02.12.2023, 21:34 ✶
Już miał skoczyć w tłum, gdy poczuł szarpnięcie w przeciwną stronę. Obrócił głowę, chcąc machnąć ręką na osobę, która go próbowała powstrzymać, ale w porę zdał sobie sprawę z tego, że to była Elaine. Opuścił ręce, patrząc na dziewczynę spod byka. A ta co się wtrąca? Powiedziałby jej coś, pewnie coś porywającego że nikt nie ma prawa jej tak popychać a co dopiero wianków niszczyć, ale wtedy się odezwała. Jak ona go nazwała? Kochanie?
- Dobra, nie szarp mną - burknął, ale usta niemal od razu rozciągnęły mu się w szerokim, trochę przygłupim, uśmiechu. - Chodź, znajdziemy ci jakiś inny, ale ładniejszy.
No skoro prosiła, to nie mógł jej odmówić, nie? Przez chwilę przeszło mu przez myśl, żeby oddać jej swój wianek, ale Elaine zasługiwała na nowy, świeży, a nie taki przechodzony jak ten, który miał na głowie. Felix objął ją w talii i jeszcze tylko łypnął za siebie, czy ten duży kolos tu nie wraca (nie, żeby się bał, po prostu wolał się upewnić, że ten dryblas nie wróci), a potem wyprowadził dziewczynę z tłumu. Tym razem postanowił trzymać ją tak blisko, jak tylko mógł, żeby sytuacja się nie powtórzyła. I co z tego, że nie wjebał tamtemu typowi, jak i tak ratował sytuację? Dwa razy musiał wyciągnąć rękę, żeby przedrzeć się przez ludzi, którzy zmierzali w kierunku jakichś krzyków. Ale teraz liczył się wianek, a nie to zamieszanie przy straganie z watą. Potem zerknie, o co chodzi - przecież nie mogli chodzić tutaj bez wianka, skoro dama go chciała.
- Patrz, przerzedziło się trochę, a wianków mają jeszcze sporo. Bierz śmiało, w każdym będziesz wyglądać ślicznie - uśmiechnął się uroczo, tym uśmiechem który miał zarezerwowany tylko dla niej.
- Dobra, nie szarp mną - burknął, ale usta niemal od razu rozciągnęły mu się w szerokim, trochę przygłupim, uśmiechu. - Chodź, znajdziemy ci jakiś inny, ale ładniejszy.
No skoro prosiła, to nie mógł jej odmówić, nie? Przez chwilę przeszło mu przez myśl, żeby oddać jej swój wianek, ale Elaine zasługiwała na nowy, świeży, a nie taki przechodzony jak ten, który miał na głowie. Felix objął ją w talii i jeszcze tylko łypnął za siebie, czy ten duży kolos tu nie wraca (nie, żeby się bał, po prostu wolał się upewnić, że ten dryblas nie wróci), a potem wyprowadził dziewczynę z tłumu. Tym razem postanowił trzymać ją tak blisko, jak tylko mógł, żeby sytuacja się nie powtórzyła. I co z tego, że nie wjebał tamtemu typowi, jak i tak ratował sytuację? Dwa razy musiał wyciągnąć rękę, żeby przedrzeć się przez ludzi, którzy zmierzali w kierunku jakichś krzyków. Ale teraz liczył się wianek, a nie to zamieszanie przy straganie z watą. Potem zerknie, o co chodzi - przecież nie mogli chodzić tutaj bez wianka, skoro dama go chciała.
- Patrz, przerzedziło się trochę, a wianków mają jeszcze sporo. Bierz śmiało, w każdym będziesz wyglądać ślicznie - uśmiechnął się uroczo, tym uśmiechem który miał zarezerwowany tylko dla niej.