Nie należała do grona przyjaciół Philipa Notta, nawet do tego nie aspirowała. Nie wiedziała, jakie zdanie miał na wiele rzeczy, co mówił o własnym bracie, za kogo go uważał i tak dalej. Zakładała, że rzeczy, które tutaj dzisiaj opowiadał, były mówione trochę na pokaz, bo przynajmniej jedna osoba w tym gronie była dla niego całkowicie obca. Nie miała pojęcia jakie dokładnie relacje łączą go z Bellamym czy Erikiem i nie zamierzała o to nawet dopytywać.
Faktem było, że odrobinę się zjeżyła zagajeniem do niej przez Duponta – nie, że w ogóle to zrobił, lecz przez dobór słów, które niespecjalnie jej podeszły. Trochę zasugerował jej, że jest nieznanym członkiem wielkiej rodziny, którą ten poznał tak dogłębnie, że nigdy nawet nie usłyszał o aurorce, która ostatnimi czasy nie schodziła ze stron gazet. Ale nie zamierzała się w to zagłębiać, ani dalej dawać po sobie poznać, że coś jest nie tak.
Na ile miała coś do powiedzenia, tak włączyła się do tej neutralnej rozmowy o podróżach, chociaż daleka była od rzucania takimi frazesami jak to, że podróże kształcą. Kształcą albo nie – zależy kogo i gdzie się wybiera; czy jest skłonny chłonąć kulturę, czy zupełnie go to nie interesuje i zamierza odwiedzać klub nocny za klubem, by w dzień odsypiać dzikie imprezy. Victoria w swoim życiu trochę podróży odbyła, to i owo widziała, ale dużą część jej życia zajmowała też praca i samokształcenie, ale też przy tym trzeba było znaleźć czas na godne reprezentowanie rodziny.
Erik na moment odszedł od stołu, by po powrocie niespodziewanie oznajmić, że musi już uciekać. Tak zupełnie nagle, bo coś mu się przypomniało… Nieodłącznie był bratem Brenny, nie dało się zaprzeczyć, na pewien sposób oboje byli tak samo zabiegani, z rękoma pełnymi roboty. Kobieta uśmiechnęła się do niego.
– Pozdrów Brenn – rzuciła mu na pożegnanie, ale nie mogła się oprzeć wrażeniu, że to była tylko wymówka, bo jakoś nie wyobrażała sobie, by Brenna była tak bardzo niezadowolona dlatego, że Erik czegoś zapomniał, bo zasiedział się na małym afterparty po głośnym pojedynku.
Victoria nie była tą bierną stroną i wtrącała pomiędzy mężczyzn swoje trzy grosze tu i tam. Rzeczywiście jednak sama by nie nazwała nikogo ze swoich znajomych czy przyjaciół, w gronie innych ludzi, nudziarzami. Rozumiała już w pełni przed czym ostrzegał ją dzisiaj Laurent, gdy tutaj szli i najwyraźniej nikt nie mógł się czuć chroniony. Widziała, ze Laurent troszkę popija drinka i w którymś momencie nachyliła się do niego, by wyszeptać mu na ucho, że jeśli chce, to niech się nie krępuje, może wypić cały, bo ona jest obok i go nie zostawi.
I w końcu przyszedł czas na to, by się rozejść.
– Również dziękuję. Jeszcze raz – miło mi było poznać – wstała ze swojego miejsca, delikatnie podgarniając materiał sukienki i zaraz też złapała za swoją torebkę, kiedy Laurent płacił, po czym złapała go pod ramię. – Dobrej nocy – pożegnała się jeszcze i wgramoliła się do powozu. – To co, zostajesz na noc?
Dla Laurenta i Victorii: