Pokręcił głową z delikatnym uśmiechem i poczochrał jej głowę, gdy powiedziała, że się o nich zawsze martwi. Nie lubił tego w innych ludziach, nie lubił czuć odpowiedzialności za zmartwienia innych ludzi, a nie chciał Florence dokładać problemów na głowę. Doceniał to, że zawsze służyła mu pomocą, że jak gdzieś się poharata to będzie mógł się do niej zgłosić, aby go złożyła w całość, ale jednak nie chciał, aby się martwiła. Wolał, aby po prostu cieszyła się życiem – tak jak on to robił. Przygarnął ją do siebie ramieniem, aby pokazać, że to docenia, a też nie chciał się z nią rozdzielić przypadkiem w tym tłumie. Jego łatwo będzie znaleźć ją niekoniecznie. Nigdy nie chciał, aby Flo czuła się odpowiedzialna za niego, on zawsze pakował się bardziej w kłopoty, zawsze pchał się tam, gdzie było niebezpiecznie i w miejsca, w których nie powinien być. Nie raz zwiedzał zakazany las, czy jaskinie tak ciemne, że każdy powinien się bać.
–Tak, masz rację – przytaknął na jej słowa rozglądając się po otoczeniu. Nie do końca był pewien, czy chciał znać swoją przyszłość. Nie ufał wróżbiarstwu, jasnowidztwu, wolał nie wiedzieć, co będzie jutro, bo to odbierało mu jednak ten urok tajemnicy, ale wiedział, że Flo jako osoba urodzona z tym darem miała potrzebę wiedzy na ten temat. On pakował się w kłopoty, ona te kłopoty przepowiadała, więc może miała w tym swój sposób zaspokajania swoich zmartwień? Nie wiedział, ale zostawił to dla niej, aby mogła mieć jakąś kontrolę nad światem.
– Oh, tak. On też lubi być królem. Niech sobie nim będzie, każdy ma swoje potrzeby. Pamiętaj, że jak zajdzie ci za skórę to daj mi znać. Jakoś spróbuje to załagodzić – dodał patrząc na nią prze krótką chwilę. Miał dobry kontakt z Edwardem, potrafił go zawsze w jakimś stopniu uspokoić, aby nie robił zamieszania, aby nie rozwalał wszystkiego dookoła. Uczył się jego wybuchów od małego, bo został wrzucony w jego ręce zaraz po urodzeniu, gdyż według rodziców Edward lepiej by się nim zajął. Miał czasami wrażenie, że jego brat bardziej traktował go jak swojego syna niż brata, ale zawsze przypominał mu o tym, że nie jest jego ojcem i żeby czasem spasował swoim zachowaniem, bo są na równi.
– Pokazują przyszłość – zauważył, gdy już przyszli do płomieni, a tam puścił ją, aby mogła zerknąć. – O kurwa – mruknął na swoją wizję, odsunął się od nich i spojrzał na swoją siostrzenicę. – I co zobaczyłaś? – zapytał. Sam poczuł jak ciężar spada mu z ramion, ale nie wiedział dlaczego, co się z tym wiązało. – Bo mi chyba Aydaya podrzuci dziecko – zażartował i zaciągnął się resztką dymu z papierosa, a następnie przydeptał go na ziemi, aby zgasł. Rozejrzał się dookoła, aby może zobaczyć coś ciekawego.
Rzut na percepcję
Sukces!