jej ciało reagowało na niego tak, że przez myśl przeszło mu, że to może być właśnie definicja szczęścia. Rejestrował każde jej drżenie, gdy sięgał do zapięcia sukienki i nieznośnie powoli zsuwał ją z jej ciała, badał z lubością każdy zakamarek półnagiego ciała, kreśląc na nim znaki gorącymi palcami. Sam sięgnął do guzików koszuli i odpiął jeden, następnie drugi. Nie spieszył się, tak jak był niecierpliwy na początku, tak teraz z premedytacją przedłużał tę chwilę, bezwstydnie wpatrując się w zarumienione policzki, półprzymknięte oczy i rozchylone usta narzeczonej. Chciał wypalić sobie ten widok w pamięci na zawsze, by nigdy go nie zapomnieć.
W jego oczach rzadko kiedy można było dostrzec ciepło, jednak teraz stalowe tęczówki błyszczały. Nie wiedział, czy był w stanie odczuwać miłość, lecz gdy tylko patrzył na Bellatrix, gdy mógł opuścić gardę, wzrok mu łagodniał, podobnie jak rozluźniały się mięśnie twarzy. Uśmiechy, którymi ją obdarzał, były szczere i pochodziły z głębi serca. Czy to była definicja miłości? Nie miał pojęcia, ale według książek chyba tak. Czy byłby zdolny poświęcić się dla niej? Tego też nie wiedział, wiedział jednak, że gdyby tylko poprosiła, spaliłby cały świat. Na razie jednak czuł, jakby sam spalał się od środka. Czuł jak emocje powoli wypływają na wierzch, gdy patrzył w jej zaskoczone oczy, gdy czuł pod palcami jej ciepłą skórę. Westchnął, gdy oparła dłoń na jego karku. Czy ona w ogóle zdawała sobie sprawę z tego, jak na niego działała? Jak bardzo musiał się pilnować, gdy byli gdzieś razem, gdy ktoś przypadkiem ją dotknął, gdy niechcący potrącił?
Byli dla siebie stworzeni. Los ich połączył w tym a nie innym momencie. Gdyby zadecydowano o tym wcześniej, najpewniej by się nie udało. Gdyby później - mogłoby być za późno, by oboje zaczęli pałać do siebie tak silnym uczuciem. Jednak przeznaczenie zadecydowało o tym konkretnym dniu, o konkretnym roku. Gdyby nie byli sobie pisani, coś poszłoby po drodze nie tak, jak powinno. Rodolphus przesunął głowę i musnął rozgrzaną skórę na szyi Bellatrix. Znaczył ją pocałunkami, coraz bardziej niecierpliwymi, dłoń wsuwając głębiej pod sukienkę. Nigdzie się nie wybierał - ani teraz, ani nigdy. Była tylko jego. Jej ciało reagowało na niego tak, że przez myśl przeszło mu, że to może być właśnie definicja szczęścia. Rejestrował każde jej drżenie, gdy sięgał do zapięcia sukienki i nieznośnie powoli zsuwał ją z jej ciała, badał z lubością każdy zakamarek półnagiego ciała, kreśląc na nim znaki gorącymi palcami. Sam sięgnął do guzików koszuli i odpiął jeden, następnie drugi. Nie spieszył się, tak jak był niecierpliwy na początku, tak teraz z premedytacją przedłużał tę chwilę, bezwstydnie wpatrując się w zarumienione policzki, półprzymknięte oczy i rozchylone usta narzeczonej. Chciał wypalić sobie ten widok w pamięci na zawsze, by nigdy go nie zapomnieć.