Przywalił otwarta dłonią w czoło, ale tak delikatnie, aby już nie hałasować. I tak zapewne wpadnie w jakąś pułapkę przez swoje zbyt duże stopy, więc wolał ograniczyć wydawanie przez siebie niepotrzebnych dźwięków, ale musiał jakoś docenić jej występy i bieganie zbyt nachalnie w objęcia śmierci. Miał czasami wrażenie, że Brenna była nieśmiertelna, że nie ważne, co zrobi i gdzie to przeżyje tak czy siak. Musiała mieć naprawdę dobre gwiazdy nad swoją głową, które chroniły ją przed zbyt wczesnym odejściem ze świata.
– Używasz jakiegoś eliksiru szczęścia, czy jak? – zapytał unosząc brew i przyglądając się jej uważnie. Może faktycznie oszukiwała i była bardziej podstępna niż przypuszczał? Bardziej niż Preweci… Żartował oczywiście, bo był pewien, że ta by się do czegoś takiego nie posunęła, ale dokuczyć jej mógł. Jej historie były niewiarygodne, ale nie był w stanie jej nie uwierzyć, bo nie raz zauważył jak ona przyciąga takie wydarzenia niczym światło przyciągające ćmy. – I co przeżyłaś? – dodał głupkowato żartując i szczerząc się przy tym zadowolony ze swojego żartu. U niej odpowiedzieć powinna brzmieć, nie, umarłam, ale potem przeżyłam – też by jej uwierzył, bo to było naprawdę najbardziej wiarygodne źródło kłopotów jakie w swoim życiu spotkał.
Gdzieś z tyłu i może się martwił, bo w końcu nie był znieczulony na krzywdę przyjaciół i rodziny, ale z drugiej nie był osobą, która prawiłaby jej morały, że powinna bardziej uważać, że powinna mniej ryzykować, bo sam uwielbiam pakować się pod nóż sprawdzając ile jego dusza wytrzyma. Był też ostatnią osobą, która miała prawo jej mówić jak ma żyć. Brenna była idealna w tym jak działała, bo robiła naprawdę sporo dobrego, więcej niż on. On już był wystarczająco zepsuty przez swojego brata i też się z tym nie krył – oczywiście nie mógł jej mówić wszystkiego, bo zapewne by musiała go aresztować, ale chętnie przyjmował jej opowieści. Powinna napisać jakąś książkę przygodową. Widział ją na starość wydającą takie książki ze swoimi przygodami z młodości. Dzieci by na bank czytały.
Wszedł zaraz za nią do lasu i również rzucił na siebie czar kameleona, aby nie rzucać się w oczy.
– Widziałaś kiedyś taniec lunabelli? – zapytał szeptem. – Szkoda, że pełnia dopiero za kilka dni, to niesamowity widok – nie było mu trudno za nią podążyć, różdżkę miał cały czas w pogotowiu, a oczy szeroko otwarte. – I tak, łatwo je wytropię – dodał, nie żeby się przechwalał, ale po prostu miał niejakie doświadczenie ze zwierzętami.
Rzut na percepcję (raz na post będę rzucać to może jakieś ślady czegoś odkryjemy)
Sukces!