04.12.2023, 20:50 ✶
- Zamęczy cię - powiedziała, marszcząc brwi. Pokręciła głową jednak, bo nie miała pojęcia, jak się zabrać za sprawdzanie Augustusa. - Nie wiem. Z tego co kojarzę, Rockwoodowie są bogaci, nie? Może nie obrzydliwie, ale mają pieniądze i raczej ich używają do tego, by maskować zdrady i skoki w bok. Dotarcie do osób, które mógłby zranić Augustus, jest chyba niemożliwe. Muszę się zastanowić, musiałabym trochę za nim pochodzić, ale nie uśmiecha mi się to. Nie lubiłam go w szkole i tym bardziej nie lubię go teraz. Jeśli by się zorientował, musiałabym się bronić, a wiem, że jeżeli doszłoby między nami do starcia, to najbardziej ucierpiałabyś na tym ty.
To był naprawdę ciężki orzech do zgryzienia. Quirke westchnęła po raz kolejny i przeczesała rude włosy palcami. Sytuacja była patowa. Nie była matką Aveliny, by jej rozkazywać, nie mogła jej też zakazywać kontaktu z Rockwoodem. Mogła tylko odwoływać się do rozsądku, ale przecież jeśli chodziło o miłość, to rozum przestawał działać. To było cholernie ciężkie.
- Chcesz się z nim spotykać bo go kochasz, prawda? - zapytała w końcu, wbijając spojrzenie w Paxton. Nie było wbrew pozorom oceniające. W oczach Olivii był tylko smutek i troska. - Któraś z was będzie cierpieć. Pytanie tylko, czy jeśli wybierze w końcu ciebie, to czy wasze życie nie zmieni się potem w piekło. Uczucia można przeboleć, Ave, w końcu zblakną. A teraz...
Wstała i wyciągnęła rękę do przyjaciółki. W jej oczach czaiły się iskierki rozbawienia. Nadal się martwiła, ale nie mogła zrobić nic ponad to, co już powiedziała. Chyba że pójdzie do Rockwooda i nie zapyta, czy znudziło mu się oddychanie prostym nosem. Absolutnie nie miała zamiaru iść do jego żony, nie będzie się wpierdalać w ten trójkąt, bo przecież ucierpią na tym dzieci. I sama Avelina. Ale jak go spotka, to facet wyląduje w Mungu. Teraz jednak był czas na zabawę.
- Na ten jeden moment możesz o nim zapomnieć. Pomoże ci w tym alkohol i... coś jeszcze. Skołujemy trawę, co ty na to?- wyszczerzyła się, chociaż trochę wymuszenie, ale te rewelacje wstrząsnęły również nią. Musiała to wytańczyć, a dobra zabawa powinna też chociaż trochę pomóc przyjaciółce.
To był naprawdę ciężki orzech do zgryzienia. Quirke westchnęła po raz kolejny i przeczesała rude włosy palcami. Sytuacja była patowa. Nie była matką Aveliny, by jej rozkazywać, nie mogła jej też zakazywać kontaktu z Rockwoodem. Mogła tylko odwoływać się do rozsądku, ale przecież jeśli chodziło o miłość, to rozum przestawał działać. To było cholernie ciężkie.
- Chcesz się z nim spotykać bo go kochasz, prawda? - zapytała w końcu, wbijając spojrzenie w Paxton. Nie było wbrew pozorom oceniające. W oczach Olivii był tylko smutek i troska. - Któraś z was będzie cierpieć. Pytanie tylko, czy jeśli wybierze w końcu ciebie, to czy wasze życie nie zmieni się potem w piekło. Uczucia można przeboleć, Ave, w końcu zblakną. A teraz...
Wstała i wyciągnęła rękę do przyjaciółki. W jej oczach czaiły się iskierki rozbawienia. Nadal się martwiła, ale nie mogła zrobić nic ponad to, co już powiedziała. Chyba że pójdzie do Rockwooda i nie zapyta, czy znudziło mu się oddychanie prostym nosem. Absolutnie nie miała zamiaru iść do jego żony, nie będzie się wpierdalać w ten trójkąt, bo przecież ucierpią na tym dzieci. I sama Avelina. Ale jak go spotka, to facet wyląduje w Mungu. Teraz jednak był czas na zabawę.
- Na ten jeden moment możesz o nim zapomnieć. Pomoże ci w tym alkohol i... coś jeszcze. Skołujemy trawę, co ty na to?- wyszczerzyła się, chociaż trochę wymuszenie, ale te rewelacje wstrząsnęły również nią. Musiała to wytańczyć, a dobra zabawa powinna też chociaż trochę pomóc przyjaciółce.