Raczej nie witał gości nago, zazwyczaj starał się być chociaż połowicznie ubrany, bo mimo wszystko miał odrobinę godności do siebie, ale Brenna była ewenementem, który nigdy nie czekał na zaproszenie do jego domu, więc nic dziwnego, że stawali w niezręcznych sytuacjach. Właściwie to ona go przyłapywała na takich sytuacjach – on zawsze upewniał się, czy może wejść, czy nie zastanie jej w nieodpowiedniej sytuacji. Może i traktował ja jak kumpla, ale nie zapominał, że jest kobietą, więc starał się zachowywać jak dżentelmen. Lubił też to w Brennie, że nigdy nie chciała go wykorzystać, a on odwdzięczał się tym samym doskonale wiedząc, że nie powinien pakować się z nią w relacje, w której utknąłby w martwym punkcie, a ona nie pozwoliłaby mu ruszyć dalej, dlatego to co ich łączyło było odpowiednie – mimo, że z boku wyglądało dwojako.
Na jej słowa pokiwał głową i zakodował wszystkie szczegóły w swojej pamięci. Widząc jej cwaniacki uśmiech, ktry kojarzył mu się tylko i wyłącznie brakiem nudy sam nie mógł się powstrzymać od tego uśmiechu. Nie sądził, że Longbottom będzie w stanie u niego wywołać tak ciepłe uczucia i łazić z nim na niekoniecznie legalne wypady do lasu. Edward nie miał zbyt przychylnego zdania na temat jej rodziny, mówił, że nie są zdolni do łamania zasad, ale Vinc przekonał się o czymś całkowicie innym, ale nigdy nie wyprowadził swojego brata z tego błędu, bo nie chciał też narażać jej na jakieś nieodpowiednie spotkania z jego rodziną. Wolał tę relację zatrzymać dla siebie, bo nie każde powiązanie musiało być pod kontrolą Prewettów, prawda?
– No dobra, nie będę przedłużać tego, więc chodźmy na ten spacer – dogasił papierosa w popielniczce, a gdy rzuciła swój przytyk do jego wyglądu tylko się zaśmiał i pokręcił głową. Na szczęście nie miał na swoim punkcie żadnych kompleksów, wręcz miał bardzo wysoką samoocenę i takie dogryzania spływały po nim jak po kaczce, bo wiedział i tak, że Brenna na niego leci. Robił to, aby jej dogryźć, aby ludzie wokół naprawdę zastanawiali się, czy coś ich nie łączy, był taką małą drama queen, ale ze świadomością, aby nikomu przypadkiem nie zaszkodzić, a że Brenna nie pchała się w ramiona mężczyzn, wręcz miał wrażenie, że takich relacji unikała czuł, że jej tym nie skrzywdzi.
Spojrzał na koordynaty, poczekał, aż dziewczyna zniknie, zgarnął jeszcze parę rzeczy, które upchnął do kieszeni spodni, którą miał powiększone, aby móc w niej zmieścić trochę więcej przedmiotów. Nienawidził plecaków, czy innch saszetek, bo ograniczały jego ruchy. Po chwili przeniósł się w miejsce przez nią wskazane. Gdy tylko pojawił się obok niej spojrzał na nią, a potem rozejrzał się dookoła.
– To dokąd teraz? – zapytał wracając do niej swoim spojrzeniem. – Działo się u ciebie coś w ostatnim czasie godnego uwagi? – Vincent rzadko wyrzucał z siebie jakieś osobiste problemy, ukrywał je za fasadą idealnego życia bez trosk i zmartwień, udając wręcz czasami bufona, że go nie dotyczą żadne problemy egzystencjonalne. Niby dużo paplał, ale zawsze wiedział jak to zrobić, aby za wiele nie zdradzić. Mimo to od czasu do czasu zadawał Brennie pytania o jej życie będąc ciekawym, czy powie coś więcej. Nie był w tym jednak na tyle nachalny, aby wypytywać ją jak psiapsi na nocowanku w czasie wakacji. Nigdy nie był też dobry w odgadywaniu tego, czy ludzie faktycznie się z czymś borykają i go zbywają oczekując od niego nachalności, czy po prostu nie mieli żadnych mrocznych sekrecików.