03.12.2023, 22:51 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.02.2024, 13:54 przez Sarah Macmillan.)
Sarze chciało się tylko i wyłącznie płakać. Nie była tak silna jak Effimery. I nie, nie chodziło tutaj o tężyznę fizyczną - tu chodziło o zdolność do wykonania tak mocnego i potrzebnego im aktu agresji przeciwko tej szybie - to było tak niespodziewane, tak... złe, bo to przecież było okno kowenu, ale jakoś nie potrafiła być wściekła, że szyba roztrzaskała się w drobny mak pod naporem rzuconego w nią przedmiotu.
Ponieważ Sarah chciała stąd uciec tak samo mocno jak jej kuzynka.
Czy wiedziała, że to jest kompletnie szalone, a jej ojciec wymierzy im za to surową karę? Tak. Wierzyła też w to, że Alastor również nie będzie promieniał radością, kiedy tylko dowie się o tym, co zrobiła Effie, ale zdusiła tę myśl. Zdusiła wszystkie myśli rozsądku nawiedzające jej głowę i odetchnęła głęboko. Musiały działać szybko. Trzask na pewno zwrócił uwagę wszystkich kapłanów w budynku, minie chwila, zanim pojawią się w środku, ale ta chwila to było tak mało, za mało, aby spróbować zejść tam na dół po prześcieradle jak na mugolskich filmach...
Ale przy samym ognie znajdowała się ta wspomniana wcześniej pergola...
- Effie, czy to NA PEWNO jest możliwe, żeby się na to wspiąć? - Zapytała niepewnie, stojąc na skraju rozsypanych po podłodze odłamków szkła. Na sam widok wysokości robiło jej się niedobrze. Nigdy nie potrafiła latać na miotle, a teraz nawet mimo adrenaliny nogi trzęsły jej się jak galareta. Nie pozostawiało żadnych wątpliwości, że pomysł był bardzo głupi - pomijając chęć pchania się prosto w paszczę lwa, to jeszcze Macmillan była po prostu niezdatna do zejścia na dół bez szlochania, nawet jeżeli cała akcja była JEJ POMYSŁEM. - Źle się czuję jak o tym myślę - przyznała, ale zrobiła krok do przodu. Taki niepewny. Potrzebowała złapania za rękę, sprowadzenia jej na ten kwietnik na siłę, bo walczyły w niej teraz dwa wilki. Jeden z nich chciał zobaczyć Charles'a, drugi wył właśnie do księżyca melodię prosto z jej największych koszmarów.
Spadanie. Upadek.
- Effie, ja...
I tyle zdążyła powiedzieć, zanim została pociągnięta. A później obraz przed jej oczyma rozmył się, ale tym razem nie od łez.
Wylądowały na dole i ruszyły pędem w kierunku ulicy.
Ponieważ Sarah chciała stąd uciec tak samo mocno jak jej kuzynka.
Czy wiedziała, że to jest kompletnie szalone, a jej ojciec wymierzy im za to surową karę? Tak. Wierzyła też w to, że Alastor również nie będzie promieniał radością, kiedy tylko dowie się o tym, co zrobiła Effie, ale zdusiła tę myśl. Zdusiła wszystkie myśli rozsądku nawiedzające jej głowę i odetchnęła głęboko. Musiały działać szybko. Trzask na pewno zwrócił uwagę wszystkich kapłanów w budynku, minie chwila, zanim pojawią się w środku, ale ta chwila to było tak mało, za mało, aby spróbować zejść tam na dół po prześcieradle jak na mugolskich filmach...
Ale przy samym ognie znajdowała się ta wspomniana wcześniej pergola...
- Effie, czy to NA PEWNO jest możliwe, żeby się na to wspiąć? - Zapytała niepewnie, stojąc na skraju rozsypanych po podłodze odłamków szkła. Na sam widok wysokości robiło jej się niedobrze. Nigdy nie potrafiła latać na miotle, a teraz nawet mimo adrenaliny nogi trzęsły jej się jak galareta. Nie pozostawiało żadnych wątpliwości, że pomysł był bardzo głupi - pomijając chęć pchania się prosto w paszczę lwa, to jeszcze Macmillan była po prostu niezdatna do zejścia na dół bez szlochania, nawet jeżeli cała akcja była JEJ POMYSŁEM. - Źle się czuję jak o tym myślę - przyznała, ale zrobiła krok do przodu. Taki niepewny. Potrzebowała złapania za rękę, sprowadzenia jej na ten kwietnik na siłę, bo walczyły w niej teraz dwa wilki. Jeden z nich chciał zobaczyć Charles'a, drugi wył właśnie do księżyca melodię prosto z jej największych koszmarów.
Spadanie. Upadek.
- Effie, ja...
I tyle zdążyła powiedzieć, zanim została pociągnięta. A później obraz przed jej oczyma rozmył się, ale tym razem nie od łez.
Wylądowały na dole i ruszyły pędem w kierunku ulicy.
Koniec sesji
she is passion embodied,
a flower of melodrama
in eternal bloom.
a flower of melodrama
in eternal bloom.