03.12.2023, 17:43 ✶
Okej, nie zaśmiał się i nadal mocno go ściskał, ale to jeszcze nie był koniec świata. To znaczy - w pewnym sensie to był koniec świata - banda kompletnych wariatów jednym prostym trikiem znalazła się pomiędzy dwójką najważniejszych osób w działających przeciwko sobie organizacjach (!!), ale Edge przecież o tym nie wiedział. W jakimś alternatywnym, ale bliskim temu uniwersum, być może wiedziałby minimalnie więcej, ale po co pytać swoich chłopaków i dziewczyny o informacje strategiczne, jeżeli można było grać z nimi w bierki, nie mając pojęcia ile punktów dostanie się za następny ruch i zachwycać się szarością zachodu słońca? On sobie pomyślał: dobrze, to byli ludzie z Ministerstwa, nie wyglądało na to, aby się jakoś głęboko lubili. W dodatku Fiery miała to absolutne szczęście w nieszczęściu, że jej idiotyczny wybryk skończył się byciem objętą przez tego dobrego glinę. No, przynajmniej tak go wstępnie ocenił, kierując się kilkunastoma latami krycia się przed wymiarem sprawiedliwości, bo miał na koncie nieco gorsze wybryki niż chodzenie z odsłoniętym brzuchem i zastanawianie się, czy kuzynowi Patricka spodobałoby się, gdyby zrobił sobie kolczyk w pępku.
- Będziemy trzymać się za ręce? - Na tym spacerze rzecz jasna. Wciąż nie czuł się do końca swojo, bo się znał na mugolskim prawie i realiach życia aż za dobrze i wiedział, że gdyby to samo zrobił na ulicy jakiegoś Birmingham, to by go właśnie skuwali w kajdanki, ewentualnie obijali mu gębę.
Dał mu się pociągnąć, dopijając to piwo i patrząc na niego sugestywnie, jakby chciał doszukać się w tych ciemnych oczach odpowiedzi na dwa ważne pytania... Po pierwsze - jaki miały kolor, szło się tego domyślić po ich odcieniu? Po drugie - czy myślał o tym, że Flynn w jakimś pokrętnym rozumowaniu... pił szczyny? Ciekawe czy pan Rookwood przypomni sobie jego słowa, czując posmak piany na swych śmierciożerczych wargach.
- Ja jestem Mrs. Robinson, a tę kobietę na oczy widzę pierwszy raz. Może to zaginiona dziedziczka Dolohovów? - Mówił nerwowo. - Widziałem plakaty rozwieszone po Little Hangleto-
Beknął, zakrył usta dłonią.
- Sorka. To to piwo. Poza tym... to chyba była Dolina Godryka.
Flynn niezbyt to docenił. Ten guzik w kieszeni mu tak ciążył, mógłby jej go teraz pakować do ust drąc japę, że ma go połknąć, a zamiast tego musiał zastanawiać się, w jaki sposób wylegitymować się komuś, skoro nie nie posiadał dokumentów nawet w wersji podrobionej.
Odetchnął głęboko.
- Mam na imię Monty. - I spojrzał na niego tak ciepło, tak niewinnie, jak typowy człowiek chcący współpracować, bo widzi w tym najlepsze wyjście z beznadziejnej sytuacji. A to, co zacznie pleść, jeżeli to nie skończy się naganą od mamy to już inna sprawa.
- Będziemy trzymać się za ręce? - Na tym spacerze rzecz jasna. Wciąż nie czuł się do końca swojo, bo się znał na mugolskim prawie i realiach życia aż za dobrze i wiedział, że gdyby to samo zrobił na ulicy jakiegoś Birmingham, to by go właśnie skuwali w kajdanki, ewentualnie obijali mu gębę.
Dał mu się pociągnąć, dopijając to piwo i patrząc na niego sugestywnie, jakby chciał doszukać się w tych ciemnych oczach odpowiedzi na dwa ważne pytania... Po pierwsze - jaki miały kolor, szło się tego domyślić po ich odcieniu? Po drugie - czy myślał o tym, że Flynn w jakimś pokrętnym rozumowaniu... pił szczyny? Ciekawe czy pan Rookwood przypomni sobie jego słowa, czując posmak piany na swych śmierciożerczych wargach.
- Ja jestem Mrs. Robinson, a tę kobietę na oczy widzę pierwszy raz. Może to zaginiona dziedziczka Dolohovów? - Mówił nerwowo. - Widziałem plakaty rozwieszone po Little Hangleto-
Beknął, zakrył usta dłonią.
- Sorka. To to piwo. Poza tym... to chyba była Dolina Godryka.
Flynn niezbyt to docenił. Ten guzik w kieszeni mu tak ciążył, mógłby jej go teraz pakować do ust drąc japę, że ma go połknąć, a zamiast tego musiał zastanawiać się, w jaki sposób wylegitymować się komuś, skoro nie nie posiadał dokumentów nawet w wersji podrobionej.
Odetchnął głęboko.
- Mam na imię Monty. - I spojrzał na niego tak ciepło, tak niewinnie, jak typowy człowiek chcący współpracować, bo widzi w tym najlepsze wyjście z beznadziejnej sytuacji. A to, co zacznie pleść, jeżeli to nie skończy się naganą od mamy to już inna sprawa.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.