Kim był Otto, aby odmówić Aveline uścisku? No nikim, wręcz niejako było to jego zadanie, aby to zrobić. Zarówno od siebie jak i Józefiny. Jak to Bimberek się pomylił? dziwił się. Do tej pory nie słyszał o tym, aby kiedykolwiek się pomylił. Nikt nie zgłaszał pretensji dotyczących swoich paczek. Nikt się nie żalił. To była sprawa dla reportera. Ale z drugiej strony, skoro paczka i tak miała zostać przekazana nadawcy, tudzież prawowitemu właścicielowi. Grunt, że dziewczyny się dogadały.
- Oj, Eleonoro. Dla Ciebie to i bym na pieszo tutaj przyszedł - stwierdził - Nie ukrywam, że ciężko było bo to prawdą, żem w Londynie nie gustuje... Ale takie święto? To grzech by było nie przyjść - dodał. W tym wypadku cel uświęcał środki - Mnie to dwa razy przekonywać nie musisz - zapewnił Norę odnośnie polewania trunków. Mógłby tutaj robić niejako za eksperta w tej dziedzinie, wszak trochę w swoim życiu wypił ale też na co dzień trudził się produkowaniem takich właśnie napojów wyskokowych.
Abbott zasiadł przy jednym ze stolików, a następnie zaczął przyglądać się tej wielkomiejskiej młodzieży. Wszyscy tacy ładny i mądrzy - no po prostu coś wspaniałego. Aż się człowiekowi dusza radowała widząc taki piękny obraz tej społeczności.
Nie długo było mu jednak dane siedzieć tak w zadumie. Zaraz podeszła Avelina, więc i on nie zamierzał siedzieć cicho, a czym prędzej wdać się w małą (lub nie) dyskusję wraz z nią - No promyczku mój... Ktoś musiał zostać na gospodarstwie. Mówiłem Józi, że no to by ona tutaj przyjechała ale powiedziała, żebym ja tym razem pojechał... Kim jestem, aby jej odmówić? - wzruszył lekko ramionami. Zaraz jednak pochylił się w kierunku Paxton i ściszył głos, do swego rodzaju konspiracyjnego szeptu. Żwawym ruchem dłoni zachęcił ją, aby zrobiła to samo - Muszę Ci powiedzieć jedno jak się tak Wam przyglądam córuchna... To nie wiem, która z Was ładniejsza. No oka oderwać od Was nie można... - poprawił wąsa - Dzisiaj to chyba jednak przyznać, że Eleonorka to prezentuje się odrobinę lepiej... Ale to tylko z okazji jej święta, żebyś nie myślała, że Tobie córuchna coś brakuje. O nie, nic z tych rzeczy - wytłumaczył - I niech mi Merlin sam świadkiem, że ja Józię drogą moją mam i stary już jestem... Bo bym zaraz się Wami interesował... No w Dolinie to byście życia nie miały... Takie damy i same... No wierzyć się nie chce - pokręcił przecząco głową - Mam dla Ciebie dobrą nowinę Avelinko... Pisałaś w liście, że brakuje Ci miejsca do uprawy tych ziółek całych i roślin. Możemy Ci kawałek poletka przygotować u nas na wsi. Wiem, że to daleko od Londynu... Ale lepsze to, niż nic. Prawda? - zapytał. Dla Otto nie był to najmniejszy problem, aby jej dopomóc w biznesie. Wszak to musiał być murowany sukces w jej wykonaniu.