Była zmęczona. Kurewsko zmęczona. Statek, na którym wylądowała z całą grupą różnych, dziwnych osób utonął. Udało im się wygrać z legendą, było to bardzo trudne. Niektórzy całkiem mocno oberwali. Ona jak zawsze, jakoś uniknęła większych zadrapań, na pewno była trochę brudna, śmierdziała mułem, nie przeszkadzało jej to jednak, żeby dotrzeć na sabat.
Nie spieszyła się do domu. Triss na pewno zajmię się Pierdołą, a ona nie chciała znowu zostać sama. Miała wrażenie, że jej życie osobiste to jedno, wielkie pasmo niepowodzeń, chociaż zawodowo wszystko jej się układało, tyle, że i po pracy warto było mieć czym zająć myśli. Wierzyła, że na sabacie spotka jakieś znajome twarze, będzie miała się z kim napić, a później, kiedy będzie jeszcze bardziej zmęczona i zamroczona wróci do domu.
Zacisnęła palce na perle, która znalazła się w kieszeni jej skórzanych spodni po tym, jak udało jej się wydostać ze statku. Wróciła myślami do kobiety z blizną, w której skórze znalazła się kilka godzin temu. Czuła, że szybko nie zapomni tego doświadczenia. Musiała zrobić coś, żeby przestać myśleć o tym wszystkim.
Nieco zdziwiła ją ilośc osób obecnych na sabacie. Była pewna, że ludzie będą się bali pojawić na miejscu, po tym, co wydarzyło się podczas Beltane. Jak widać, te obawy były zupełnie niepotrzebne. To miejsce tętniło życiem i było pełne czarodziejów w najróżniejszym wieku, kolorowych, od których nie można było oderwać wzroku, gotowych do zabawy.
Nim pojawiła się wśród ludzi, rzuciła na siebie szybkie zaklęcie, które miało pozbyć się brudu z jej ubrania. Niestety nie udało się jej pozbyć tego zapachu, którym przesiąknęła na Perle Morza. Skierowała się od razu w stronę stoiska z browarami. Musiała ukoić pragnienie, stała grzecznie w kolejce i czekała, aż ktoś będzie mógł sprzedać jej wymarzony trunek.