02.12.2023, 19:12 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.12.2023, 19:32 przez Augustus Rookwood.)
Stresowało mnie przebywanie w pobliżu ojca, a na domiar złego byliśmy sami. Najchętniej orzekłbym, że jestem zajęty, że mam ciekawsze rzeczy do roboty niż pałętanie się z nim o Dolinie Godryka, ale jak to bywało w moim obyciu, nie byłem w stanie nic wydusić z siebie negatywnego, kiedy usłyszałem polecenie, tylko kiwnięcie głową, przyjęcie rozkazu, polecenia, prośby. Nieistotne, co to było, gdyż wypłynęło z ust ojca, kiedy oświadczył mi to podczas śniadania. Byliśy równi wzrostem, ale jednak nierówni rangą i siłą ducha.
Jedynym plusem w całej tej sytuacji było to, że się rozjaśniało, że poranek coraz bardziej odsłaniał przed nami zamgloną okolicę. Mgła właściwie coraz bardziej opadała, więc wkrótce miał nam się ukazać piękny dzień, a właściwie jego początek, jego zapowiedź. Kto wie? Może usłyszę dziś jakieś pozytywne wieści albo - wręcz przeciwnie - uratuję dziś komuś życie? Moja praca, właściwie jej charakter, raczej tego nie zapowiedziała, ale kto wie...?
- Rozglądam się - odparłem w odpowiedzi beznamiętnie, wypranym ze wszelkich emocji głosem. Niczym posąg. Pewnie nawet bym się nie ruszał, gdybyśmy nie szli do przodu, gdybym faktycznie nie szukał tej bramy, o której wspominał Ojciec i nie palił papierosa, bo też nie omieszkałem zapalić. Bardziej z nerwów niż dla elegancji, aby tylko mieć coś w rękach, coś robić i nie rzucać kurwami albo - co gorsza - zaklęciami w plecy własnego ojca. Zaśmiałbym się na tę myśl, bo przecież nie byłbym w stanie nic mu zrobić, bo go szanowałem i kochałem, ale... za bardzo nie było mi do śmiechu.
- Może zapytajmy przechodniów o sklep Lovegoodów. Odpowiednie osoby będą wiedziały, o kogo i co chodzi, a niewtajemniczeni - mówiłem, mając tu na myśli oczywiście mugoli - nie będą wiedzieli i po prostu wzruszą ramionami? - zaproponowałem, bo nic podobnego do magicznego przejścia nie widziałem. Nie bywałem, podobnie jak ojciec, w Dolinie Godryka, bo i po co, ale można było skorzystać z pomocy. Nawet jakiegoś mugola. Nie musieliśmy mu służyć wdzięcznością. Niech on nam służy informacją. Może coś gdzieś kiedyś zasłyszał, hę?
Cóż, poprawiłem mankiet wygodnego odzienia wierzchniego, idealnego na podobne eskapady po wsiach, po czym zaciągnąłem się ponownie papierosem. Głęboko, najgłębiej, bo też wpatrywałem się w pewien punkt w oddali. Nawet przystanąłem zaintrygowany. Czy to mogła być owa brama? Ciekawe, ciekawe. I miałem przeogromną nadzieję, że nie natknę się na tym padole łez na jakąkolwiek świnię. Aż mnie dreszcz przeszedł na podobną myśl i ewentualność.
Jedynym plusem w całej tej sytuacji było to, że się rozjaśniało, że poranek coraz bardziej odsłaniał przed nami zamgloną okolicę. Mgła właściwie coraz bardziej opadała, więc wkrótce miał nam się ukazać piękny dzień, a właściwie jego początek, jego zapowiedź. Kto wie? Może usłyszę dziś jakieś pozytywne wieści albo - wręcz przeciwnie - uratuję dziś komuś życie? Moja praca, właściwie jej charakter, raczej tego nie zapowiedziała, ale kto wie...?
- Rozglądam się - odparłem w odpowiedzi beznamiętnie, wypranym ze wszelkich emocji głosem. Niczym posąg. Pewnie nawet bym się nie ruszał, gdybyśmy nie szli do przodu, gdybym faktycznie nie szukał tej bramy, o której wspominał Ojciec i nie palił papierosa, bo też nie omieszkałem zapalić. Bardziej z nerwów niż dla elegancji, aby tylko mieć coś w rękach, coś robić i nie rzucać kurwami albo - co gorsza - zaklęciami w plecy własnego ojca. Zaśmiałbym się na tę myśl, bo przecież nie byłbym w stanie nic mu zrobić, bo go szanowałem i kochałem, ale... za bardzo nie było mi do śmiechu.
- Może zapytajmy przechodniów o sklep Lovegoodów. Odpowiednie osoby będą wiedziały, o kogo i co chodzi, a niewtajemniczeni - mówiłem, mając tu na myśli oczywiście mugoli - nie będą wiedzieli i po prostu wzruszą ramionami? - zaproponowałem, bo nic podobnego do magicznego przejścia nie widziałem. Nie bywałem, podobnie jak ojciec, w Dolinie Godryka, bo i po co, ale można było skorzystać z pomocy. Nawet jakiegoś mugola. Nie musieliśmy mu służyć wdzięcznością. Niech on nam służy informacją. Może coś gdzieś kiedyś zasłyszał, hę?
Cóż, poprawiłem mankiet wygodnego odzienia wierzchniego, idealnego na podobne eskapady po wsiach, po czym zaciągnąłem się ponownie papierosem. Głęboko, najgłębiej, bo też wpatrywałem się w pewien punkt w oddali. Nawet przystanąłem zaintrygowany. Czy to mogła być owa brama? Ciekawe, ciekawe. I miałem przeogromną nadzieję, że nie natknę się na tym padole łez na jakąkolwiek świnię. Aż mnie dreszcz przeszedł na podobną myśl i ewentualność.
Rzut N 1d100 - 8
Akcja nieudana
Akcja nieudana