03.12.2023, 21:32 ✶
To, czy Chester wierzył w naukę czy nie, było drugoplanowe w tej chwili. Nie znała go, nie przyłapała z papierosem w ręku, gdy chuchał wnukom w twarz. Nie przyłapałą go na żadnym podstępku, który sugerowałby, że chce zaszkodzić dzieciom, od których tak się w tej chwili odsuwała. To, w jaki modelu żył obecnie - a przynajmniej z tego co mówił - żyło wiele innych par, rodzin. I chociaż to potępiała wewnętrznie, takie palenie byle gdzie, nie zamierzała tego przenosić na rozmowy zewnętrzne.
- To niedobrze - skomentowała, mimo wszystko gasząc papierosa w popielniczce. Te publiczne, stworzone specjalnie na spędy, miały tę przewagę, że były w części wypełnione piaskiem, który natychmiast gasił żarzący się tytoń. Nie musiała więc kilkukrotnie upewniać się, że na pewno dogasiła niedopałek.- To wpływa na apetyt i chęci do życia. Wie pan chyba, że to niezdrowe, bo dzieci czerpią wzorce od rodziców?
Zgasiła tego papierosa. I tak się nim nie nacieszy - był zbyt gorzki, zbyt drapiący w gardło. Normalnie jej to nie przeszkadzało, ale teraz mialą wrażenie, że wszystko odczuwa dwa razy intensywniej. Te zapachy, emocje... Wszystko było mocniejsze. Na ten moment to były pozytywne emocje, ale co się stanie, gdy sie zdenerwuje? Nie mogła pozwolić na żadną skazę na swoim wizerunku. Zastanawiała się, skąd to wszystko wynikało.
- Jestem Camille, miło mi poznać. I z całym szacunkiem ale uważam - mimo że pan na pewno weźmie mnie za hipokrytkę - że nie powinno się palić, by dać w przyszłości przykład synom. A na pewno nie psuć im smaku - uśmiechnęła się uprzejmie, lecz jej wzrok blądził w okolicy dłoni Chestra, która trzymała piwo. Niezbyt dyskretnie szukała obrączki. Bo wiekowo wcale jej nie było daleko do niego, bo nie wyglądał na te swoje lata. I przede wszystkim - bo był z dwójką dzieci, które teraz pałaszowaly watę cukrową i w okolicy nie było nikogo innego. I po prostu była ciekawa. - Synowie na pewno docenią, jeśli pan nie będzie popełniał moich błędów. Oczywiście jeśli już pan tego nie robi.
Bo przecież ona robiła. I ktoś mógłby ją posądzić o to samo. Ale z drugiej strony widać było, że Camille nie potrafiła nawet porządnie się zaciagnąć. Nie była nawet początkującym palaczem, czy nawet aspirującym do palacza.
- To niedobrze - skomentowała, mimo wszystko gasząc papierosa w popielniczce. Te publiczne, stworzone specjalnie na spędy, miały tę przewagę, że były w części wypełnione piaskiem, który natychmiast gasił żarzący się tytoń. Nie musiała więc kilkukrotnie upewniać się, że na pewno dogasiła niedopałek.- To wpływa na apetyt i chęci do życia. Wie pan chyba, że to niezdrowe, bo dzieci czerpią wzorce od rodziców?
Zgasiła tego papierosa. I tak się nim nie nacieszy - był zbyt gorzki, zbyt drapiący w gardło. Normalnie jej to nie przeszkadzało, ale teraz mialą wrażenie, że wszystko odczuwa dwa razy intensywniej. Te zapachy, emocje... Wszystko było mocniejsze. Na ten moment to były pozytywne emocje, ale co się stanie, gdy sie zdenerwuje? Nie mogła pozwolić na żadną skazę na swoim wizerunku. Zastanawiała się, skąd to wszystko wynikało.
- Jestem Camille, miło mi poznać. I z całym szacunkiem ale uważam - mimo że pan na pewno weźmie mnie za hipokrytkę - że nie powinno się palić, by dać w przyszłości przykład synom. A na pewno nie psuć im smaku - uśmiechnęła się uprzejmie, lecz jej wzrok blądził w okolicy dłoni Chestra, która trzymała piwo. Niezbyt dyskretnie szukała obrączki. Bo wiekowo wcale jej nie było daleko do niego, bo nie wyglądał na te swoje lata. I przede wszystkim - bo był z dwójką dzieci, które teraz pałaszowaly watę cukrową i w okolicy nie było nikogo innego. I po prostu była ciekawa. - Synowie na pewno docenią, jeśli pan nie będzie popełniał moich błędów. Oczywiście jeśli już pan tego nie robi.
Bo przecież ona robiła. I ktoś mógłby ją posądzić o to samo. Ale z drugiej strony widać było, że Camille nie potrafiła nawet porządnie się zaciagnąć. Nie była nawet początkującym palaczem, czy nawet aspirującym do palacza.