17.11.2022, 23:28 ✶
Może i Greyback za szczenięcych lat nie zachowywała się jak osoba popularna, ale niektórzy z jej rówieśników chętnie się za nią oglądali. Wystarczyło, że była ładna dla oka, by jej nazwisko i dziedzictwo zeszło na drugi plan, a koledzy z klasy siedli w bibliotece by prowadzić rozważania na temat tego, czy można zarazić się wilkołactwem od polecenia w ślinę. Wszystko to oczywiście w imię większego dobra i nauki, przez co na samo wspomnienie Timothy poczuł, jak chłodny dreszcz zdaje mu się wspinać wzdłuż kręgosłupa i po karku. Dobrze, że nie umiała czytać w myślach.
- Nie ma za co przepraszać - machnął dłonią, chcąc jakoś rozluźnić atmosferę i dodatkowo podkreślić, że na prawdę, nie było problemu, jemu to absolutnie nie przeszkadzało, ale tylko trącił stojącą przed nim szklankę, która zakołysała się niebezpiecznie. Złapał ją szybko, zaciskając na moment usta w wyrazie bezbrzeżnego rozczarowania i zażenowania. Dzisiaj zdecydowanie nie był jego dzień.
Obydwoje wreszcie zdali sobie sprawę z tego, co właściwie tutaj robili i że wszystko było jednym wielkim kłamstwem. To dobrze, bo przynajmniej rozwiązywało to wiele niezręcznych słów, pauz czy spojrzeń, których teraz mogli zręcznie uniknąć, żonglując naokoło podłości swoich znajomych, rodziny i faktycznego powodu, przez który znaleźli się w tych skromnych progach.
Odchrząknął, widząc jak kobieta zapada się w sobie. Błagam babo, nie rób mi tego, pomyślał starając się patrzeć gdzie w bok, jakby nagle coś zwróciło jego uwagę. Nie musiała mu się przecież tłumaczyć. Rozumiał. Bardzo dobrze rozumiał, ale nie był też nikim, kogo by jakoś bardzo obchodziło zażenowanie, które ją trawiło.
- Może się czegoś napijesz? - złamał się wreszcie, przeklinając samego siebie. Poodbijali by sobie jeszcze przez chwilę piłeczkę zakłopotania, pogawędzili o głupotkach i poszliby w swoje strony. Znaczy ona by poszła, a on dopiłby swoje piwo i pomyślał o tym co jeszcze miał do zrobienia i jak bardzo mu się tegoż nie chciało. Nie czekał w sumie nawet na jej odpowiedź, bo podniósł rękę w kierunku barmana, a kiedy ten zwrócił na niego uwagę, pokazał na migi, że chce drugi raz to samo. Jeśli piwo nie było pierwszym wyborem Ashling, jeśli chodzi o alkohole, to mówi się trudno. Jak postanowi, że to dla niej koniec rozmów na dzisiaj, to wtedy Tim będzie miał dwa piwa. Wszystko przemyślane.
- Czekałem na klienta, ale sądząc po godzinie, już się nie zjawi - uśmiechnął się do niej, może trochę rozczarowany, ale tylko po to, by uwiarygodnić swoje słowa. W końcu nikt nie lubił marnować czasu i potencjalnych pieniędzy, a przynajmniej on bardzo tego nie lubił.
- Nie ma za co przepraszać - machnął dłonią, chcąc jakoś rozluźnić atmosferę i dodatkowo podkreślić, że na prawdę, nie było problemu, jemu to absolutnie nie przeszkadzało, ale tylko trącił stojącą przed nim szklankę, która zakołysała się niebezpiecznie. Złapał ją szybko, zaciskając na moment usta w wyrazie bezbrzeżnego rozczarowania i zażenowania. Dzisiaj zdecydowanie nie był jego dzień.
Obydwoje wreszcie zdali sobie sprawę z tego, co właściwie tutaj robili i że wszystko było jednym wielkim kłamstwem. To dobrze, bo przynajmniej rozwiązywało to wiele niezręcznych słów, pauz czy spojrzeń, których teraz mogli zręcznie uniknąć, żonglując naokoło podłości swoich znajomych, rodziny i faktycznego powodu, przez który znaleźli się w tych skromnych progach.
Odchrząknął, widząc jak kobieta zapada się w sobie. Błagam babo, nie rób mi tego, pomyślał starając się patrzeć gdzie w bok, jakby nagle coś zwróciło jego uwagę. Nie musiała mu się przecież tłumaczyć. Rozumiał. Bardzo dobrze rozumiał, ale nie był też nikim, kogo by jakoś bardzo obchodziło zażenowanie, które ją trawiło.
- Może się czegoś napijesz? - złamał się wreszcie, przeklinając samego siebie. Poodbijali by sobie jeszcze przez chwilę piłeczkę zakłopotania, pogawędzili o głupotkach i poszliby w swoje strony. Znaczy ona by poszła, a on dopiłby swoje piwo i pomyślał o tym co jeszcze miał do zrobienia i jak bardzo mu się tegoż nie chciało. Nie czekał w sumie nawet na jej odpowiedź, bo podniósł rękę w kierunku barmana, a kiedy ten zwrócił na niego uwagę, pokazał na migi, że chce drugi raz to samo. Jeśli piwo nie było pierwszym wyborem Ashling, jeśli chodzi o alkohole, to mówi się trudno. Jak postanowi, że to dla niej koniec rozmów na dzisiaj, to wtedy Tim będzie miał dwa piwa. Wszystko przemyślane.
- Czekałem na klienta, ale sądząc po godzinie, już się nie zjawi - uśmiechnął się do niej, może trochę rozczarowany, ale tylko po to, by uwiarygodnić swoje słowa. W końcu nikt nie lubił marnować czasu i potencjalnych pieniędzy, a przynajmniej on bardzo tego nie lubił.