Leon za wzór do naśladowania w relacjach damsko-męskich postrzegał swoich rodziców. Ojciec wydawał się być wierny matce, przed którą trudno byłoby ukryć wszelkie zdrady. Chciał w to wierzyć. Nie dopuszczał do swojej świadomości tego, że mogło być inaczej, że rodzice ukrywali przed nim swoje małżeńskie problemy. Nigdy nie zagłębiał się w to, poszukując drugiego dna w ich związku. Wolał aby byli z nim szczerzy. Gdyby sam miał się ożenić to starałby się być wierny swojej żonie. Zostałoby to zweryfikowane przez życie, ideały przecież nie istnieją.
To, czego stał się świadkiem, było niepoprawne i niestosowne pod każdym możliwym względem. Wydawało mu się, że bardziej odpowiednim miejscem do wykonywania tego rodzaju czynności jest własny pokój albo łazienka w domu. W Hogwarcie trudno było o odrobinę prywatności - wszyscy uczniowie dzielili ze sobą dormitorium. Łazienki również były przestrzenią publiczną i każdy mógł tam wejść. Z tego co słyszał, większe poczucie prywatności mogła zagwarantować znajdująca się na siódmym piętrze łazienka dla prefektów, prefektów naczelnych i kapitanów szkolnych drużyn Quidditcha. Podobny standard musiała reprezentować łazienka nauczycieli. Nie znał jej lokalizacji.
Ujrzenie nurkującej pod podłogą Marthy sprawiło, że w jakimś stopniu mu ulżyło. Istniała szansa, że już się naoglądała na nagich uczniów i nie będzie naruszać prywatności kolejnych podczas brania prysznica. Pokręcił nieznacznie głową, słysząc dobiegający spod podłogi pisk. Nie uszło to jego uwadze, że obnażony uczeń zakrywa się swoją koszulą i doskakuje do umywalki. Delikatne rumieńce pokrywające jego policzki nie chciały zblednąć. Wydawało mu się, że chłopak zamiast bardziej się spiąć tylko bardziej się rozluźnił, co było zaskakujące w tej sytuacji. Na jego miejscu to on czułby się bardzo skrępowany.
— Cz-Cześć. — Wykrztusił z siebie w odpowiedzi na wypowiedziane tym anielskim głosem powitanie. Uchwycił posłane mu zaciekawione spojrzenie, samemu wciąż zerkając na niego. Zadane mu pytanie sprawiło, że cicho chrząknął. Kłamstwem byłoby przyznanie, że przyszedł tutaj po to aby popatrzeć na nieznanego mu z imienia ucznia. — Przyszedłem wziąć prysznic. Ma na imię... — Starał się wyjaśnić swoją obecność w tym pomieszczeniu. Wykazujący się znajomością pewnej części szkolnych duchów, machinalnie starał się poprawić tego chłopaka. Starał się być miły nawet dla Marthy.
— Mam na imię Martha! Tak, przypominajcie mi co rusz że jestem... że jestem martwa! Martwa Martha! Jęcząca, płacząca Martha! Tak o mnie mówicie! Słyszę wasze rozmowy w rurach! — Duch uczennicy wynurzył się spod posadzki łazienki równie gwałtownie, jak pod nią zniknął i uniósł się w powietrze, pod sam sufit przy akompaniamencie pełnego irytacji krzyku odbijającego się po ścianach łazienki. Na razie byli względnie bezpieczni, nie zostali oblani wodą.