02.12.2023, 19:44 ✶
Kobieta nie uśmiechnęła się. Traktowała rytuał poważnie - to była jej praca, a przypudrowana twarz mimo że nie była ściągnięta makijażem, pozostawała nieruchoma, tak jakby kobieta miała na sobie maskę. Przewodnik przetłumaczył to, co powiedzieli Laurent i Olivia. Dopiero wtedy Chinka odłożyła miseczkę na stół, ujęła długie zapałki i pociągnęła główką po drasce, zanim zaczęła mówić.
- Żeby uzyskać kilogram suszu, należy zebrać około dwustu tysięcy liści. Smaki herbaty różnią się od siebie nie dlatego, że istnieją różne odmiany tej rośliny, a dlatego, że są zbierane w inny sposób, rosną na innej glebie lub suszy się je i fermentuje inaczej - przewodnik mówił z wyraźnym akcentem, jednak oboje mogli go bezbłędnie rozumieć. Mówił cicho, acz wyraźnie, bez zająknięcia się. - Różnią się też ze względu na porę roku, w której się je zbiera. Zwykle dwa razy w roku: podczas pory suchej i deszczowej.
Kobieta skinęła głową, chociaż nie rozumiała ani słowa z konwersacji, a raczej monologu, który prowadził przewodnik. Powiedziała coś po chińsku, a jej oczy na moment zajaśniały.
- Mieliście rację, do tej herbaty dodano odrobinę jaśminu i wiśni, ale również uwędzono ją w ten sposób, by po zaparzeniu była wyczuwalna nuta dymu - przewodnik kiwnął głową w kierunku siedzącej pary i uśmiechnął się. On, w przeciwieństwie do kobiety, wcale nie musiał dbać o pozory.
Chinka ujęła delikatnie dzbanek, który był wcześniej postawiony na ceramicznym podgrzewaczu. Z jego dziubka nie wydobywała się jednak para, świadcząca o tym, że woda się zagotowała. Olivia wstrzymała oddech, odruchowo sięgając do ręki Laurenta. Posłała mu spojrzenie, które mówiło mówiłam ci, że nie wolno jej parzyć we wrzątku. Wyglądała na naprawdę dumną z siebie i zadowoloną, że potwierdziła się jej wiedza. Trochę jak dziecko, które właśnie dostało pochwałę.
- W zależności od rodzaju herbaty parzy się ją w innej temperaturze. Herbata, którą niedługo będziecie pić, jest czarna, zebrana w porze suchej, odpowiednio wysuszona i zwiędnięta. Podczas tego procesu liście kurczą się i tracą prawie połowę wody, którą mają. Liście tej herbaty zostały skruszone, podarte ręcznie i zwinięte. Zwykle służą do tego maszyny, lecz w przypadku najlepszych tradycyjnych herbat, podawanych przy ceremonii, stosuje się wyłącznie te susze, które są poddane obróbce ręcznej. Tak samo potraktowano skórki wiśni oraz kwiaty jaśminu - czarodziej, który z nimi siedział, nie wydawał się być pod wrażeniem tych informacji. Zupełnie jakby uczyli ich tego na pierwszym roku. Najpewniej jednak słyszał to po raz setny w swoim życiu, a któryś raz z rzędu od tej samej kobiety. Zdawało się, że mógłby sam przekazać im tę wiedzę, lecz wtedy nie byłoby to zgodne ze sztuką.
Kobieta najpierw wlała wodę do czajnika i czarek, a następnie z namaszczeniem wylała ją na chapan. Gorąca woda spłynęła między szparami prosto do tacki. Olivia przekrzywiła głowę, zerkając na Laurenta, bo to nie było coś, czego by się spodziewała. Kobieta przełożyła odpowiednią ilość suszu do sitka, a następnie umieściła je w dzbanku. Miało niezwykle drobne oczka, by odłamki liści nie przedostały się do wody. Kobieta zalała susz, a następnie oblała dzbanek gorącą wodą.
- To po to, by obudzić liście - wyjaśnił przewodnik, ogniskując wzrok na czajniku. - Czajnik oblewa się z zewnątrz, by usunąć kurz i zrównać temperatury. Pierwsze parzenie trwa nieco dłużej, budzenie liści sprawia, że uwalniają pełnię aromatu. Taka herbata nie nadaje się do picia.
Olivia uniosła brwi. Nie? To była jakaś nowość. Utkwiła wzrok w Chince, która rozlała herbatę do czarek, a następnie wylała herbatę z czajnika, tak jak zrobiła to wcześniej z wodą. Wszystko przeleciało przez bambusowe szpary.
- Nie pijcie jej, tylko powąchajcie. Zwróćcie uwagę na kompletnie inny zapach - pierwsza była kobieta, potem podała czarki Olivii i Laurentowi. Tym razem zapach był dużo bardziej intensywny - słodko-gorzki, wiśniowy, praktycznie nie było w nim czuć jaśminu. Na polecenie Chinki, która wcześniej wlała gorącą wodę do pustego dzbanka, odłożyli czarki. - Teraz odbywa się właściwe parzenie. Dopiero jak herbata będzie gotowa, pierwsze zaparzenie zostanie wylane z czarek. To dlatego, żeby miały one dobrą temperaturę.
Wyjaśnił mężczyzna, lekko kiwając głową w stronę kobiety. Wodziła ona wzrokiem od Laurenta do Olivii, a potem od Olivii do przewodnika. Delikatnie ujęła pierwszą czarkę w dłonie i wylała herbatę, a potem to samo zrobiła z kolejnymi dwiema.
- Po co się to robi? - Olivia nie do końca rozumiała sens tego, co właśnie widziała. Rytuał był naprawdę piękny, ale po pierwsze: strasznie dużo z tym było zachodu, a po drugie: trochę marnowali wodę. Czy to naprawdę miało jakiś wpływ?
- Pierwsze parzenie jest zbyt intensywne, liście oddają całą swoją moc w wodę. Herbata dominuje dodatki, przez to jest niezwykle mocna i często też niedobra. Spójrzcie, jaka jest teraz różnica w kolorze - faktycznie - drugie parzenie sprawiło, że herbata była dużo jaśniejsza. Również zapach, bo kobieta podała im oburącz czarki, był inny. Bardziej kwiatowy. - To możecie wypić. Pamiętajcie że to nie wrzątek, więc się nie poparzycie. Ale najpierw powąchajcie. Sugeruję z zamkniętymi oczami.
- Żeby uzyskać kilogram suszu, należy zebrać około dwustu tysięcy liści. Smaki herbaty różnią się od siebie nie dlatego, że istnieją różne odmiany tej rośliny, a dlatego, że są zbierane w inny sposób, rosną na innej glebie lub suszy się je i fermentuje inaczej - przewodnik mówił z wyraźnym akcentem, jednak oboje mogli go bezbłędnie rozumieć. Mówił cicho, acz wyraźnie, bez zająknięcia się. - Różnią się też ze względu na porę roku, w której się je zbiera. Zwykle dwa razy w roku: podczas pory suchej i deszczowej.
Kobieta skinęła głową, chociaż nie rozumiała ani słowa z konwersacji, a raczej monologu, który prowadził przewodnik. Powiedziała coś po chińsku, a jej oczy na moment zajaśniały.
- Mieliście rację, do tej herbaty dodano odrobinę jaśminu i wiśni, ale również uwędzono ją w ten sposób, by po zaparzeniu była wyczuwalna nuta dymu - przewodnik kiwnął głową w kierunku siedzącej pary i uśmiechnął się. On, w przeciwieństwie do kobiety, wcale nie musiał dbać o pozory.
Chinka ujęła delikatnie dzbanek, który był wcześniej postawiony na ceramicznym podgrzewaczu. Z jego dziubka nie wydobywała się jednak para, świadcząca o tym, że woda się zagotowała. Olivia wstrzymała oddech, odruchowo sięgając do ręki Laurenta. Posłała mu spojrzenie, które mówiło mówiłam ci, że nie wolno jej parzyć we wrzątku. Wyglądała na naprawdę dumną z siebie i zadowoloną, że potwierdziła się jej wiedza. Trochę jak dziecko, które właśnie dostało pochwałę.
- W zależności od rodzaju herbaty parzy się ją w innej temperaturze. Herbata, którą niedługo będziecie pić, jest czarna, zebrana w porze suchej, odpowiednio wysuszona i zwiędnięta. Podczas tego procesu liście kurczą się i tracą prawie połowę wody, którą mają. Liście tej herbaty zostały skruszone, podarte ręcznie i zwinięte. Zwykle służą do tego maszyny, lecz w przypadku najlepszych tradycyjnych herbat, podawanych przy ceremonii, stosuje się wyłącznie te susze, które są poddane obróbce ręcznej. Tak samo potraktowano skórki wiśni oraz kwiaty jaśminu - czarodziej, który z nimi siedział, nie wydawał się być pod wrażeniem tych informacji. Zupełnie jakby uczyli ich tego na pierwszym roku. Najpewniej jednak słyszał to po raz setny w swoim życiu, a któryś raz z rzędu od tej samej kobiety. Zdawało się, że mógłby sam przekazać im tę wiedzę, lecz wtedy nie byłoby to zgodne ze sztuką.
Kobieta najpierw wlała wodę do czajnika i czarek, a następnie z namaszczeniem wylała ją na chapan. Gorąca woda spłynęła między szparami prosto do tacki. Olivia przekrzywiła głowę, zerkając na Laurenta, bo to nie było coś, czego by się spodziewała. Kobieta przełożyła odpowiednią ilość suszu do sitka, a następnie umieściła je w dzbanku. Miało niezwykle drobne oczka, by odłamki liści nie przedostały się do wody. Kobieta zalała susz, a następnie oblała dzbanek gorącą wodą.
- To po to, by obudzić liście - wyjaśnił przewodnik, ogniskując wzrok na czajniku. - Czajnik oblewa się z zewnątrz, by usunąć kurz i zrównać temperatury. Pierwsze parzenie trwa nieco dłużej, budzenie liści sprawia, że uwalniają pełnię aromatu. Taka herbata nie nadaje się do picia.
Olivia uniosła brwi. Nie? To była jakaś nowość. Utkwiła wzrok w Chince, która rozlała herbatę do czarek, a następnie wylała herbatę z czajnika, tak jak zrobiła to wcześniej z wodą. Wszystko przeleciało przez bambusowe szpary.
- Nie pijcie jej, tylko powąchajcie. Zwróćcie uwagę na kompletnie inny zapach - pierwsza była kobieta, potem podała czarki Olivii i Laurentowi. Tym razem zapach był dużo bardziej intensywny - słodko-gorzki, wiśniowy, praktycznie nie było w nim czuć jaśminu. Na polecenie Chinki, która wcześniej wlała gorącą wodę do pustego dzbanka, odłożyli czarki. - Teraz odbywa się właściwe parzenie. Dopiero jak herbata będzie gotowa, pierwsze zaparzenie zostanie wylane z czarek. To dlatego, żeby miały one dobrą temperaturę.
Wyjaśnił mężczyzna, lekko kiwając głową w stronę kobiety. Wodziła ona wzrokiem od Laurenta do Olivii, a potem od Olivii do przewodnika. Delikatnie ujęła pierwszą czarkę w dłonie i wylała herbatę, a potem to samo zrobiła z kolejnymi dwiema.
- Po co się to robi? - Olivia nie do końca rozumiała sens tego, co właśnie widziała. Rytuał był naprawdę piękny, ale po pierwsze: strasznie dużo z tym było zachodu, a po drugie: trochę marnowali wodę. Czy to naprawdę miało jakiś wpływ?
- Pierwsze parzenie jest zbyt intensywne, liście oddają całą swoją moc w wodę. Herbata dominuje dodatki, przez to jest niezwykle mocna i często też niedobra. Spójrzcie, jaka jest teraz różnica w kolorze - faktycznie - drugie parzenie sprawiło, że herbata była dużo jaśniejsza. Również zapach, bo kobieta podała im oburącz czarki, był inny. Bardziej kwiatowy. - To możecie wypić. Pamiętajcie że to nie wrzątek, więc się nie poparzycie. Ale najpierw powąchajcie. Sugeruję z zamkniętymi oczami.