17.11.2022, 22:12 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.11.2022, 23:23 przez Eunice Malfoy.)
- Miło mi poznać – skinęła głową w stronę Atreusa. Narzeczonego Elaine, jak się okazało, co sobie odnotowała w pamięci na wszelki wypadek – niby nic, a jednak dobrze wiedzieć, co w trawie piszczy. I gdzie dokładnie. Z równą skrupulatnością odnotowała również, skąd dokładnie jej mąż znał Delacour – jakoś do tej pory nie miała świadomości, że Black najwyraźniej miał swój udział w zamieszkach. Ale i też nie było potrzeby, żeby wyciągać takie tematy, istniały inne, głównie bieżące.
Teoretycznie zdawało się, że ta rozmowa potrwa dłużej, ale okazało się, iż Atreus najwyraźniej miał inne plany. Toteż w paru gładkich słówkach zapewniła, że jak najbardziej wybaczone, żaden problem, po czym mogła z powrotem w pełni skupić się na mężu. I bracie.
Aha, licytacji również, a jakże.
Wygrana zegara miała słodki posmak zwycięstwa; wprawdzie zapewne słono za niego przepłaciła niż gdyby dorwała go w sklepie, ale jednak, doliczając do tego wizerunkowe aspekty, można było uznać, że jednak wart był swej ceny. Spinka zaś? Cmoknęła męża w policzek – wszak publicznie nie wypadało inaczej – w nagrodę (i podzięce zresztą też) za pozyskanie kolejnego klejnotu do kolekcji biżuterii.
O tak, z dumą go będzie nosić, to pewnie tak samo, jak to, że po zachodzie słońca w końcu następuje również i jego świt.
Jako córka (byłego) Ministra Magii na dobrą sprawę była przyzwyczajona do fleszy, więc ich błysk nie zrobił na niej żadnego wrażenia; mało tego, gdy zorientowała się, kto stał po drugiej stronie obiektywu, posłała Daisy całkiem uroczy uśmiech. I puściła oczko.
Uniosła brew, gdy okazało się, że na licytację został wystawiony sam Erik Longbottom. Zaraz dołączyłaby i druga brew, gdy zorientowała się, co jej szanowne rodzeństwo odwala, a wcześniej – gdy padła naprawdę kosmiczna oferta za kolację. No, no, zrobiło się… ciekawie, bardzo delikatnie mówiąc.
- Mhmm, wprowadzimy – zgodziła się równie cicho z Perseusem. Jak licytować, to licytować, a przy okazji sierotki będą miały stypendium. Zaś rodzina – dobrą prasę. Zerknęła na męża z ukosa, rozważając pewną kwestię. Hm.
A niech się dzieje, co chce.
- Tysiąc pięćset jeden galeonów i jeden knut! – podbiła ofertę, wychodząc z założenia, że skoro już się tak bawią, to…
… to chyba można wprowadzić jeszcze większy chaos. Czy też tam podnieść poziom absurdu, bo takie podbicie z pewnością zaliczało się właśnie do absurdów.
Teoretycznie zdawało się, że ta rozmowa potrwa dłużej, ale okazało się, iż Atreus najwyraźniej miał inne plany. Toteż w paru gładkich słówkach zapewniła, że jak najbardziej wybaczone, żaden problem, po czym mogła z powrotem w pełni skupić się na mężu. I bracie.
Aha, licytacji również, a jakże.
Wygrana zegara miała słodki posmak zwycięstwa; wprawdzie zapewne słono za niego przepłaciła niż gdyby dorwała go w sklepie, ale jednak, doliczając do tego wizerunkowe aspekty, można było uznać, że jednak wart był swej ceny. Spinka zaś? Cmoknęła męża w policzek – wszak publicznie nie wypadało inaczej – w nagrodę (i podzięce zresztą też) za pozyskanie kolejnego klejnotu do kolekcji biżuterii.
O tak, z dumą go będzie nosić, to pewnie tak samo, jak to, że po zachodzie słońca w końcu następuje również i jego świt.
Jako córka (byłego) Ministra Magii na dobrą sprawę była przyzwyczajona do fleszy, więc ich błysk nie zrobił na niej żadnego wrażenia; mało tego, gdy zorientowała się, kto stał po drugiej stronie obiektywu, posłała Daisy całkiem uroczy uśmiech. I puściła oczko.
Uniosła brew, gdy okazało się, że na licytację został wystawiony sam Erik Longbottom. Zaraz dołączyłaby i druga brew, gdy zorientowała się, co jej szanowne rodzeństwo odwala, a wcześniej – gdy padła naprawdę kosmiczna oferta za kolację. No, no, zrobiło się… ciekawie, bardzo delikatnie mówiąc.
- Mhmm, wprowadzimy – zgodziła się równie cicho z Perseusem. Jak licytować, to licytować, a przy okazji sierotki będą miały stypendium. Zaś rodzina – dobrą prasę. Zerknęła na męża z ukosa, rozważając pewną kwestię. Hm.
A niech się dzieje, co chce.
- Tysiąc pięćset jeden galeonów i jeden knut! – podbiła ofertę, wychodząc z założenia, że skoro już się tak bawią, to…
… to chyba można wprowadzić jeszcze większy chaos. Czy też tam podnieść poziom absurdu, bo takie podbicie z pewnością zaliczało się właśnie do absurdów.
370/1539