04.12.2023, 19:52 ✶
Chester nie wymagał od niej, by zgasiła papierosa, ale ona sama chciała to zrobić. Normalnie pewnie by się uśmiechnęła i paliła dalej, jedynie się odsuwając nieco bardziej, ale dzisiaj miała wrażenie, że wszystko było inne. Bardziej... intensywne. Niebo było bardziej niebieskie, a trawa - bardziej zielona. Udzielały jej się emocje ludzi, chociaż nie w tak dużym stopniu, by nazwała siebie w tej chwili jakąś wielką empatką. Ale to wystarczyło, by przejęła się losem tych dzieciaków, chociaż wcale ich nie znała. Ale kurczę: ta wata wyglądała tak pysznie, a ich buzie były tak zadowolone, że musiałaby nie mieć serca, by się nie przejąć. A przecież jednak nie chodziło o coś wielkiego. Dlatego też gdy Chester powiedział, że będzie miała coś przeciwko, pokręciła głową.
- Mogę odpowiadać tylko za swoje czyny - odpowiedziała uprzejmym tonem, dając mu do zrozumienia, że nie ma zamiaru w żaden sposób na niego naciskać czy też wyrażać swoje niezadowolenie, jeśli ten postanowi wyjąć papierosy. To były jego dzieci... wnuki? Na twarzy Camille odbiło się szczere, nieudawane zaskoczenie. Zerknęła na dzieciaki, a potem z powrotem na Chestera. - Ach! Przepraszam.
Pokiwała głową, mając na uwadze fakt, że gdyby nie jej wszędobylskość, to zaraz pewnie palnęłaby kolejne faux pas, tym razem o żonie. Całe szczęście, że potrafiła najpierw myśleć i analizować to, co widziała, a potem dopiero otwierała usta. To była bardzo cenna umiejętność. Jego kolejne słowa przyjęła z nie mniejszym zaskoczeniem, również uwidocznionym na twarzy. Czemu to w ogóle od niego wyszło? Mógł przecież machnąć ręką, bo przecież Camille i tak zaraz by sobie poszła. Ale z jakiegoś powodu postanowił, mimo tego całego stawania okoniem na początku, ustąpić. Szczerze mówiąc to w ogóle nie podejrzewała, że się tym przejmie - a i ona nie do końca wiedziała, czemu sama się tym przejmowała. Odruchowo uniosła dłoń do wianka, a na jej twarzy pojawiło się zrozumienie.
- Wianki - mruknęła do siebie, ale nie ściągnęła swojego z głowy. Zapach mięty towarzyszył jej odkąd się tu znalazła, a ponieważ sama pracowała i z zielarzami, i z wytwórcami eliksirów to wiedziała, że rośliny mogą mieć ogromną moc. Co prawda nie podejrzewała, żeby aż taką, ale Litha to było święto wyjątkowe.
Udała, że go poprawia, a potem odwróciła wzrok by skupić go na bliżej nieokreślonym celu. Przede wszystkim dlatego, że to było niegrzecznie tak się wpatrywać w obce osoby. Ale też dlatego, że skoro mężczyzna miał pod opieką wnuki, to powinien im poświecić większość swojej uwagi, a nie nieznajomej osobie. Jednak gdy już miała odejść, wzdłuż jej kręgosłupa znowu przeszedł ten dreszcz. To uczucie zaczynało ją irytować z prostego powodu - nie miała pojęcia co oznaczało i dlaczego się pojawia. Czując, że odejście w tej chwili byłoby dość niemądrym posunięciem z jej strony - bo przecież musiała zastanowić się co się działo - powróciła wzrokiem do Chestera.
- Muszę przyznać, że nie spodziewałam się, że będzie tu aż tak pięknie - rzuciła uprzejmym tonem, wzrok ogniskując zaraz na ogniskach w oddali. Nie kłamała - to odczucie było szczere, pojawiło się jeszcze zanim włożyła wianek na głowę.
- Mogę odpowiadać tylko za swoje czyny - odpowiedziała uprzejmym tonem, dając mu do zrozumienia, że nie ma zamiaru w żaden sposób na niego naciskać czy też wyrażać swoje niezadowolenie, jeśli ten postanowi wyjąć papierosy. To były jego dzieci... wnuki? Na twarzy Camille odbiło się szczere, nieudawane zaskoczenie. Zerknęła na dzieciaki, a potem z powrotem na Chestera. - Ach! Przepraszam.
Pokiwała głową, mając na uwadze fakt, że gdyby nie jej wszędobylskość, to zaraz pewnie palnęłaby kolejne faux pas, tym razem o żonie. Całe szczęście, że potrafiła najpierw myśleć i analizować to, co widziała, a potem dopiero otwierała usta. To była bardzo cenna umiejętność. Jego kolejne słowa przyjęła z nie mniejszym zaskoczeniem, również uwidocznionym na twarzy. Czemu to w ogóle od niego wyszło? Mógł przecież machnąć ręką, bo przecież Camille i tak zaraz by sobie poszła. Ale z jakiegoś powodu postanowił, mimo tego całego stawania okoniem na początku, ustąpić. Szczerze mówiąc to w ogóle nie podejrzewała, że się tym przejmie - a i ona nie do końca wiedziała, czemu sama się tym przejmowała. Odruchowo uniosła dłoń do wianka, a na jej twarzy pojawiło się zrozumienie.
- Wianki - mruknęła do siebie, ale nie ściągnęła swojego z głowy. Zapach mięty towarzyszył jej odkąd się tu znalazła, a ponieważ sama pracowała i z zielarzami, i z wytwórcami eliksirów to wiedziała, że rośliny mogą mieć ogromną moc. Co prawda nie podejrzewała, żeby aż taką, ale Litha to było święto wyjątkowe.
Udała, że go poprawia, a potem odwróciła wzrok by skupić go na bliżej nieokreślonym celu. Przede wszystkim dlatego, że to było niegrzecznie tak się wpatrywać w obce osoby. Ale też dlatego, że skoro mężczyzna miał pod opieką wnuki, to powinien im poświecić większość swojej uwagi, a nie nieznajomej osobie. Jednak gdy już miała odejść, wzdłuż jej kręgosłupa znowu przeszedł ten dreszcz. To uczucie zaczynało ją irytować z prostego powodu - nie miała pojęcia co oznaczało i dlaczego się pojawia. Czując, że odejście w tej chwili byłoby dość niemądrym posunięciem z jej strony - bo przecież musiała zastanowić się co się działo - powróciła wzrokiem do Chestera.
- Muszę przyznać, że nie spodziewałam się, że będzie tu aż tak pięknie - rzuciła uprzejmym tonem, wzrok ogniskując zaraz na ogniskach w oddali. Nie kłamała - to odczucie było szczere, pojawiło się jeszcze zanim włożyła wianek na głowę.