Gdy Felix odpuścił odetchnęła z ulgą i dała się mu objąć widząc, że buntownik w nim na chwilę przygasł. Uśmiechnęła się nawet ciepło, bo doceniała jego potrzebę walki o jej honor i inne cnoty, ale przemoc nigdy nie była rozwiązaniem. Nie lubiła jak ludzie wokół niej się bili, jak wpadali w kłopoty, a zwłaszcza z jej tytułu. Oparła nawet głowę o jego ramię i też objęła, aby trzymać się go blisko. Czuła się przy nim naprawdę spokojnie, dobrze i tak bardzo na miejscu, że nie była w stanie sobie wyobrazić tutaj, siebie, z kimś innym. Felix był odpowiednią osobą, aby być obok niej.
– Dziękuję – za to, że nie poszedłeś walczyć, za to, że jesteś przy mnie, za to, że nie dałeś się skrzywdzić, za to, że się tu po prostu pojawiłeś. Nie powiedziała tego głośno, ale pomyślała, bo cieszyła się, że był cały i zdrowy i prowadził ją znowu do wianków, gdzie mogła wybrać coś dla siebie nowego.
Jego ręka na jej talii sprawiała, że po ciele rozchodziło się przyjemne ciepło, rzadko się tak czuła, więc całą winę na te uczucia zwalała na sabat, na którym się znalazła. Rzadko udawało jej się wychodzić na obchody świąt. Zwykle ich unikała, bo nie chciała sprawiać kłopotów Alexandrowi. Gdy dotarli na powrót do wianków pochyliła się do kobiety i przyjęła nowy wianek.
– I jak? – zapytała Felixa uśmiechając się szeroko. – Idziemy do ognisk? Patrz jak cudnie tańczą! – zawołała wskazując miejsce, w którym kobiety tańczyły wokół ognisk. Były dosyć daleko, ale co nieco mogli dostrzec.
!wianki