Lycoris nie była przykładną panną z dobrego domu, a on... a Theon... Theon nie był nigdy tym synem, z którego rodzice mogliby być dumni. Zawsze sprawiał problemy. Zawsze coś zrobił nie tak jak zrobić powinien. Matka zwykła nawet twierdzić, że swoim podejściem utrudniał jej życie celowo; świadomie; że przez jego wybryki nabawi się kiedyś neurastenii pozaklęciowej.
Tego ostatniego rzecz jasna, nikt w rodzinie nie brał na poważnie.
Uwaga Lycoris, tycząca się tego jakoby nie był w stanie oderwać od niej oczu, nie sprawiła, że się speszył. W odpowiedzi na to natomiast się do niej uśmiechnął, ale nie dało się powiedzieć aby był to uśmiech z tych przepraszających. Sam Yaxley zresztą, po takie słowo jak przepraszam nie zwykł sięgać zbyt często. Musiałby sobie porządnie nagrabić. Musiałby z czymś mocno przesadzić.
- To przez to, że naprawdę pięknie dzisiaj wyglądasz. - wreszcie padł z jego ust komplement, którym powinien był ją przywitać. I zapewne zrobiłby to, gdyby nie myśli kotłujące się w jego głowie. Gdyby nie lekka nerwowość towarzysząca oczekiwaniu na jej pojawienie się przed restauracją. - Jeśli miałoby to być wadą, powinnaś zadbać o zdobycie kolejnych. - dodał, niejako udzielając tym samym odpowiedzi na pytanie. Może i nie było to prawdziwe, wszak każdy jakieś wady posiadał, ale mówiło sporo o tym, w jaki sposób ją widział. Dla niego nie miało to znaczenia, bo akceptował ją taką jaką była.
Również pod tą nieszczęsną postacią ministerialnej miss oschłości.
Zaśmiał się, kiedy zapytała go o te nieszczęsne żeberka. Z jego perspektywy było to trochę zabawne. Lycoris zastanawiająca się nad tym, co powinna zamówić w takim miejscu, nie była tą Lycoris, do której zdążył się przyzwyczaić. Niepostrzeżenie przywiązać przez długie lata znajomości.
- To zależy... - odpowiedział, kiedy udało mu się zapanować nad tym drobnym rozbawieniem. Nie wymagało to od niego zbyt wiele czasu. - ...czy będziesz korzystała ze sztućców. - nie sprecyzował przy tym czy problemem miałyby być sztućce, czy może raczej decyzja o rezygnacji z tej jakże istotnej zdobyczy cywilizacyjnej. Mogła wybrać sama, co miał na myśli. Może nawet byłaby w stanie trafić w punkt?
Kelner, który podszedł do ich stolika, skinął lekko głową, przyjmując do wiadomości, że będzie musiał jeszcze chwilę poczekać.
- Oczywiście. - odpowiedział Lycoris. Nie został przy tym odprawiony, dlatego nie ruszył w stronę kolejnych gości. Wyprostowany, ubrany w dość formalnie prezentujący się uniform, stał więc w odpowiedniej odległości od obsługiwanego właśnie stolika. Tak aby nie naruszyć ich przestrzeni osobistej siedzących przy nim osób. - Jeśli zechcieliby państwo skorzystać z mojej pomocy, mogę polecić dzisiejsze danie szefa kuchni, a także wino. Wczoraj otrzymaliśmy nową dostawę win z Francji. Nasi klienci bardzo sobie chwalą te pochodzące z Château Mouton Rothschild. - kelner odczekał kilka chwil, zanim ponownie zabrał głos, proponując to, co w lokalu mieli najlepsze, a przy tym również cholernie drogie. Mogli to na spokojnie sprawdzić, przewracając karty menu, docierając do listy dostępnych alkoholi. Osobno przedstawione zostały na niej szampan, wino, alkohole mocne takie jak whisky, gin, burbon czy wódka, na samym końcu znajdywał się niewielki wybór koktajli. Nie sposób było dostrzec czegoś tak prostego jak chociażby piwo. Aczkolwiek bądźmy szczerzy - kto szedł do tego rodzaju restauracji aby napić się właśnie jego? Na takie wyjścia wybierało się pierwszy lepszy pub.