04.12.2023, 21:34 ✶
- Nie mam pojęcia, ale powrót do herbaty w kawiarniach to będzie prawdziwy cios dla naszych kubków smakowych - przyznała z cichym jękiem ni to przerażenia, ni zawodu. Bo właśnie spróbowała herbaty, którą podała jej oburącz kobieta i była, cholera jasna, przepyszna. Gorycz czarnej herbaty była doskonale wyważona, a jaśmin i wiśnia komponowały się ze słodyczą i kwasotą tak, że picie tego małego cuda było prawdziwym doznaniem. Mogło się też, oczywiście, zdarzyć, że cała ta otoczka sprawiła, że herbata wydawała jej się pyszniejsza, ale chyba o to chodziło w tym całym rytuale?
Kolejne ruchy były podobne, z tym że wydłużał się czas parzenia kolejnych zalewań. Na koniec kobieta wyciągnęła łyżeczką liście, wyłożyła je na miseczkę i wypowiedziała kilka słów.
- Dziękuje herbacie za to, że mogliśmy ją pić. Afirmacja i wdzięczność podczas procesu parzenia i na sam jego koniec są niezwykle ważne - powiedział przewodnik, kłaniając się kobiecie, która zaczęła przekładać puste naczynia na tackę. Po wymianie grzecznościowych ukłonów mogli opuścić herbaciarnię, lecz nim to uczynili: Olivia zakupiła kilka herbat, a także dwie śliczne porcelanowe czarki. Miała odłożone pieniądze mugolskie na takie zakupy, wiedziała bowiem, że nikt jej nie powstrzyma przed kupieniem tego typu pamiątek. Wyszli na zewnątrz, i dopiero wtedy Quirke odetchnęła głęboko.
- To było niesamowite! Nie miałam pojęcia o tak wielu rzeczach - powiedziała nieco podniesionym głosem, patrząc na Laurenta. - I w ogóle jak długo to trwa. I ile jest w całym procesie wdzięku i ile rzeczy trzeba zapamiętać. Będę musiała spisać wszystko jak tylko wrócimy do pokojów, nie chcę niczego zapomnieć.
To chyba jej nie groziło - jeżeli chodziło o tak "przyziemne" sprawy, to chłonęła wiedzę jak gąbka. Olivia aż podskoczyła z radości.
- Gdzie teraz? Minęły chyba z dwie godziny? - spojrzała na przewodnika, który przytaknął. Plus minus dwie - tyle to wszystko trwało. A ona miała wrażenie, jakby przeniosła się w tamtej chwili do jakiejś odległej krainy, w której upływający czas nie miał najmniejszego znaczenia.
Kolejne ruchy były podobne, z tym że wydłużał się czas parzenia kolejnych zalewań. Na koniec kobieta wyciągnęła łyżeczką liście, wyłożyła je na miseczkę i wypowiedziała kilka słów.
- Dziękuje herbacie za to, że mogliśmy ją pić. Afirmacja i wdzięczność podczas procesu parzenia i na sam jego koniec są niezwykle ważne - powiedział przewodnik, kłaniając się kobiecie, która zaczęła przekładać puste naczynia na tackę. Po wymianie grzecznościowych ukłonów mogli opuścić herbaciarnię, lecz nim to uczynili: Olivia zakupiła kilka herbat, a także dwie śliczne porcelanowe czarki. Miała odłożone pieniądze mugolskie na takie zakupy, wiedziała bowiem, że nikt jej nie powstrzyma przed kupieniem tego typu pamiątek. Wyszli na zewnątrz, i dopiero wtedy Quirke odetchnęła głęboko.
- To było niesamowite! Nie miałam pojęcia o tak wielu rzeczach - powiedziała nieco podniesionym głosem, patrząc na Laurenta. - I w ogóle jak długo to trwa. I ile jest w całym procesie wdzięku i ile rzeczy trzeba zapamiętać. Będę musiała spisać wszystko jak tylko wrócimy do pokojów, nie chcę niczego zapomnieć.
To chyba jej nie groziło - jeżeli chodziło o tak "przyziemne" sprawy, to chłonęła wiedzę jak gąbka. Olivia aż podskoczyła z radości.
- Gdzie teraz? Minęły chyba z dwie godziny? - spojrzała na przewodnika, który przytaknął. Plus minus dwie - tyle to wszystko trwało. A ona miała wrażenie, jakby przeniosła się w tamtej chwili do jakiejś odległej krainy, w której upływający czas nie miał najmniejszego znaczenia.