03.12.2023, 17:31 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.12.2023, 17:31 przez Brenna Longbottom.)
Sama Brenna ani trochę się nie łudziła – nie było pisane jej długie życie. Dotąd przeżywała wszystkie przypadkowe i mniej przypadkowe przygody, czy to dzięki szczęściu, czy umiejętnościom, czy też równie często: bo obok niej był ktoś, kto udzielił jej pomocy. Świadomość własnej śmiertelności towarzyszyła jej jednak od lat, a przeczucie, że kroczy cudzymi śladami i na końcu ścieżki czeka błysk zielonego światła, zamieniło się w pewność wraz z manifestem Voldemorta.
Ale po prostu nie była kimś, kto poświęcałby temu wiele myśli. Nie miała żyć wiecznie, ale mogła dobrze wykorzystać czas jaki był jej dany, i bardzo starała się właśnie to zrobić.
– Nie, wpadanie do takich miejsc to naturalny talent – stwierdziła, czy w żartach, czy sądząc, że Vincent chce wiedzieć nie jakim cudem wychodzi żywa z tego typu sytuacji, a jak się w nich znajduje. – Kurde, Prewett, przejrzałeś mnie. Padłam tam martwa, a tutaj stoi mój duch, który chce cię zaprowadzić w niebezpieczną pułapkę, bo zazdrości ci życia i chce, żebyś też był martwy – rzuciła do niego, nim zagłębili się pomiędzy drzewa.
Wędrowali po miękkiej ściółce, a w miarę jak zagłębiali się między drzewa, robiło się coraz ciemniej i ciemniej. Oczy przyzwyczajały się do mroku, ale musieli poruszać się ostrożnie i powoli, a Brenna i tak raz potknęła się o jakiś korzeń, i zebrała ze trzy pajęczyny, w tym raz stoczyła krótką walkę, próbując pozbyć się pająka ze swoich włosów. To że Vincent zdołał dostrzec ślady w takich warunkach, było imponujące – podejrzewała, że przyjdzie jej szukać w wilczej postaci.
Pokręciła głową odruchowo na jego pytanie, a gdy zdała sobie sprawę z tego, że pewnie ruchu nie zobaczy, odszepnęła do niego:
– Nie. Raczej rzadko włóczę się gdzieś w pełnię.
…bo wolała być w pobliżu, gdyby jej brat wilkołak jakimś cudem wydostał się z kryjówki.
– To mi wygląda na pułapkę – mruknęła, spoglądając w jeden punkt, gdzie znajdowało się coś, co przypominało sidła, zamaskowane tracącym moc zaklęciem. Zaczęto je rozstawiać, by były gotowe na pełnię? Brenna powoli ruszyła w tamtą stronę i…
…ziemia uciekła im nagle spod nóg. Dół, skryty pod czarem.
Brenna zacisnęła szczęki, powstrzymując odruch krzyknięcia, a potem, gdy zsuwała się po zboczu, odruchowo zwinęła się tak, by ochraniać głowę. Zsunęła się na dół, jakieś dobre cztery metry, na szczęście nie spadając pionowo w dół, a po prostu zsuwając po stromym brzegu.
– Vinc, żyjesz? – spytała, siadając powoli i dokonując szybkich przeliczeń, co boli, jak bardzo boli i czy zostało złamane, czy nie. Uniosła dłoń i przetarła policzek, skaleczony o jakiś kamyk. Czuła też krew w ustach, i parę siniaków na biodrze oraz ramionach, ale chyba była w stanie działać.
Miała naprawdę, naprawdę cholerny talent do wpadania do dołów. Nie mogła już zliczyć, który to był w jej karierze.
rzut na scenariusz
Ale po prostu nie była kimś, kto poświęcałby temu wiele myśli. Nie miała żyć wiecznie, ale mogła dobrze wykorzystać czas jaki był jej dany, i bardzo starała się właśnie to zrobić.
– Nie, wpadanie do takich miejsc to naturalny talent – stwierdziła, czy w żartach, czy sądząc, że Vincent chce wiedzieć nie jakim cudem wychodzi żywa z tego typu sytuacji, a jak się w nich znajduje. – Kurde, Prewett, przejrzałeś mnie. Padłam tam martwa, a tutaj stoi mój duch, który chce cię zaprowadzić w niebezpieczną pułapkę, bo zazdrości ci życia i chce, żebyś też był martwy – rzuciła do niego, nim zagłębili się pomiędzy drzewa.
Wędrowali po miękkiej ściółce, a w miarę jak zagłębiali się między drzewa, robiło się coraz ciemniej i ciemniej. Oczy przyzwyczajały się do mroku, ale musieli poruszać się ostrożnie i powoli, a Brenna i tak raz potknęła się o jakiś korzeń, i zebrała ze trzy pajęczyny, w tym raz stoczyła krótką walkę, próbując pozbyć się pająka ze swoich włosów. To że Vincent zdołał dostrzec ślady w takich warunkach, było imponujące – podejrzewała, że przyjdzie jej szukać w wilczej postaci.
Pokręciła głową odruchowo na jego pytanie, a gdy zdała sobie sprawę z tego, że pewnie ruchu nie zobaczy, odszepnęła do niego:
– Nie. Raczej rzadko włóczę się gdzieś w pełnię.
…bo wolała być w pobliżu, gdyby jej brat wilkołak jakimś cudem wydostał się z kryjówki.
– To mi wygląda na pułapkę – mruknęła, spoglądając w jeden punkt, gdzie znajdowało się coś, co przypominało sidła, zamaskowane tracącym moc zaklęciem. Zaczęto je rozstawiać, by były gotowe na pełnię? Brenna powoli ruszyła w tamtą stronę i…
…ziemia uciekła im nagle spod nóg. Dół, skryty pod czarem.
Brenna zacisnęła szczęki, powstrzymując odruch krzyknięcia, a potem, gdy zsuwała się po zboczu, odruchowo zwinęła się tak, by ochraniać głowę. Zsunęła się na dół, jakieś dobre cztery metry, na szczęście nie spadając pionowo w dół, a po prostu zsuwając po stromym brzegu.
– Vinc, żyjesz? – spytała, siadając powoli i dokonując szybkich przeliczeń, co boli, jak bardzo boli i czy zostało złamane, czy nie. Uniosła dłoń i przetarła policzek, skaleczony o jakiś kamyk. Czuła też krew w ustach, i parę siniaków na biodrze oraz ramionach, ale chyba była w stanie działać.
Miała naprawdę, naprawdę cholerny talent do wpadania do dołów. Nie mogła już zliczyć, który to był w jej karierze.
rzut na scenariusz
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.